„Kazika biją!” – ta fama poszła przez Internet. Za komuny mielibyśmy najpierw wiece w obronie Kazika w zakładach pracy, a potem „wyszłoby na jaw, kto szczuł i co było grane”, jak śpiewał pewien przyszły kodziarz. Dziś zamiast wieców mamy wpisy oburzonych fanów, nie tylko Kazika, ale i KOD-u oraz opozycji. Nieważne, że nie mają one nic wspólnego z faktami. Nieważne, że Kazik był już np. zwolennikiem Korwina z Konfederacji. Teraz bierzemy jego łysą głowę na sztandar!

Bojkot Trójki, czyli powtórka z Kidawy-Błońskiej

I ma być bojkot – plagiatują niedawno pokrzykiwanie „prawdziwej prezydent” Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która bojkotowała wybory na tyle gorliwie, aż ją samą zbojkotował nawet twardy elektorat PO. Zapewne z podobnym efektem.

Tymczasem wyniki śledztwa, „kto szczuł i co było grane”, przedstawił dziś rano Michał Rachoń w programie „Jedziemy”. Otóż to nie pisowskie kierownictwo radia, niezależnie jakby nie podobała mu się ostania mu piosenka Kazika (mi też się nie podoba i myślę, że Kazikowi również, o czym za chwilę) kazało zaniżyć jej notowania.

Twarde fakty są takie, że to pracownicy antypisowskiego Marka Niedźwieckiego, kierującego listą przebojów, dokonali „cudu nad urną” (nad listą?), by nienotowana dotąd na niej antypisowska piosenka Kazika była numerem jeden. Kto nie widział, niech ogląda:

Doda i Kukiz to nie moja bajka, mówiąc żartem, wszystko jest u mnie nie tak, Kukiz bardziej mi się podoba wizualnie, a Doda wydaje mi się bardziej kompetentna w polityce. Ale to nieważne, rzecz polega na tym, że ludzie najbardziej rozpoznawalni potwierdzili to, co od zawsze mówili mniej znani. Jak ujęła to Doda:
 

„Od lat jesteśmy cenzurowani za pomocą tak zwanych »badań« w stacjach komercyjnych. Wszyscy wiemy, jak to wygląda i jaka to jest jeb…a ściema. więc może w końcu szanowne rozgłośnie ustalą jawny cennik: ile za »piosenkę tygodnia«, »miesiąca« itp. zamiast zamiatać »gifty« pod stołem a Wy (menadżerowie) nie będziecie musieli zmagać się z hipokryzją, krzycząc teraz na lewo i prawo o cenzurze w Trójce”.

Lider TSA: lista Trójki to bezczelna agitacja

A ja przypomnę, że to samo w 2012 r., gdy PO rządziła, mówił Andrzej Nowak, założyciel TSA i lider zespołu Złe Psy, gdy jego piosenkę „Urodziłem się w Polsce” zablokowano w jednej z publicznych rozgłośni. Jacek Adamczyk, menadżer Nowaka, mówił wówczas o Trójce:

„Mimo tego, iż nasi fani napisali kilkaset maili do autorów najbardziej znanej i najstarszej listy przebojów w Polsce żaden z naszych utworów nie znalazł się nawet w propozycjach do owej listy. W innych przypadkach autorzy listy na antenie bezczelnie agitują do głosowania na wskazane utwory”.

Dodajmy, że od początków istnienia polskiego hip-hopu uznawał on układy rządzące listami przebojów za swojego wroga. Peja w piosence „Szacunek ludzi ulicy” rapował o tym: „Popowe popierdółki, które emitują radia, tak jak oni, skurw…e ode mnie dla nich pogarda”. Zaś bodaj pierwszy polski zespół hip-hopowy Nagły Atak Spawacza rapował w „Liście otwartym”:

Dobra recenzja płyty i artykuł też kosztuje
Zespół jest zj..y gdy nie posmaruje
Gdybym miał pieniądze to i tak bym nie zapłacił
Bo sam bym siebie w tym momencie zdradził.

Dlaczego padło na Kazika?

Skąd w tej układance nagle pojawił się Kazik? Zapewne został uznany za użyteczne narzędzie, bo ma słuchaczy od Sasa do lasa, prawicowych i lewicowych, a poza tym jest on twórcą, z którym oni czują się ponadprzeciętnie związani emocjonalnie. Przecież sam już ćwierć wieku pogowałem przy jego piosenkach na sławnej pogotece w Dąbrówce na poznańskim Piątkowie…. No i jakieś „sto lat temu” na koncertach Kazika bywałem. Więcej - w czasie jednego z nich Kazik czytał publiczności napisaną przeze mnie ulotkę o proteście przeciwko napaści Rosji na Czeczenię, którą wręczył mu pod sceną mój kolega. Z kolei Kazik w swoim felietonie w „Machinie” pisał, że czyta moją rubrykę „Zyziu na koniu Hyziu” w „Gazecie Polskiej”. Jednym słowem może nie jestem fanem Kazika, bo w moim wieku przestaje się być fanem kogokolwiek - nawet samego siebie - natomiast znam zapewne na pamięć więcej piosenek Kazika niż 99 proc. jego nowych obrońców.

Czy uważam go za ideowca w sprawach polityki? A gdzie tam, on sam się za takiego nie uważa. Kazik był już i felietonistą „Gazety Wyborczej”, i zwolennikiem Korwin-Mikkego, a po Smoleńsku nie potrafił opowiedzieć się po żadnej ze stron, co godne pochwały nie jest. Generalnie ponieważ jego słuchacze są podzieleni, traktuje politykę instrumentalnie, przeważnie głosi poglądy, jakie opłaca mu się głosić, ale ten jego koniunkturalizm ma nie robić tak odrażającego wrażenia jak u innych, bo jest ubrany w kpinę i dystans. Ot, jak socrealistyczne wiersze Gałczyńskiego mniej odpychały, bo Gałczyński był pijak i miał dystans…

Nie traktuję Cię jak głupca, widzisz, że ja piszę dla mamony

Czy Kazik cieszy się z obecnej sytuacji? Wbrew pozorom nie jest łatwo na to pytanie odpowiedzieć. Zapowiedź, że na razie będzie siedział cicho, a wywiadów udzieli, gdy będzie promował płytę, to przekaz jednoznaczny: super, że jest hałas, wy się bijcie po mordach, a ja na końcu zgarnę z tego kasę.

Z drugiej strony piosenka Kazika jest po prostu beznadziejnie słaba. Ot, artykuł tabloidu albo portalu Agory, napisany na kolanie przez jakiegoś jej sztampowego publicystę, przerobiony na utwór muzyczny. Treść: Jarosław Kaczyński poszedł na cmentarz, w czasie gdy innym nie było wolno.

W oryginale, czyli owych artykułach było, że Kaczyński poszedł na grób Matki. Tyle, że to była nieprawda, bo był tam z okazji 10. rocznicy Smoleńska i składał kwiaty na grobach ofiar, oczywiście grób Mamy odwiedzając również. I Kazik doskonale o tym wie. Ale wie też, że to osłabiało by wymowę piosenki, więc w ogóle nie dowiadujemy się z niej, czyj grób Kaczyński odwiedził. Sprytnie. Tyle, że to jest spryt, z którego sam Kazik kpi w innych piosenkach. No więc ta piosenka jest mocno „niekazikowa”.

W przeciwieństwie do Kazika jestem zwolennikiem dzisiejszego podziału wśród Polaków, to nie jest żadna wojna polsko-polska, tylko polsko-bolszewicka. Ale nawet ja uważam, że takie kłótnie wokół upamiętniania zmarłych powinniśmy sobie odpuścić. Nie podobało mi się zarówno wyliczanie, czy członkowie delegacji składających kwiaty w rocznicę Smoleńska zachowują epidemiczny dystans, jak i podobne wyliczenia w czasie obchodów rocznicy Powstania w getcie warszawskim. Po prostu, przy takich okazjach morda w kubeł. Podobnie za będące w najgorszym stylu uważam atakowanie Jarosława Kaczyńskiego za składanie kwiatów na cmentarzu i oczywiście nie zmieniłoby mojego podejścia w tej sprawie, gdyby chodziło o np. Barbarę Nowacką, posłankę opozycji, która również w Smoleńsku straciła najbliższą osobę.

Nie mam wątpliwości, że Kazik wie, iż ta jego piosenka jest kiepska. Owszem, dzięki rozgłosowi da się na niej zarobić. Ale z drugiej strony, gdy awanturka się skończy, będzie pamiętana jej Autorowi i będzie obniżać jego rangę jako artysty. A na puentę to, co Kazik powinien zaśpiewać na koniec, by się wytłumaczyć i wcale nie będzie to jego piosenka „Wszyscy artyści to prostytutki”, a słowa śp. Grzegorza Ciechowskiego:

„Ta piosenka jest pisana dla pieniędzy !
Ta piosenka jest śpiewana dla pieniędzy !
Ta piosenka jest nagrana dla pieniędzy !
Ta piosenka jest wydana dla pieniędzy !

Nie traktuję Cię jak głupca, ja zakładam, że Ty słuchasz
I że widzisz to, ja dzisiaj piszę dla mamony.
Tak, jak żadna prostytutka nie całuje nigdy w usta
Tak i ja odpuszczam sobie wszystkie moje strofy”.

I tak wszyscy wiedzą, że Kazik sobie odpuścił…