W dogaszaniu pożaru strażaków wsparli żołnierze wyposażeni w spychacze i koparki.

Pożar zauważono 1 maja. W pierwszych godzinach na miejscu pracowało łącznie 25 jednostek straży pożarnej, zaangażowanych było ok. 150 strażaków. Tydzień później burmistrz Śremu Adam Lewandowski zwrócił się z wnioskiem do wojewody wielkopolskiego o pomoc wojska w akcji gaśniczej. Wojewoda wnioskował do szefa MON Mariusza Błaszczaka. 11 maja strażaków w dogaszaniu składowiska wsparli żołnierze z 16. batalionu remontu lotnisk z Jarocina.

"Działania żołnierzy, którzy dysponują dwiema koparkami i dwoma spychaczami wraz ze sprzętem wynajętym przez gminę Śrem, z pewnością przyczynią się do zapobieżenia powstawania kolejnym pożarom. Na podstawie obserwacji można stwierdzić, że zarzewia ognia pojawiają się w głębi składowiska i są efektem samozapłonu"

- informował w połowie miesiąca śremski urząd miasta.

Był to to trzeci w tym roku, a dziesiąty w historii pożar składowiska w Pyszącej. W styczniu ub. roku strażacy gasili składowisko przez ok. dwa tygodnie; akcję zakończono sukcesem dopiero dzięki wsparciu wojska, które udostępniło ratownikom spychacze i koparki. Ciężki sprzęt wojskowy sprowadzono tam także w czasie wrześniowego pożaru składowiska.

Burmistrz Śremu podał w poniedziałek, że o dalszych losach nielegalnego składowiska odpadów w Pyszącej będzie rozmawiał ze strażą pożarną oraz wojewodą wielkopolskim. Na początku maja informował, że zamówi ekspertyzy, które wykażą, dlaczego na tym wysypisku dochodzi do samozapłonu.