Lisiewicz: czas na gangsta rap Michnika i Kiszczakowej z fristaljem Bolka. Polemika z Tede

Raper Tede z TVN oburzył się na Andrzeja Dudę za wykorzystywanie rapu w kampanii wyborczej i ogłosił, że skończył się w Polsce hip-hop. Tede okazał się gościem ślepym na jedno oko. Inaczej zauważyłby następującą sekwencję wydarzeń. 7 maja, pod pretekstem akcji charytatywnej, upolityczniony rap nagrał prof. Marcin Matczak, reklamowany jako Tata Maty. 9 maja nagrał się nominowany przez Matczaka kolejny wróg PiS Adam Bodnar, który z kolei nominował paru kompletnie absurdalnych celebrytów. A Gazeta Wyborcza zachwycała się, że pod pretekstem akcji charytatywnej nagrano „Diss na PiS”. Dopiero 11 maja pojawił się rap prezydenta. Tede myli więc akcję z reakcją. Wyborcza od 5 lat bezskutecznie zabiega o wylansowanie jakiegoś młodzieżowego buntu radośnie wspierającego emerytów z KOD. Teraz znowu napaliła się jak szczerbaty na suchary, a Duda zwyczajnie popsuł jej robotę.

Piotr Lisiewicz szykując się do polemiki z raperami zaczął przygotowywać się do występów w MMA na poznańskim Golęcinie
fot. Janka Lisiewicz

By było jasne – podzielam opinię, że lepiej by było, by politycy i celebryci nie nagrywali rapu. Może najpierw powinni zdawać jakiś egzamin wstępny, ze znajomości klasyki. Np. dopuszczano by do studia tylko tych polityków, co znają na pamięć „Antyliroya”, a takich, co usłyszawszy go po raz pierwszy byliby zniesmaczeni natężeniem bluzgów, komisja egzaminacyjna na czele z przewodniczącym, profesorem Fazim, odsyłałaby do domu, zapowiadając, że już za rok matura. Nauczysz się ładnie bluzgać, może przyjść chłopcze na egzamin poprawkowy.

Ani politycy, ani Nosowska z Chylińską i jej biustem

Zresztą dla mnie to nie politycy wypadają najgorzej w nowej roli, jednak każdy z nich ma w sobie coś z gangstera, no. Gorsze są piosenkareczki emitowane przez 30 lat przez wszystkie radia, różne Chylińskie i Nosowskie, które pasują do rapu jak pięść do nosa. Hip-hop powstawał bowiem w kontrze do ich świata.

Jakiś czas temu doszło do zabawnego nieporozumienia. Jeden z tabloidów przeprowadził wywiad z Peją licząc, że zaatakuje on Jacka Kurskiego za to, że w imieniu TVP zmienia festiwal w Opolu. Tymczasem Peja ku zaskoczeniu mało kumatego dziennikarza zaczął wyśmiewać sam… festiwal w Opolu. Nie dlatego, żeby popierał Kurskiego, pewnie nawet odwrotnie, tylko dlatego że bliższa ciału koszula – wychowywał się na kontrze wobec muzycznego salonu, a nie prezesa TVP…

Jestem wynalazcą vlepek, więc z szacunkiem proszę

Dygresja dla wyjaśnienia dlaczego jako publicysta pisowskiej Niezależnej martwię się w tym tekście bardziej o rap, niż o PiS. Nie jestem dziennikarzem muzycznym, o rapie piszę rzadko, ale słucham często, bo nie może być inaczej, skoro wychowywałem się w naszym ukochanym, patologicznym Kotle Lecha Poznań, gdy polski rap wymyślali koledzy z tegoż Kotła, jak Peja czy Fazi. W prowadzonym przeze mnie „Wywiadzie z chuliganem” na YouTube, we wspominkach z Uszolem z Lecha, Zbyszkiem Rybakiem z Arki Gdynia, ale i Romkiem Zielińskim ze Śląska Wrocław, Młodym Dufem z Lechii Gdańsk czy Dżambodżetem ze Zjednoczonego Ursynowa i wieloma innymi lata 90. należą do najżywiej komentowanych.

Jestem z rocznika 72, więc dla każdego, kto kontestował ówczesną rzeczywistość rap ze swych początków był doświadczeniem pokoleniowym. W czasie, gdy mury w Poznaniu przyozdobione były szablonami Nagłego Ataku Spawacza („ta pojeb… nazwa nic k… nie oznacza!”) z dwoma mężczyznami z kijem bejsbolowym oraz pistoletem, w niemal wszystkich autobusach i tramwajach królowały naklejki „Naszość. Nasz cel – głupota”, rozklejane przez moją ekipę.
Ciekawostka - białego papieru samoprzylepnego w sprzedaży w końcówce PRL nie było, bo mógłby posłużyć do głoszenia niebezpiecznych treści. Ale jako 16-latek dokonałem ważnego odkrycia. Mama miała w łazience zmywacz do paznokci. Okazało się, że idealnie zmywa on cały wzór z np. naklejkowych planów lekcji, które kosztowały grosze. A na nim można już było bazgrolić markerem. Jak mi się zdaje, w moim mieście to ja wynalazłem – na kolana, jełopy! - vlepki, dzięki którym mogłem propagować swój, jakże szczytny, cel.

