Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy, został nowym kandydatem Koalicji Obywatelskiej w wyborach prezydenckich. Taką decyzję, po rezygnacji Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, podjął zarząd PO. Specjalnie dla portalu Niezależna.pl sprawę komentuje dr Jerzy Targalski. Opisuje też taktykę wyborczą PO.

W całym tym zamieszaniu chodziło o zawarcie dealu i taki deal zawarto. Platforma zgodziła się na wybory pod warunkiem, że będzie mogła zmienić kandydata, a PiS się na to zgodził, bo ostatecznie lepiej wybory przeprowadzić, niż cały czas się użerać z Platformą

- mówi.

Wcześniej Platforma próbowała paraliżować pracę nad ustawą w Senacie dla zasady. Tu chodzi o zniszczenie państwa polskiego, jeżeli oni nie mogą tego państwa rozkradać. A jak się okazało, że dalej taka taktyka jest bardzo trudna, to przynajmniej uzyskali wymianę kandydata

- wykazuje dr Targalski.

Platforma dążyła do tego, żeby zmienić kandydaturę pani Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Tutaj już nawet nie chodzi o wygraną w wyborach prezydenckich, tylko jeśliby ta „geniuszka”, która wybrali, pozostała dalej ich kandydatką, to uzyskując 0,2 procenta głosów, spowodowałaby kompletną katastrofę Platformy. PO i tak upadnie, ale byłby to bardzo spektakularny upadek, a im się wydaje, że jeżeli Trzaskowski zapewni im powiedzmy 20 procent, to jeszcze trochę pożyją

- zaznacza, stwierdzając, że Rafał Trzaskowski" jest oczywiście równie złym kandydatem, jak Małgorzata Kidawa-Błońska".

Ale tu nie chodzi o to, kto jest lepszym kandydatem, ale o to, kogo można lepiej sprzedać. Zresztą ta kompromitacja Kidawy-Błońskiej była, moim zdaniem, wynikiem walk wewnętrznych w Platformie, bo PO jej nie chroniło. Przecież wszyscy wiedzieli, jaka jest „genialna” i że tak się to skończy. Dotychczas przez tyle ukrywali ten „geniusz”, a teraz nagle przestali go ukrywać, co znaczy, że są walki wewnętrzne

- podkreśla.