12 maja Sejm uchwalił nową ustawę dotyczącą wyborów prezydenckich w 2020 roku. Zakłada ona, że w wyborach tych głosowanie będzie odbywać się w lokalach wyborczych, ale będzie też możliwość głosowania korespondencyjnego.

Do poniedziałku ogłoszono przerwę w posiedzeniu trzech połączonych senackich komisji: praw człowieka, praworządności i petycji, samorządu terytorialnego i administracji państwowej, które zajmują się ustawą ws. organizacji wyborów prezydenckich w 2020 roku.

Wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka (Lewica) zgłosiła poprawkę zakładającą, że ustawa wejdzie w życie 6 sierpnia, czyli po końcu kadencji Andrzeja Dudy.

Wicemarszałek Senatu, Marek Pęk z Prawa i Sprawiedliwości, pytany przez Niezalezna.pl o to, w co tym razem gra Senat, że znów przedłuża pracę nad ustawą ws. wyborów prezydenckich, odpowiedział, że nie ma złudzeń, iż od początku chodzi o jedno.

O to, żeby przedłużać, żeby zrobić wszystko, aby skomplikować i zdestabilizować sytuację w państwie. Na chaosie, niepokoju i obrazie niepewności, czy Polacy wybiorą prezydenta, czy zdążyły w terminach konstytucyjnych, czy będzie głowa państwa, zbierać kapitał polityczny dla większości w Senacie, a opozycji w stosunku do rządu. Tu już o nic więcej nie chodzi

- wyjaśnił.

Wczoraj Jarosław Gowin, prezes Porozumienia, podczas wspólnego oświadczenia liderów Zjednoczonej Prawicy powiedział, że "wszystko wskazuje na to, że ta nagła wolta opozycji, ta nagła próba przesunięcia wyborów na sierpień, to jest element jakichś wojenek w obrębie opozycji". Marek Pęk pytany, czy zgadza się z takim stwierdzeniem, bo PSL i Lewica w Senacie chcą odwlekania wyborów, a PO odcina się od takiego scenariusza, odpowiedział, że "ten cały pakt senacki, większość senacka, którą reprezentuje marszałek Grodzki, to nie jest monolit, ani trwała, jednolita struktura".

Od początku są tam jakieś sprzeczne interesy. Niewątpliwie teraz Michał Kamiński, oprócz Borysa Budki, steruje większością senacką. Jest to dla mnie bardzo dziwne, bo ta słynna poprawka, która mówi o tym, że wybory mogą się odbyć dopiero po 6 sierpnia, została wniesiona przez wicemarszałka Kamińskiego i wicemarszałek Morawską-Stanecką. Do tej pory na naszych wszystkich rozmowach podczas "okrągłego stołu" wydawało mi się, że to właśnie przedstawiciele Lewicy bardzo mocno uzasadniali potrzebę jak najszybszego przeprowadzenia wyborów 

- mówił.

Wicemarszałek Pęk ocenił, że "coś w ostatnich dniach się posypało, coś zachwiało".

Myślę, że będą teraz po stronie opozycji walczyły dwie tendencje - czy wszystkie ręce na jednego kandydata, czyli zrobić plebiscyt Duda i anty-Duda, PiS i anty-PiS, czy jeszcze jakoś bronić szans poszczególnych kandydatów, czyli Biedronia, Kosiniaka-Kamysza i Hołowni. Uważam, że w tym momencie o to toczy się gra

- wyjaśnił.