Wojna domowa w Libii ciągnie się od 2014 roku. Obecnie jej głównymi stronami są Rząd Zgody Narodowej premiera Fayeza al-Sarraja (wspieranego m.in. przez Turcję) oraz Izba Reprezentantów którego zbrojnym ramieniem jest Libijska Armia Narodowa (LNA) dowodzona przez marszałka polowego Khalifę Haftara (wspieranego przez Rosjan).

Od dawna mówi się, że Rosjanie wysłali do Libii tzw. Grupę Wagnera, która formalnie jest prywatną firmą paramilitarną, chociaż wielu analityków podejrzewa, że to tak naprawdę jednostka specjalna Rosyjskiego Ministerstwa Obrony, używana tam, gdzie wysłanie regularnego wojska mogłoby być kłopotliwe politycznie. Wagnerowcy mieli walczyć m.in. na Ukrainie i w Syrii. Dokładna liczebność ich kontyngentu w Libii i to, czym się tam zajmują, do dzisiaj są obiektem licznych dyskusji pomiędzy ekspertami.

Dowództwo Afrykańskie Amerykańskiej Armii (AFRICOM) ujawniło, że według nich Rosjanie wysłali do Libii samoloty myśliwskie. Na miejscu mają zapewniać Wagnerowcom wsparcie powietrzne. Samoloty miały wystartować z jednej baz w Rosji i mieć międzylądowanie w Syrii, gdzie je przemalowano, usunięto znaki przynależności państwowej i inne elementy, które mogłyby je zidentyfikować jako własność Kremla.

„Rosja w Libii wyraźnie chce przechylić szale na swoją stronę. Tak jak obserwowaliśmy to w Syrii rozszerzają swoją obecność wojskową w Afryce, używając takich najemników jak Grupa Wagnera” - skomentował generał Stephen Townsend - „Zbyt długo Rosja wypiera się skali swojego zaangażowania w konflikt libijski. Teraz już nie mogą się go wyprzeć. Patrzyliśmy, jak Rosja wysłała do Libii myśliwce odrzutowe czwartej generacji. Ani LNA ani prywatne organizacje wojskowe nie mogą uzbroić, używać i utrzymać w ruchu takich myśliwców bez pomocy państwa - pomocy, którą otrzymują z Rosji”.

Townsend zauważył też, że Haftar niedawno publicznie deklarował przeprowadzenie kampanii powietrznej. Twierdzi, że kampania ta będzie polegała na tym, że rosyjscy najemnicy będą bombardować Libijczyków z dostarczonych przez Kreml samolotów.

Zdaniem generała sił powietrznych Jeffa Harrigiana następnym logicznym krokiem po zdobyciu przez Rosję baz na libijskim wybrzeżu będzie zainstalowanie tam systemów A2AD dalekiego zasięgu.

„Jeżeli taki dzień nadejdzie, to stworzy to bardzo realne zagrożenie bezpieczeństwa na południowej flance Europy”

- skomentował.