Późniejszy rap w wersji komercjalizującej się oraz medialne pogadanki ze znanymi raperami o włoskiej kuchni mam gdzieś, natomiast wszystko co nawiązuje do jego ówczesnych ulicznych, chuligańskich, buntowniczych korzeni interesuje mnie wciąż żywo. Bo to one były twórcze, niezależnie o ideologicznego zabarwienia opisywały niesprawiedliwą III RP.

Mata i jego łopatologiczny Tata

Tak jak wszyscy w miarę kumaci słuchacze rapu chwytam się - podobnie jak Tede - za głowę, patrząc co tu się porobiło. Tylko że to, co się porobiło, rozumiem zupełnie inaczej od niego.

Polityka wlazła z butami w rap na pewno nie za sprawą prezydenta, a środowiska Gazety Wyborczej. Parę miesięcy temu wspomniany Mata nagrał diss na swoje elitarne liceum Batorego w Warszawie. Napisałem wówczas, że utwór jako żart z konwencji hip-hopowej jest OK, a poniekąd nawet jest przyznaniem się przez nielubiane przeze mnie elity, że jeśli w III RP działo się coś twórczego, to na wyśmiewanych przez nie blokowiskach, a nie w ichnich fabrykach chłamu. Dodawałem jednak, że to jest przypadek jednostkowy, absolwenci z Batorego zaraz wrócą do swoich wypasionych karier lekarzy i prawników i nic już ciekawego nie stworzą. Tak jak piosenka Kazika o maklerach giełdowych nie zmieniła tychże maklerów.

No i wykrakałem – w parę miesięcy wraz z Matą pojawił się w roli rapera jego Tata, przedstawiciel bogatych prawników, który uznał, że kariera syna to zajebisty pomysł na to, by zrobić z rapu partyjną politykę i napuścić młodzież na PiS. Prof. Marcin Matczak to ten sam antypatyczny osobnik, co kiedyś groził Matce Kurce: „Kiedyś mówiłeś że twoja córka idzie na prawo do Wrocławia, prawda? Wyślę ten twój defekacyjny tekst moim kolegom z Wydziału i poproszę, żeby go omówili na zajęciach w Jej grupie jako przykład mowy nienawiści. Zobaczymy, jak będziesz piszczał, jak wróci do domu”.

Typowy wolnościowiec i buntownik w obronie słabszych, nieprawdaż? To od zrobienia z „Taty Maty” rapera zaczęła się równia pochyła. Matczak nominował Adama Bodnara, ten bredził o konstytucji, co jest jak wersy modlitwy oraz tym, jak „unika strefy VIP” (brednie, sprawdźcie w Wikipedii miejsca, w których pracował zanim został RPO). No i  Bodnar do akcji nominował Anję Rubik, Arkadiusza Jakubika, Odetę Moro z Onet Rano, o której się googla, że „ma słabość antyków” i ma z nowym partnerem „sesję do Gali”. Zarąbiści kontestatorzy, sama ulica, nieprawdaż? Do rapu Michnika z Kiszczakową z fristajlem Bolka już blisko.

No a jak tak poszło, to trudno, żeby akcja nie wzbudziła reakcji i dissowana prawica nie zaczęła dissować sama (Korwin ze spluwą) i pokazywać, że też umie coś strawnego nagrać (prezydent). Notabene nie wydaje mi się, żeby poetycki rap Dudy o ratownikach medycznych był kiepski, wystarczy prosty eksperyment – gdyby to samo nawinął np. Peja, uznano by to za wzruszające…

Oczywiście jest czymś normalnym, że raperzy mają różne poglądy, od prawa do lewa (tych na prawo też gościłem w „Wywiadzie z chuliganem” – Tadek Polkowski, Basti, Evtis, Bzyk, wspomniany już Dżamobodżet, zwany też Sobiepanem ze Zjednoczonego Ursynowa. Natomiast to nie oni, a wspomniany Mata wprowadził do rapu ludzi nie mających z jego wrażliwością i estetyką nic wspólnego. Cóż, nie wierz dzieciom z dobrych rodzin, nawet jak się chwilowo buntują!

I jeszcze coś politycznego na koniec. Paluch wyrażał jakiś czas temu zdziwienie, że raperzy rzadko buntują się przeciwko rządom PiS, ubolewając, że niektórzy nawet przestali bluzgać. A dlaczego to tak? Ano może dlatego, że skoro przez dziesięciolecia wszystko co było najbardziej wartościowe w tym gatunku, broniło słabszych, dzieci ulicy, tych pozornie bez szans na normalne życie, to skoro pojawił się pierwszy – lubiany przez nich lub nie – rząd, który poprawił ich sytuację, to UCZCIWOŚĆ nie pozwalała im na niego bluzgać w towarzystwie tych polityków, co mieli biedę w Polsce w dupie?

 



Źródło: niezalezna.pl

 

​Piotr Lisiewicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo