Jak się okazało, trwająca ponad dwa miesiące przerwa w rozgrywkach wpłynęła korzystnie na Herthę, która w tym czasie zatrudniła na stanowisku trenera Bruno Labbadię. Efekty są imponujące - w poprzedniej kolejce jego drużyna pokonała Hoffenheim na wyjeździe 3:0, a teraz jeszcze efektowniej poradziła sobie z lokalnym rywalem, przy okazji rewanżując się za jesienną porażkę 0:1.

Hertha wysoko wygrała z Unionem. Słaby mecz Gikiewicza i Piątka

Wtedy jednym z bohaterów Unionu był Rafał Gikiewicz. Tym razem jednak polski bramkarz, który niedawno zapowiedział, że po sezonie pożegna się z klubem, puścił aż cztery bramki. Wszystkie w drugiej połowie, ale trudno mieć do niego pretensje. Podobnie jak w poprzedni weekend, znów świetnie w barwach Herthy spisali się 35-letni Bośniak Vedad Ibisevic i były gracz RB Lipsk Brazylijczyk Matheus Cunha.

Tym razem pierwszy z nich zdobył bramkę głową i miał udział przy dwóch innych, a Cunha zakończył mecz z golem po bardzo efektownej akcji. Brazylijczyk wpisał się na listę strzelców w czwartym z rzędu ligowym meczu swojego zespołu. Oprócz nich do bramki Gikiewicza trafili Belgowie - Dodi Lukebakio, który wykorzystał sytuację sam na sam z Polakiem, a także mocnym uderzeniem głową Dedryck Boyata.

Krzysztof Piątek wszedł na ostatni kwadrans i nie był zbyt widoczny. Polski napastnik, który trafił do Herthy z Milanu pod koniec stycznia, pozostaje więc z jednym golem w obecnym sezonie Bundesligi.