Cieszyłem się jak dziecko przypinając wreszcie numer startowy

- przyznał Jakob Ingebrigtsen, który wygrał w środę zawody rozgrywane w Forus - przemysłowej dzielnicy miasta. Była to pierwsza taka impreza od 12 marca, kiedy rząd Norwegii z powodu pandemii odwołał wszystkie imprezy sportowe.

Ingebrigtsen uważa, że z powodu koronawirusa jego najgroźniejszy rywal Marcin Lewandowski uzyskał ogromną przewagę z powodu możliwości treningowych w Polsce i używania pomieszczeń symulujących powietrze na wysokości, które w Norwegii są zabronione.

Polak może korzystać ze sztucznych warunków śpiąc w specjalnym namiocie, tak jakby przebywał na wysokości, a także ma możliwości symulacji górskich treningów w centrum olimpijskim w Zakopanem. W Norwegii takie metody są od 2003 roku surowo zakazane

- wyjaśnił komentator NRK Jann Post.

Rodzina biegaczy znalazła jednak sposób i będą w czerwcu przebywać w najwyższym w Norwegii schronisku na wysokości 1841 metrów nad poziomem morza i biegać na górskich szlakach.

Jest to rozwiązanie kryzysowe, lecz lepsze niż nic. Nie jest to aż tak wysoko jakbyśmy chcieli, ale w obecnych warunkach musimy się cieszyć z tego jest

- wyjaśnił Gjert Ingebrigtsen.

Sportowcy będą mieli zimowe warunki, ponieważ jeszcze w czerwcu leży tam śnieg. 20 maja schronisko poinformowało, że aby do niego dojechać potrzebne są łańcuchy na koła, a droga jest na noc zamykana z powodu oblodzenia i silnych opadów śniegu.

Jak przypomniała NRK Lewandowski jest dla Norwega największym rywalem. Na ME w Berlinie w 2018 roku Ingebrigtsen wygrał przed Lewandowskim, lecz w halowych ME przed rokiem w Glasgow kolejność się odwróciła. Na MŚ w Dausze Polak zdobył brązowy medal, a Norweg był czwarty.