Sejm rozpoczął dziś pracę nad nowym projektem PiS w sprawie tegorocznych wyborów prezydenckich. Propozycja zakłada, że głosowanie odbędzie się metodą "mieszaną" - w lokalach wyborczych oraz dla chętnych - korespondencyjnie. Projekt zakłada też możliwość ponownej rejestracji kandydatów, którzy mieli wziąć udział w wyborach prezydenckich 10 maja, bez konieczności ponownego zbierania podpisów poparcia.

Sondaże jej nie dziwią

Notowania Kidawy-Błońskiej są obecnie druzgocząco słabe (od 2 do 5 proc.). Posłanka Koalicji Obywatelskiej zapewniła jednak w dzisiejszej rozmowie z TVN24, że nie zamierza rezygnować ze startu.

Jak mówiła, nie dziwią ją obecne sondaże. "Wyraźnie, od samego początku mówiłam, że w czasie epidemii 10 maja wybory nie mogą się odbyć. Nie mogły się odbyć także dlatego, że to nie były wybory, tylko pseudousługa pocztowa. Zatrzymaliśmy Jarosława Kaczyńskiego i nie dziwię się, bo moi wyborcy w tych wyborach tak przeprowadzonych nie chcieli brać udziału" - podkreśliła kandydatka KO na prezydenta.

Kidawa-Błońska wyraziła przekonanie, że jeśli ponownie rozpocznie się "normalna kampania" i będzie pewność co do bezpieczeństwa i organizacji wyborów przez PKW, wówczas jej wyborcy także będą chcieli wziąć w nich udział. "Ale nie dziwię im się, że 10 maja w tych wyborach nie chcieli brać udziału" - zaznaczyła wicemarszałek Sejmu.

Jestem kobietą, idzie na mnie hejt

Posłanka przekonywała, że w obecnych, trudnych czasach potrzebny jest polityk odpowiedzialny, który stoi na straży prawa, konstytucji i "bierze odpowiedzialność za ludzi, nie kierując się własnym interesem". I jak zawsze podkreśliła, że jest lepsza niż inni kandydaci, gdyż... jest kobietą. "Potrzeba po prostu kogoś odważnego i wydaje się, że w tym trudnym czasie, w tych krajach, gdzie rządzą kobiety, problemy są rozwiązywane dużo łatwiej. Czasami trzeba unieść się poza partyjne interesy, poza interesy własnej grupy, tylko spojrzeć na nasze społeczeństwo jako całość i ze wszystkich wziąć odpowiedzialność" - powiedziała Kidawa-Błońska.

Zaprzeczyła przy tym, jakoby lider PO Borys Budka miał ją pytać o możliwość rezygnacji ze startu. "Nie, nie pytał mnie o to. Pytał mnie natomiast jak się trzymam, jak sobie radzę z tym hejtem, który na mnie idzie ze wszystkich stron. I codziennie rozmawiamy i zastanawiamy się, jak dalej prowadzić kampanię i jakie działania dalej podjąć, by i Koalicja Obywatelska poprawiła swoje notowania i także, by zatrzymać PiS. I jesteśmy bardzo dumni - dziękujemy i samorządowcom i Polakom za to, że ten 10 maja został przez nas wspólnie zatrzymany" - powiedziała Kidawa-Bońska.