Marszałek Grodzki mimo wcześniejszych zapewnień przetrzymuje w Senacie ustawę ds. organizacji wyborów prezydenckich w 2020 r. To natomiast szkodzi Rafałowi Trzaskowskiemu, który legalnie i oficjalnie nie może zbierać podpisów pod swoją kandydaturą, a także prowadzić kampanii wyborczej. O przyczyny takiego zachowania Tomasza Grodzkiego spytaliśmy historyka, politologa i działacza opozycyjnego w okresie PRL dr Jerzego Targalskiego.

Odpowiedź jest prosta: w Platformie Obywatelskiej, która przeżyła agonię, trwa walka frakcyjna. Pierwszą jej ofiarą była Małgorzata Kidawa Błońska, ponieważ zawiedli ludzie z jej otoczenia. O tym, jak wypada kandydat decyduje jej sztab, doradcy, media i wiele innych. Można wyjątkowo głupiego kandydata wylansować i ludzie nie zauważą jego wpadek. Małgorzata Kidawa-Błońska została pozostawiona bez ochrony, czy nadzoru, a to natomiast wynikało z walk wewnętrznych w PO

– mówi nam dr Targalski.

Dodaje, że obecnie w ugrupowaniu Borysa Budki są dwa fronty: jeden, który postawił na Rafała Trzaskowskiego i drugi, który jest przeciwny tej kandydaturze.

- Do tej drugiej grupy należy marszałek Tomasz Grodzki. Oprócz tego, że będzie się starał zaszkodzić Polsce ws. wyborów, to teraz stara się także zaszkodzić Rafałowi Trzaskowskiemu, aby ten nie mógł wystartować, bo oficjalnie podpisy pod kandydaturą można zbierać dopiero po uchwaleniu ustawy. Oczywiście teraz te podpisy także są zbierane, jednak jest to tajne i przede wszystkim nielegalne. To natomiast trzeba udowodnić, a wątpię, żeby komuś chciało się to robić - ocenił.

Politolog wyraźnie podkreśla, że wszystkie te niezrozumiałe sytuacje pomiędzy członkami PO wynikają z „walk frakcyjnych wewnątrz - też schodzącej w bólach ze sceny politycznej partii, która jest na usługach Berlina”.

- Niestety, ale cała ta awantura w PO doprowadzi do chaosu w Polsce

– dodaje.