Przygotowany został projekt raportu Parlamentu Europejskiego przeciwko Polsce. Trafił on już do członków Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych Parlamentu Europejskiego (LIBE). Czego możemy się spodziewać po tym raporcie?

Jest to raport nielegislacyjny, w tym sensie, że nie wynikają z niego żadne konsekwencje prawne. Nie jest on także niezbędnym etapem w czymkolwiek. Po prostu regulamin Parlamentu Europejskiego stanowi, że jeśli w Radzie UE zawisła jakaś sprawa na gruncie art. 7, to wówczas parlament może się wypowiedzieć w tej sprawie z własnej inicjatywy. Czy się wypowie, czy się nie wypowie, to żadne skutki z tego nie wynikają poza tym, że się wypowiedział. W tym raporcie nie ma nic nowego. Do pewnego stopnia jesteśmy już przyzwyczajeni do tych rezolucji. Pamiętam, jak to jeszcze robiło wrażenie na Polakach na początku tych procedur. Dziś ataki na nasz kraj z tego kierunku są już normą. Widać też, że używane do tego argumenty są bezzasadne. Wiadomo, że w Radzie UE ta procedura z art. 7 zakończy się niekonkluzywnie, czyli nie będzie tutaj żadnych sankcji, do czego wzywali swego czasu przedstawiciele Platformy Obywatelskiej.

Czy możemy wiązać sprawę tego raportu z trwającą w Polsce kampanią wyborczą?

Odżyła kampania wyborcza w Polsce, w związku z tym wszyscy, którzy chcą w niej uczestniczyć, uaktywniają się. Pamiętamy zresztą takie spotkanie, w wielu mediach pokazywane, na którym właśnie przewodniczący komisji LIBE pytał europosłów Platformy Obywatelskiej: „Co mogę jeszcze dla was zrobić? Zrobiłem wszystko, ale co jeszcze mogę, powiedzcie?”.

Czy można się spodziewać tego, że to będzie kolejny raport, który ukaże się tuż przed samymi wyborami, tym razem prezydenckimi?

Raport będzie teraz omawiany na poniedziałkowym posiedzeniu komisji LIBE. Nie można wykluczać, że zostanie przyjęty teraz na sesji Parlamentu Europejskiego 27 maja, chociaż na razie jeszcze nie wiadomo.

Co tak właściwie jest w tym projekcie Parlamentu Europejskiego?

To taki groch z kapustą. Tam jest wszystko. Już nie tylko poruszana jest kwestia praworządności w tym sensie, że sądy, trybunały, ale po prostu zebrano wszystko, co do tej pory od 2015 r. wypowiedziano na temat Polski. Trafiły tam także takie kwestie, jak: prawo do aborcji, wybory w Polsce, prawa osób LGBT. Po prostu ma być to rezolucja o wszystkim, czyli tak właściwie o niczym. Jeśli rezolucja zostałaby przyjęta w takim kształcie przez PE, to można będzie też się zastanawiać, czy on sam nie naruszył zasady praworządności, gdyż zgodnie z art. 105 ust. 5 swojego regulaminu nie może on w takiej sytuacji wykroczyć poza materię rozpatrywaną w Radzie. A tam jest mowa tylko o reformach wymiaru sprawiedliwości.

CAŁA ROZMOWA Z PROF. KARSKIM W WEEKENDOWYM WYDANIU "GAZETY POLSKIEJ CODZIENNIE".