II Rzeczpospolita – polska duma i obawy obcych

  

W zeszłym tygodniu obchodziliśmy 85. rocznicę śmierci marszałka Józefa Piłsudskiego oraz 50. rocznicę śmierci generała Władysława Andersa. Obie przypadły jednego dnia – 12 maja. Uważam to za rzecz symboliczną, ponieważ tych dwóch wielkich Polaków i wspaniałych patriotów w 1926 r. pod-czas zamachu majowego, zwanego przez jego zwolenników „przewrotem majowym”, stanęło – o czym się niemal w ogóle nie mówi – po dwóch różnych stronach barykady. To najlepiej dowodzi, że nikt w II Rzeczypospolitej nie miał monopolu na patriotyzm.

Warto dodać, że żadna ze zwaśnionych stron, których nie pogodziła krew 379 śmiertelnych ofiar bratobójczych walk w maju AD 1926, nie wzywała pomocy zagranicy, nie zapraszała obcych państw, obcych rządów, obcych mediów czy instytucji międzynarodowych, aby ingerowały w wewnętrzne sprawy Polski, aby były wobec naszego państwa prokuratorem i sędzią jednocześnie.

Sejm Niemy w 1717 r. to moment utraty państwowości

Może to dobry moment, aby przypomnieć, że choć dochodziło w naszej ojczyźnie do walk bratobójczych, nie tylko przecież 12 maja 1926 r., w dniu zamachu majowego, to jednak udało się naszym rodakom zbudować tak wiele, stworzyć podwaliny, dzięki którym wspólnota narodowa przetrwała w sytuacji, gdy przez kolejne półwiecze byliśmy pozbawieni realnie niepodległego państwa. Państwa, którego ścisła niezawisłość trwała dwadzieścia lat, a którego wcześniej pozbawieni byliśmy przez okres dziesięciokrotnie dłuższy. Nie, to nie pomyłka: wbrew twierdzeniom większości historyków nie uważam bowiem, aby można było mówić o końcu naszej niepodległości od 1795 r., czyli z początkiem III rozbioru Polski. Końcem naszej niezawisłości nie był też rok 1772, a więc data I rozbioru dokonanego przez trzy ościenne mocarstwa. Ba, nie były to też lata 60. XVIII w., kiedy to z formalnie suwerennego państwa polskiego Rosja po raz pierwszy porwała i skazała na zesłanie czterech przywódców politycznych narodu, w tym biskupów. Jako historyk będę bronił tezy, że niepodległość utraciliśmy w roku 1717 – w roku Sejmu Niemego, gdy Polska dała narzucić sobie ze strony Rosji polityczną podległość. I był to symboliczny koniec I Rzeczypospolitej, niegdyś jednego z największych mocarstw nie tylko Starego Kontynentu, lecz także całego globu. W szczytowym momencie rozwoju mieliśmy przecież terytorium przeszło trzy razy większe niż obecne (około miliona kilometrów kwadratowych).

I Rzeczpospolita – ta oaza tolerancji religijnej i politycznej o największym w świecie stopniu rozwoju demokracji, ba, największe demokratyczne państwo globu – na dwa wieki straciło praktycznie niepodległość, a z europejskich map zniknęło na 123 lata, nie licząc quasi-suwerennych form państwowych.

Polska – zerwane pęta

Polska wracała do bytu państwowego w listopadzie 1918 r., po dziesięciu powstaniach (licząc z trzema śląskimi i jednym wielkopolskim), ale też dzięki temu, że pod koniec XIX w. jedna trzecia Polaków (sic!) korzystała z tajnej patriotycznej oświaty. Niepodległość odzyskaliśmy też dlatego, że udało się, używając słów Jana Ludwika Popławskiego, „unarodowić lud”. Lud, którego niemała część podczas powstań pozostawała całkowicie bierna, uważając, że niepodległość to „sprawa panów”, a nie ich. Ci sami, którzy cieszyli się z carskiego uwłaszczenia, nie dostrzegając, że zrealizowano je także po to, żeby skłócić Polaków.

