Zarządzanie kryzysem po francusku

  

Zarządzanie w czasach zarazy pokazało pewne sprzeczności w działaniach władz. Na przykład 2 maja rząd ogłosił poddawanie osób przyjeżdżających do Francji kwarantannie. Dzień później Pałac Elizejski stwierdził, że obywatele krajów UE i Wielkiej Brytanii będą wjeżdżać bez kwarantanny. To z pewnością efekt przywiązania Emmanuela Macrona do idei jak najbardziej otwartych granic. Przymierzający się do roli lidera Europy prezydent nie chce zrezygnować z pewnych dogmatów. Takich niespójności, delikatnie mówiąc, jest więcej.

Kryzys odsłania wszystkie słabości Francji. Zwłaszcza rozbudowaną biurokrację. Tygodnik „Valeurs Actuelles” podawał przykład krawcowej, która przerzuciła się na szycie maseczek. Robiła to zgodnie z zaleceniami Francuskiego Stowarzyszenia Normalizacji. Okazało się jednak, że od 29 kwietnia Generalna Dyrekcja Przedsiębiorstw wprowadziła wymóg testów takiego produktu zgodnych z normami państwowymi. Krawcowa nie wiedziała i teoretycznie grozi jej grzywna w wysokości ponad 10 tys. euro. Atestowanie produktu okazuje się zbyt drogie dla takich małych firm, a państwo nie jest w stanie zapewnić społeczeństwu wystarczającej liczby masek. Ochotników w postaci mikroprzedsiębiorstw biurokracja wykluczyła.

Biurokracja i rozproszone kompetencje

To samo dotyczy testów na COVID-19. Już 15 marca laboratoria weterynaryjne informowały dyrektora generalnego ds. zdrowia, że mogą przeprowadzać od 150 tys. do 300 tys. testów tygodniowo. Dogrzebano się jednak przepisów z 2013 r., które zabraniają laboratoriom weterynaryjnym badania próbek ludzi.

Biurokracja jest też przeszkodą w koordynacji i współpracy szpitali publicznych i prywatnych klinik. W szczycie epidemii przewożono pacjentów ze wschodniej Francji w inne regiony specjalnymi pociągami sanitarnymi TGV z powodu braku wolnych łóżek w tamtejszych szpitalach. Prywatne szpitale miały w tym czasie 130 wolnych łóżek na oddziałach intensywnej terapii. Co prawda władze już 15 marca autoryzowały włączenie prywatnych klinik do opieki nad pacjentami z COVID-19, jednak stare nawyki sektora publicznego i niechęć wobec prywatnych klinik wzięły tu górę. Chorych targano pociągami na zachód, a nawet helikopterami do Niemiec.

Sektor zdrowia publicznego we Francji jest zarządzany przez niezliczoną liczbę agencji, których rola i status pozostają niejasne. Działają tu m.in.: dyrekcja generalna ds. zdrowia (DGS) odpowiedzialna za politykę zdrowia publicznego, dyrekcja świadczeń opieki zdrowotnej (DGOS), publiczne ubezpieczenie zdrowotne, wysoka władza ds. zdrowia, dyrekcja generalna ds. spójności społecznej. W czasach kryzysu prezydent Macron powołał dodatkowo radę naukową ds. koronawirusa, a ostatnio pełnomocników ds. znoszenia obostrzeń.

Szukanie cudownego środka

Francja ma swoją medyczną „listę przebojów”. Niemal co tydzień pojawia się informacja o jakimś cudownym leku. Była już lama z Gandawy, w której krwi wykryto przeciwciała, czy badania szpitala uniwersyteckiego Sorbony – Salpêtrière, dotyczące zbawiennej roli nikotyny.

Od początku pandemii najwięcej kontrowersji budzi dr Didier Raoult ze szpitala uniwersyteckiego w Marsylii (IHU), który leczy chorych na koronawirusa hydroksychlorochiną, co podzieliło świat nauki. On sam mówi, że „podejmowanie projektów badawczych w dziedzinie zdrowia we Francji stało się bardzo skomplikowane, bo w tym sektorze toczą się partyzanckie wojny”. Do tego dorzuca biurokrację i polityczną poprawność, które utrudniają prace lekarzy. Jest jeszcze wojna o zyski koncernów farmaceutycznych.

Didier Raoult powołuje się na wyniki. Wśród leczonych w IHU pacjentów do 60. roku życia nie było żadnych zgonów. W wieku 60–70 lat zmarły tylko dwie osoby. Doktor ma wyznawców, ale i wrogów. Obecnie to już spór nie tyle medyczny, co społeczny. Niedawno merostwo w Bouc-Bel-Air (department Bouches-du-Rhône) postanowiło wprowadzić obowiązek noszenia masek w miejscach publicznych, a pieniądze z mandatów w wysokości 38 euro za ich brak przekazywać… Instytutowi dr. Raoulta.

Hydroksychlorochina podzieliła nie tylko Francuzów, lecz także cały świat. Jej zwolennikami są kraje Afryki Subsaharyjskiej, które używały leku wcześniej na inne choro-by. W USA wprowadzono go decyzją Donalda Trumpa. Federalna Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) wydała zezwolenie na jego stosowanie, ale tylko w szpitalach. W Belgii zaś lekarstwo podawane jest pacjentom z COVID-19 powszechnie, ale już w sąsiedniej Holandii tylko w najcięższych przypadkach.

Głośno zrobiło się też o tocilizumabie, leku immunosupresyjnym. Swoje pięć minut miał też remdesivir, środek przeciwwirusowy na ebolę, produkowany przez amerykańskie laboratorium Gilead Sciences. Lek amerykański, więc Francuzi podchodzą do niego z ostrożnością. Warto jednak dodać, że w sumie 30 francuskich szpitali pro-wadzi własne testy różnych lekarstw.

Szczepionki

Najbardziej oczekiwana jest szczepionka, choć i nad Sekwaną jest spore grono przeciwników szczepień. Ostatnio francuski gigant farmaceutyczny Sanofi stał się przed-miotem społecznej i politycznej krytyki. Firma ogłosiła, że pierwszeństwo w dostawach wyprodukowanej w przyszłości szczepionki przeciw COVID-19 będą miały... USA. Chyba nic nie mogło bardziej rozwścieczyć zawsze mocno szowinistycznych Francuzów.

Zareagował nawet prezydent Macron. Kategorycznie zażądał, aby szczepionka „nie podlegała prawom rynkowym”. Odezwała się też rzecznik Komisji Europejskiej, która dodała, że to „dobro użyteczności publicznej, a dostęp do niej musi być sprawiedliwy i uniwersalny”. Słowem Paryż i UE chcą może nie tyle znacjonalizować, co zeuropeizować prawa do szczepionki. Problem jednak w tym, że Sanofi, firma notowana na giełdzie w Paryżu i Nowym Jorku, otrzymała na badania nad szczepionką przeciw SARS-CoV-2 30 mln dol. wsparcia od rządu USA.

„Spisek” Instytutu Pasteura

Echa francuskich wpadek dobiegają też z dawnych kolonii. Na Madagaskarze przybyło ostatnio zwolenników teorii spiskowej wokół koronawirusa, a przyczynili się do tego właśnie Francuzi i Instytut Pasteura, który ma tam placówkę wspieraną przez WHO. Jego oddział fałszywie zdiagnozował 6 maja 67 nowych przypadków zarażenia COVID-19 w ciągu jednego dnia. I wybuchł skandal.

Do tej pory Madagaskar miał tylko 300 stwierdzonych przypadków zarażeń, a tak nagły i duży przyrost zachorowań wywołał panikę. Wyniki testów okazały się błędne i było nie 67, ale zaledwie pięć nowych przypadków zakażeń. Gdy sprawa się wydała, zrobiło się nieciekawie. Może w innym kraju wystarczyłyby przeprosiny, ale na Madagaskarze natychmiast powstały teorie spiskowe.
W dodatku kraj ten ma własne narodowe lekarstwo, oparte na naturalnych składnikach, tzw. COVID-organics, chociaż światowe agencje ds. zdrowia wątpią w jego skuteczność. Prezydent Madagaskaru Andry Rajoelina uważa, że gdyby taki lek był w posiadaniu jakiegoś europejskiego kraju, to tych wątpliwości by nie było. Ale na tym nie koniec. Władze doszły do wniosku, że tak duży wzrost zachorowań stwierdzony przez Instytut Pasteura miał po prostu zdezawuować skuteczność malgaskiego leku. Wpadka Instytutu Pasteura udowodniła Malgaszom, że Zachód nie jest nieomylny. Afrykańskie media piszą, że „w świetle tych skandali musi zakwestionować wszystkie wyniki testów na koronawirusa przeprowadzane przez sieć Instytutu Pasteura”.

Prezydent Andry Rajoelina w telewizyjnym przemówieniu z 17 maja mówił o „niedopuszczalnej sytuacji, spowodowanej przez błąd człowieka lub celowe działanie”. Jak widać, nie zamyka drzwi do teorii spiskowych.

Instytut Pasteura z Madagaskaru (IPM) zarządził wewnętrzne dochodzenie. Na razie twierdzi, że próbki mogły zostać zanieczyszczone w czasie transportu lub poboru. W wywiadzie dla „Le Monde” André Spiegel, dyrektor IPM, oburzał się na publiczne ataki malgaskich mediów: „Rozumiem, że władze domagają się śledztwa, ale można było to zrobić w bardziej poufny i pokojowy sposób”.

Taka deklaracja była dla niektórych świadectwem, że chciano, by sprawę zamieść pod dywan. Jeszcze jeden przyczynek do całego katalogu francuskich błędów.


Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts