Smoleńsk: Sikorski winny pomylenia ciał?

  

W Sejmie zakończyło się posiedzenie Zespołu Parlamentarnego Ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 r., w którym udział wzięli bliscy ofiar tragedii smoleńskiej, a także wicemarszałek Sejmu Marek Kuchciński oraz szef klubu PiS Mariusz Błaszczak.

W trakcie posiedzenia podjęto m.in. decyzję o skierowaniu wniosku do prokuratury, aby po ekshumacji zwłok przeprowadzano nie tylko badania umożliwiające ich identyfikację, ale również takie, które pozwolą na ustalenie przyczyny śmierci ofiar.

Antoni Macierewicz - szef zespołu - podkreślił, że "doszło do niebywałego wydarzenia": "pochowano jako Annę Walentynowicz, w grobie twórczyni Solidarności, inną ofiarę tragedii". "Nie znamy skali tego zjawiska. Prokuratura, która przez dwa lata ukrywała wszystkie fakty, wskazuje, że chodzi przynajmniej jeszcze o cztery osoby" - dodał.

Według szefa zespołu, prokuratorzy mieli obowiązek uczestniczyć w sekcjach zwłok i gdyby postępowali zgodnie z prawem, "nie doszłoby do tych straszliwych wydarzeń, których dzisiaj jesteśmy świadkami".

Bartosz Kownacki (PiS), który reprezentuje część rodzin ofiar, zwrócił uwagę, że to "na konsulu, czyli na urzędniku podległym ministrowi spraw zagranicznych, ciąży odpowiedzialność, by prawidłowo zidentyfikowano ciało, aby to ciało trafiło do trumny, zostało zaplombowane i niepomylone trafiło do Polski".

"W sprawie pomylenia ciał ponoszą odpowiedzialność konkretni urzędnicy MSZ, a tym samym minister Radosław Sikorski" - zaznaczył Kownacki.

Zespół parlamentarny kierowany przez Macierewicza chce też zwrócić się do prokuratury o dopuszczenie międzynarodowych grup eksperckich do wszystkich następnych sekcji zwłok i "prowadzenia ich według kanonów obowiązujących w sytuacji, kiedy podczas katastrofy lotniczej musi być wzięty pod uwagę inny przebieg wydarzeń niż nieszczęśliwy wypadek".

Ewa Kochanowska, wdowa po rzeczniku praw obywatelskich Januszu Kochanowskim, powiedziała w swoim emocjonalnym, poruszającym wystąpieniu, że za kilka tygodni - 1 listopada - cała Polska ruszy na groby swoich najbliższych. Także te osoby, które są przeciwne "wykopkom". Mam nadzieję, że nie jest im obojętne czy w grobie będzie ich matka, czy inna osoba, która zmarła na tę samą chorobę - zaznaczyła, odnosząc się do skandalicznych słów dziennikarki Teresy Torańskiej (która "wykopkami" nazwała ekshumacje). Mam nadzieję, że będą miały pewność, że stoją nad grobami swoich bliskich. Nikomu z nas taka pewność nie jest dana - dodała.



Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Prawdziwy horror holenderskiej rodziny. Były członek sekty Moona więził ich przez 9 lat!

/ pasja1000

  

Holenderski sąd przedłużył o dwa tygodnie areszt mężczyźnie, który przez 9 lat przetrzymywał w zamknięciu na farmie w Holandii siedem osób. Jak podaje holenderska prasa, zatrzymany to 58-letni Austriak Josef B., prawdopodobnie były członek sekty Moona. Sześcioro rodzeństwa w wieku od 18 do 25 lat oraz ich schorowany ojciec, mieszkało w całkowitej izolacji. Młodzi ludzie zostali odnalezieni zamknięci w ukrytym pokoju w domu na farmie. Ojciec rodzeństwa najprawdopodobniej przeszedł udar.

Josef B. podejrzany jest o bezprawne pozbawienie wolności oraz szkodzenie zdrowiu swych ofiar. Agencja dpa poinformowała, że aresztowany także został 67-letni ojciec przetrzymywanej rodziny.

Według telewizji RTV Drenthe Josef B., z wykształcenia cieśla, mieszkał samotnie w Austrii do 2010 roku. Potem przeprowadził się do Holandii i osiadł w wiosce Ruinerwold, gdzie wydzierżawił farmę. To tam przez 9 lat przetrzymywał siedem osób - sześcioro rodzeństwa i ich schorowanego ojca.

Holenderska prasa podała, że Josef B. prawdopodobnie był członkiem tzw. Kościoła Zjednoczeniowego, powstałego w Korei Południowej, znanego też jako sekta Moona. Informacje te potwierdził w austriackiej gazecie "Kronen Zeitung" jego brat Franz B., który przyznał, że Josef B. należał do sekty, nie wymienił jednak jej nazwy.

Wiele wskazuje na to, że Josef B. i przetrzymywana przez niego rodzina znali się od pewnego czasu. Niektóre źródła twierdzą, że byli sąsiadami w pobliskim Hasselt i że najstarszy syn w rodzinie w przeszłości był pracownikiem Josefa B.

Holenderska agencja ANP przytacza słowa Wima Koetsiera, rzecznika Federacji Uniwersalnego Pokoju (UPF), który powiedział, że ojciec przetrzymywanej rodziny w latach 80. był członkiem sekty Moona, a następnie założył własną "grupę" z kimś innym.

Policja otrzymała informację w sprawie sytuacji na farmie w miniony weekend. Według lokalnych mediów jeden z synów z przetrzymywanej rodziny uciekł i poprosił o pomoc w pobliskiej kawiarni. Jej pracownik powiedział RTV Drenthe, że zaniedbany, zdezorientowany 25-latek przyszedł do kawiarni i powiedział, że nie był na zewnątrz od dziewięciu lat.

Widać było, że nie miał pojęcia, gdzie jest, ani co robić

- opowiadał szef lokalu Chris Westerbeek. 

Powiedział, że uciekł i pilnie potrzebuje pomocy.

Następnie wyszło na jaw, że sześcioro rodzeństwa w wieku od 18 do 25 lat oraz ich schorowany ojciec, mieszkało w całkowitej izolacji. Młodzi ludzie zostali odnalezieni zamknięci w ukrytym pokoju w domu na farmie. Ojciec rodzeństwa najprawdopodobniej przeszedł udar.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl