Serce mnie już nie boli, bo stadiony nareszcie otwarte. Trenuję na co dzień w Sejnach i jeszcze mam pewne utrudnienia, bo salę gimnastyczną i siłownię przejęli na razie żołnierze. Nie mamy do tego dostępu, dlatego nie mam możliwości wykonania pełnego treningu, ale staramy się sobie radzić. Rozumiemy sytuację i dlatego nie narzekamy, tylko radzimy sobie tak jak możemy

- powiedziała 24-letnia lekkoatletka spod Suwałk.

Maria Andrejczyk w czasie pandemii trenowała z siekierą w domu

Mimo że w Sejnach nie może wykonywać pełnego treningu, nie rozważała z trenerem Karolem Sikorskim wyjazdu do COS OPO Spała na zgrupowanie. To oprócz Wałcza jedyny ośrodek w pełni dostępny dla sportowców, ale obowiązują w nim teraz - w czasie pandemii koronawirusa - szczególne zasady.

Teraz trochę żałuję, że się tam nie wybraliśmy, ale to była wspólna decyzja z trenerem. Najbardziej przerażały mnie obowiązujące restrykcje. Rozumiem, że w obecnej sytuacji są one niezbędne, ale dla mnie byłoby to ciężkie do przełknięcia. Nie wytrzymałabym cały czas w ośrodku, bez możliwości wyjścia poza pokój. Nie wiem, czy moja głowa dałaby radę. Skoro jednak mam możliwość wykonania treningu u siebie, to wybraliśmy tę opcję.

Ten czas, który został jej "podarowany" przez pandemię, wykorzystała głównie na leczenie. Od stycznia borykała się bowiem z bólem w ścięgnie Achillesa.

Z małego urazu zrobiła się duża kontuzja. Gdyby igrzyska były w tym roku, nie miałabym szans na to, by wypracować jakąkolwiek formę. Przed kontuzją czułam się rewelacyjnie i wiedziałam, że to będzie bardzo dobry sezon. Ale potem był tylko zjazd, więc bardzo się cieszę, że przełożyli imprezę docelową. To dla mnie ogromna szansa i na pewno jej nie zmarnuję.

To był bardzo fajny czas, żeby trochę odstawić główny trening na boczny tor, by skupić się na zdrowiu i rehabilitacji. Teraz jest już wszystko znacznie lepiej. Pierwszy obóz mamy zaplanowany pod koniec czerwca we Władysławowie, więc jest jeszcze trochę czasu na przygotowanie organizmu do tego największego wysiłku.

Nie ma jednak też złudzeń co do zbliżającego się sezonu. Na razie nie wiadomo nawet, jak on będzie wyglądać. Lekkoatleci mają nadzieję, że ruszy na dobre w sierpniu.

Ten sezon będzie dziwny, będzie inny. Też nie nastawiam się zbyt ambitnie, bo wiem, gdzie jest cel i wiem, że do niego mam jeszcze ponad rok. Teraz najważniejszy jest spokój, wyciszenie, a nie robienie wszystkiego na siłę. Nie ma sensu się zajeżdżać. Jestem też bardzo wdzięczna za to, że przyszedł taki czas, w którym wszyscy zamknęliśmy się w domu z rodzinami. Można było trochę wyhamować.

Andrejczyk zmuszona była także do przejścia dwutygodniowej kwarantanny, ponieważ w trakcie pandemii wracała nagle do kraju ze zgrupowania w Portugalii.

Miałam obowiązkowe 14 dni na kanapie. Nie narzekam. Było fajnie

- oceniła.

Obecnie Andrejczyk spokojnie wchodzi w trening. Ma za sobą pierwsze rzuty, ale to na razie - jak sama mówi - spokojne techniki.

Nazwałabym to bezpiecznym wejściem w trening rzutowy. Na razie udajemy, że mamy jesień i dopiero wchodzimy w trening. Jest tylko cieplej i przyjemniej. Starty planuję, ale nie mam jeszcze sprecyzowanych mityngów. Na pewno chciałabym w sierpniu sprawdzić, na jakim jestem poziomie.