Rozpisanie nowych wyborów jest konieczne, ponieważ te zarządzone na 10 maja nie odbyły się. Ustawę o szczególnych zasadach organizacji wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r. z możliwością głosowania korespondencyjnego Sejm uchwalił 12 maja, dzień później trafiła ona do Senatu. Ustawa zakłada, że w wyborach tych głosowanie będzie odbywać się w lokalach wyborczych, ale będzie też możliwość głosowania korespondencyjnego.

Choć ustawa zakłada możliwość ponownej rejestracji kandydatów, którzy mieli wziąć udział w wyborach prezydenckich 10 maja (bez konieczności ponownego zbierania podpisów poparcia), to daje też prawo startu nowym kandydatom.

Ustawa nakłada ponadto na marszałka Sejmu obowiązek określenia, po zasięgnięciu opinii PKW, tzw. terminarza wyborczego, czyli dni, w których upływają terminy wykonania poszczególnych czynności wyborczych, przewidzianych w Kodeksie wyborczym i w ustawie. Ustawa miałaby wejść w życie następnego dnia po jej ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw.

Ustawą w Senacie zajmowały się trzy połączone komisje, które przerwały posiedzenie do przyszłego poniedziałku. Podczas obrad komisji we wtorek wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka (Lewica) zgłosiła poprawkę, zgodnie z którą ustawa miałaby wejść w życie 6 sierpnia. Takie vacatio legis powodowałoby, że wybory prezydenckie odbyłyby się już po zakończeniu kadencji prezydenta Andrzeja Dudy.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński zarzucił opozycji celowe opóźnianie prac nad tą ustawą w Senacie. Przekonywał, że wybory prezydenckie powinny odbyć się 28 czerwca, tak, by 6 sierpnia mógł zostać zaprzysiężony nowy prezydent. Marszałek Senatu Tomasz Grodzki (KO) wielokrotnie zapewniał, że opozycji chodzi jedynie o "porządną pracę" nad ustawą.

1 czerwca przed Sejmem odbędzie się manifestacja w celu poparcia wyborów prezydenckich w konstytucyjnym terminie, czyli 28 czerwca 2020 roku. Wydarzenie organizuje Adam Borowski - legenda opozycji antykomunistycznej, szef warszawskiego Klubu "Gazety Polskiej".