Na początku maja muzyk zamieścił na Instagramie zdjęcie ze szpitala. Fani myśleli, że May ma koronawirusa, ale szybko wyjaśnił, że podczas prac w ogrodzie nabawił się zerwania mięśni w pośladkach. Jak tłumaczy w opublikowanym dziś nagraniu, tydzień później wciąż czuł się fatalnie. Badania lekarskie wykazały, że prawdziwą przyczyną jego niedyspozycji były dyski uciskające nerw kulszowy.

"Przez tydzień przykładałem lód nie do tego miejsca, co trzeba" – stwierdził z ironią May.

To nie koniec zdrowotnych problemów gitarzysty. Jak ujawnił, w maju doznał również "małego zawału serca". W filmie May opowiadał, że jego lekarz zawiózł go do szpitala.

„Okazało się, że mam trzy tętnice, które są zatkane i grozi mi zablokowanie dopływu krwi do serca”

- powiedział. Muzyk dodał, że był w szoku, bo uważał się za "zdrowego faceta".

„Nie miałem pojęcia, miałem świetne elektrokardiogramy. Nic nie wskazywało na to, że czekały mnie prawdziwe kłopoty. A mogłem umrzeć z powodu blokad, które tam były”

- dodał May.

Gitarzysta Queen powiedział, że po „niewiarygodnej operacji” wyszedł ze szpitala, czując się wyjątkowo dobrze.