Autor i pomysłodawca dziennikarskiej prowokacji i nagrania z prezesem Ryszardem Milewskim, prezesem Sądu Okręgowego w Gdańsku ujawnia, że mainstreamowe media publikują nieprawdziwe informacje na jego temat.

Paweł Miter przesłał swoje oświadczenie w tej sprawie do Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, ponieważ - jak zaznaczył - ma zaufanie do tej organizacji. W treści pisma Miter zwraca uwagę na publikowanie na łamach „Gazety Wyborczej” i dziennika „Polska The Times” nieprawdziwych informacji ws. rzekomego poszukiwania dziennikarza przez wrocławską prokuraturę.

- Dwie powyższe gazety publikują na swoich stronach artykuły, jakobym był poszukiwany w charakterze świadka przez wrocławską na okoliczność znalezionych na ulicy dokumentów bankowych Eurobanku w 2009 roku. Podawane są informacje nieprawdziwe i szkalujące moją osobę oraz godzące w moje dobra osobiste. Oczywiście byłem pracownikiem departamentu windykacji Eurobanku, ale nigdy nie doszło do złamania przeze mnie umowy pracy w Eurobanku. Z tego banku odszedłem składając sam wypowiedzenie umowy pracy, do dnia dzisiejszego mam dobre kontakty z kierownictwem tego banku. Nieprawdą jest, jakobym kiedykolwiek znalazł dokumenty Eurobanku na ulicy. Nieprawdą jest, że te dokumenty znalezione na ulicy były dokumentami nad którymi ja pracowałem. Jak znam specyfikę pracy w departamencie windykacji Eurobanku to dostęp do tego rodzaju dokumentów w tamtym czasie miało kilkadziesiąt osób i o tym też informowałem prokuraturę podczas przesłuchania 23 maja 2010 roku – napisał w oświadczeniu Paweł Miter.

Dziennikarz wyjaśnia, że dobrowolnie stawił się w prokuraturze Wrocław Stare Miasto w celu wyjaśnienia sprawy i doniesień medialnych. Miter zapewnia, że po rozmowie z szefem prokuratury Jerzym Dorywałą i jego zastępcą prokurator Iwoną Zełep-Pęcherzewską został przeproszony za zaistniałą sytuację i poinformowany, że prokuratura nie ponosi odpowiedzialności za to, jak do do całej sprawy odnoszą się od kilku dni niektóre media i dziennikarze.

- W aktach sprawy, co wspólnie ustaliliśmy, znajdował się mój aktualny adres zamieszkania i do doręczeń. Nie pojawiała się też w nich informacja, jakobym to ja odpowiadał za znalezienie tych dokumentów na ulicy. „Gazeta Wyborcza” i „Polska The Times” kłamią pisząc iż to ja je znalazłem i ja też za to odpowiadam (...) Obecne ataki na moją osobę przez dziennikarzy "Gazety Wyborczej" Jacka Harłukowicza i "Polski The Times" Marcina Rybaka, uznaję za próbę zaszczucia i szkalowania po tym, jak z dziennikarzem "Gazety Polskiej Codziennej" ujawniłem głęboką patologię w polskim sądownictwie. Obecnie trwa odwracanie uwagi od meritum sprawy sędziego Ryszarda Milewskiego. Co jest bardzo przykre, szczególnie wtedy, kiedy dokonuje się personalnych ataków na moją osobę – napisał Paweł Miter w oświadczeniu przekazanym Katolickiemu Stowarzyszeniu Dziennikarzy.

Miter zapewnił też, że zamierza pozwać do sądu „Gazetę Wyborczą”, która dopuściła się pomówienia jego osoby, sugerując, iż mógł otrzymać od Marcina P. pieniądze za to, że pracował nad sprawą Amber Gold.

- Od początku "Gazeta Wyborcza" jest nastawiona na atakowanie i szkalowanie mojego nazwiska w kontekście prowokacji dziennikarskiej względem Milewskiego oraz całej sprawy Amber Gold. Nigdy nie otrzymałem żadnych pieniędzy od pana Marcina P. Czy za samo kontaktowanie się, za zbieranie materiału dziennikarskiego można otrzymywać jakiekolwiek pieniądze? Mi ta forma jest obca. Chyba, że dziennikarz Jacek Harłukowicz ma inna metodę. Ten artykuł jest kolejnym artykułem, za który zamierzam pozwać do sądu "Gazetę Wyborczą" – zapewnia Paweł Miter.