O możliwości rezygnacji sędziego Zaradkiewicza pisaliśmy kilka dni temu na Niezależnej. Podkreślaliśmy wówczas, że od poprzedniego piątku w Sądzie Najwyższym trwał pat ws. wyboru kandydatów na nowego I prezesa, mający charakter obstrukcji ze strony dawnego układu sędziowskiego. 

Jestem zbulwersowany podważaniem moich kompetencji i przypisywaniem mi politycznych motywacji

- powiedział Kamil Zaradkiewicz.

Dodał też, że będzie dalej działał, aby Sąd Najwyższy "zerwał z haniebnym dziedzictwem komunizmu".

Jak dodał, za niedopuszczalne uważa "pozbawione podstaw prawnych próby paraliżowania prac zgromadzenia, a także wikłania w spór Prezydenta RP poprzez złożenie bezpodstawnego wniosku o moje odwołanie". "Ponadto w trakcie zgromadzenie wielokrotnie padały słowa i prezentowane były postawy, jak zakłócanie prowadzenia zgromadzenia, które nie licują w moim przekonaniu z powagą urzędu sędziego SN i bulwersują opinię publiczną" - ocenił.

Powyższe zachowania moim zdaniem wpisują się w realizowane od niemal dwóch lat w SN działania, które w sposób jaskrawy świadczą o nasilającym się mobbingu wobec nowych sędziów. Niestety były one dotychczas bagatelizowane przez odpowiedzialne za ich zwalczanie kierownictwo SN, co w mojej ocenie doprowadziło do ich eskalacji

- zaznaczył Zaradkiewicz.

Jak już wcześniej informowaliśmy, prezydent Andrzej Duda powierzył sędziemu SN Aleksandrowi Stępkowskiemu wykonywanie obowiązków Pierwszego Prezesa SN.