Przeszło wiek temu nastąpiło to, co historyk profesor Piotr Łossowski określił w tytule swojej książki jako „zerwane pęta”. W niepodległość wierzono, ale też ukrywano kolejne nadzieje Polaków pod maską sarkazmu. Stąd powiedzenie: „Ni z tego, ni z owego, będzie Polska na pierwszego” (każdego kolejnego miesiąca). Polacy, okrutnie doświadczeni przez los, wiarę we własne państwo maskowali ironicznym dystansem. Jak w tym dowcipie z drugiej dekady XIX w.: „Czym różni się Polska od łaski Bożej? Niczym: jedna i druga granic nie mają”.

II Rzeczpospolita – cztery największe sukcesy

Z największych osiągnięć II Rzeczypospolitej wymienić należy cztery sprawy. Po pierwsze: scalenie trzech organizmów polityczno-prawnych, gospodarczych i społecznych w ramach jednego państwa. Dokonano tego w rekordowo krótkim czasie w wielkiej mierze dzięki temu, że przez ponad wiek formalnej niewoli Polacy w trzech różnych zaborach czuli się jednym narodem. Po drugie: odbudowa i rozbudowa gospodarki narodowej, czego symbolem było powstanie Gdyni z jej portem (w latach 20.) i Centralnego Okręgu Przemysłowego (w latach 30.). Po trzecie: reforma walutowa, która nie tylko wyprowadziła kraj z hiperinflacji z początku lat 20., ale pozwoliła także Polakom przejść w miarę znośnie światowy kryzys lat 1929–1933. Po czwarte wreszcie: rozwój życia narodowo-państwowego, który pozwolił na zachowanie niepodległościowych ideałów podczas okupacji niemieckiej i późniejszej dominacji sowieckiej w naszym kraju.

Odrodzona Rzeczpospolita zajmowała obszar ledwie jednej trzeciej terytorium z czasów największej świetności, ale te 389 tys. km kw. II RP to i tak o 77 tys. więcej niż ma obecne terytorium państwa polskiego.

II Rzeczpospolita była państwem wielonarodowym z polską dominantą (1919–1921) – Polacy stanowili 70 proc. ogółu ludności. Do państwa polskiego nie weszło wiele enklaw, gdzie Polacy stanowili większość. Na przykład poza macierzą znalazły się Żytomierszczyzna i Mińszczyzna z przeważającym żywiołem polskim, wiele polskich powiatów było w granicach Litwy Kowieńskiej, łącznie z polską enklawą wokół  Kowna. W skład Polski nie wszedł mający zdecydowaną większość polską Śląsk Cieszyński, rejon Karwiny i Jaworzyna. Odzyskaliśmy je dopiero w 1938 r., ale tylko na rok. W granicach Sowietów znalazło się parę milionów Polaków, w granicach Niemiec półtora miliona, w tym dwie trzecie mieszkało na polskich Ziemiach Zachodnich wcielonych do państwa niemieckiego.

Ekonomiczny start II RP odbywał się z dramatycznie niskiego pułapu: na skutek wojen w latach 1914–1921 na ziemiach polskich zniszczeniu uległo aż 49 proc. budynków. Liczba robotników w samym tylko Królestwie Polskim po odzyskaniu niepodległości wynosiła jedynie 15 proc. liczby, jaka była przed I wojną światową.

Polski orzeł wzlatywał do wolnego lotu w sytuacji, gdy globalne straty wojenne z I wojny światowej były rzeczywiście sumami bajońskimi, bo wyniosły 73 mld (sic!) franków francuskich. Przez dwie dekady nadrobiliśmy olbrzymi dystans w stosunku do wielu naszych sąsiadów. Zapewne ci, którzy dziś obawiają się gospodarczej konkurencyjności Polski odrobili lekcję II Rzeczpospolitej. Lekcję, która może nas napełniać słuszną dumą – a naszych konkurentów – słuszną obawą.
 


Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts