- Niektórzy chcą odrzucić rozwiązania konstytucyjne ws. terminu wyborów; ostatni możliwy termin to 28 czerwca; nie ma żadnej możliwości przeprowadzenia kolejnych zmian - mówił dziś prezes PiS Jarosław Kaczyński. Ocenił, że ci, którzy takie zmiany proponują, sieją zamęt.

Kaczyński powiedział, że stanął znów w dyskusji publicznej problem wyborów, mimo, że - jak podkreślił - wydawało się - że wszystko jest rozstrzygnięte, to "okazało się, że niektórzy chcą w dalszym ciągu tego, by odrzucić rozwiązania konstytucyjne".

Jak ocenił, za tym, by przyjąć inny termin niż 28 czerwca "stoją czysto partykularne interesy, z całą pełnością nie jest to interes Polski, ani nie jest to zgodne z konstytucją.

Do słów lidera Zjednoczonej Prawicy odniósł się dziś szef Europejskiej Partii Ludowej Donald Tusk. - Chciałbym zdjąć odium, które nad tą władzą zawisło, że to partia groźna… - mówił w TVN24.

- Jak słyszę takie słowa to mam ochotę powiedzieć do pana Kaczyńskiego „nie strasz nie strasz”… no, nie będę kończył tego staropolskiego powiedzenia, jeszcze nie ma 22, ale wiecie państwo, co mam na myśli

- wypalił Tusk.

Słowami szefa EPL zaskoczona była też sama prowadząca Katarzyna Kolenda-Zaleska.

- Bardzo pan mówi radykalnie. Jeśli chcemy w Polsce budować wspólnotę, a przecież chcemy i chcemy się porozumiewać, to są słowa, które tej wspólnoty nie budują - zwróciła uwagę politykowi.

- Jeśli pani myśli, że to, co ja mówię, jest radykalne, przeciw wspólnocie… To, co słyszymy codziennie z ust władz - to są nie tylko radykalne, ale też nieprzyzwoite słowa. Proszę mi nie zarzucać, że jestem zbyt radykalny. Ja jestem… aksamitny w tym, co mówię

- brnął dalej.