Co najmniej siedem osób zostało postrzelonych, z czego jedna jest w stanie krytycznym - przekazała dziś rano policja w Louisville. Zaznaczyła, że żaden z funkcjonariuszy nie użył swojej broni. Zatrzymano bliżej nieokreśloną liczbę protestujących.

Około 500-600 demonstrantów przemaszerowało przez centrum Louisville w czwartek wieczorem, protest trwał ponad sześć godzin i zakończył się w piątek nad ranem - relacjonuje agencja AP powołująca się na lokalną prasę.

Burmistrz miasta Greg Fischer opublikował na Twitterze wypowiedzi członków rodziny Taylor, którzy nawoływali do zachowania spokoju i rozejścia się do domów, podkreślając jednocześnie, że będą nadal walczyć o sprawiedliwość i wyjaśnienie okoliczności jej śmierci.

Na ekranie pokazującym obraz z kamery zainstalowanej w śródmieściu Louisville około północy było widać ludzi, ukrywających się za prowizoryczną drewnianą barykadą, na której namalowano hasło "Nie uda wam się zabić nas wszystkich" oraz płonący kosz na śmieci. Uzbrojeni policjanci otoczyli ratusz i - jak pisze AP - wydawało się, że strzelali gumowymi kulami oraz używali gazu łzawiącego.

26-letnia ratowniczka medyczna Breonna Taylor została 13 marca osiem razy postrzelona przez detektywów z wydziału narkotykowego policji w Louisville - przypomina AP dodając, że kobieta została zabita w swoim domu, w którym nie znaleziono żadnych narkotyków. Sprawa śmierci Taylor stała się głośna, gdy w maju jej rodzina złożyła pozew przeciwko policji.

W czwartek oprócz demonstracji w Louisville w wielu amerykańskich miastach odbywały się protesty, przeradzające się w niektórych miejscach w gwałtowne zamieszki, których zarzewiem była śmierć w Minneapolis czarnoskórego 46-latka. Zmarł on w trakcie zatrzymania przez policję. W poniedziałek do internetu trafiło nagranie z incydentu, na którym widać, jak jeden z policjantów przyciska mężczyźnie kolanem szyję do ziemi, nie reagując na krzyki Floyda, że nie może oddychać. Wkrótce mężczyzna zmarł.