- Noszenie maseczki ma zapobiegać infekcji i zakażeniu innych, jeśli jesteśmy chorzy. Jeśli możemy się dystansować na świeżym powietrzu, na ulicy, te nie będą potrzebne. Jeśli jednak nie damy rady zachować dystansu, maski dalej będą obowiązywały - zapowiedział nadchodzące zmiany minister zdrowia.

Tłumacząc decyzję o wprowadzeniu nakazu zakrywania ust i nosa, szef resortu ocenił, że gdy na początku było kilkadziesiąt przypadków koronawirusa w skali kraju, prawdopodobieństwo spotkania zakażonego było znikome. - Wówczas nakaz noszenia maseczek byłby absurdem - przyznał Szumowski.

- Gdy dziś mamy kilkaset przypadków milion mieszkańców, te prawdopodobieństwo jest większe. Teraz w większości województw epidemia się stabilizuje. Bardzo dużo ludzi już wyzdrowiało - mówił dalej.

Odnosząc się do tzw. transmisji zakażeń, wskazał, że najliczniejsze przypadki odnotowywano w ogniskach, m.in. w DPS-ach, wśród górników czy osób w fabrykach. - Tam odsetek wzajemnego zakażenia jest o wiele większy niż na ulicy - dodał.

Od początku epidemii, w Polsce odnotowano 21 867 zakażeń. Na Covid-19 zmarło dotychczas 1 013 pacjentów.

Liczba zgonów na Covid-19 zawyżona?

- Chcemy być całkowicie transparentni, nie może być żadnych wątpliwości. Każdego zmarłego pacjenta, który miał zakażenie koronawirusem, raportujemy. Przekazujemy do opinii publicznej, że były to osoby chore. Kartę zgonu wypełnia lekarz. Jeśli wpisane jest na niej „Covid +”, trafia ona do sanepidu, a przez sanepid do nas (Ministerstwa Zdrowia -red.). Takich pacjentów w Polsce było niewiele ponad tysiąc. W porównaniu do Hiszpanii, gdzie było 25 tys. osób zmarłych, to pokazuje znaczną różnicę

- tłumaczył minister Szumowski.

Jak mówił, „wielokrotnie wywiązywały się dyskusje, jak państwo polskie radzi sobie z epidemią”. - Uważam, że najlepszym wskaźnikiem, jak sobie radzimy, są pytania: „ile osób zmarło na Covid? Ile osób otrzymało odmowę przyjęcia do szpitala? Ilu osobom powiedzieliśmy: „nie mamy respiratorów, nie mamy łóżek zakaźnych”” - wymieniał.

Podkreślił, że Polska przygotowała się z ogromnym nadmiarem. - Przygotowaliśmy 11 tys. łóżek zakaźnych, respiratory czekały na pacjentów, nie odwrotnie - przypomniał szef resortu zdrowia.

Zmasowany hejt opozycji

- Żadne maski nie mogą wjechać na teren Rzeczpospolitej, jeśli nie mają certyfikatów. Te również je miały, inaczej nie przeszłyby cła. W tej sytuacji nie znaleźliśmy się sami. Komisja Europejska, WOŚP, ale też izby lekarskie kupiły maski z certyfikatami, które nie spełniają norm - przypomniał gość „Dziennikarskiego Pokera”.

- Zabrakło normy FFP - maski te nie broniły przed wirusem, a jako takie były zakupione

- dodał.

- W przypadku Ministerstwa Zdrowia, sami nie szukaliśmy miejsc, w których moglibyśmy kupić środki ochrony. To różne podmioty zgłaszały się same. Wiele ludzi chciało pomoc, oferowano towar, który był deficytowy. Gdy epidemia nie dotarła jeszcze do Europy, to została wydrenowana przez Chiny ze wszystkich takich towarów. Na europejskim rynku maseczek nie było - tłumaczył Szumowski.

- To prawdopodobnie rok 2013/2014 - odparł minister Szumowski, pytany, kiedy spółka jego brata otrzymała pierwsze dotacje ze Skarbu Państwa. - Mój brat w tej branży działa bardzo długo, znacznie dłużej, niż ja funkcjonuję w polityce - przyznał.

- Zanim przyszedłem do sektora publicznego, miałem w tej spółce udziały. Nigdy jednak nie zasiadałem we władzach, bo po prostu się na tym nie znam. W momencie, gdy wszedłem do rządu, mogłem albo wyrzucić te udziały, albo przekazać je żonie

- mówił dalej.

Minister wskazał, że, zanim wszedł do rządu, spółka jego brata miała 100-procentową skuteczność dotacji grantowych. - Dostawał każdy grant, o który aplikował. Gdy wszedłem do rządu, skuteczność pobierania tych grantów spadła do poziomu 30/40 proc. - powiedział.