Od połowy marca sądy są „zamrożone”. Nie odbywają się rozprawy, odwołano wcześniej zaplanowane terminy, nie są wyznaczane nowe. Kolejne tygodnie zawieszenia niepokoją prawników, a nie wiadomo ile taki stan jeszcze potrwa. Jaki wpływ obecna sytuacja miała na Pani pracę?

Prowadzę sprawy w całej Polsce, nie tylko w sądzie warszawskim, ale również w innych miastach. W czasie, gdy obowiązują obostrzenia związane z pandemią koronawirusa, miałam zaplanowane prawie w każdym tygodniu po dwie rozprawy. Po 15 marca wszystkie zostały zdjęte z wokandy i dotychczas nie są wyznaczone nowe terminy. Mam też sprawy, których terminy są na sierpień i wrzesień - te na razie pozostają utrzymane. Trudno jednak powiedzieć co się będzie działo dalej. Mam nadzieję, że znalezione zostanie rozwiązanie, które pozwoli nadrobić stracony czas.

Na jakim etapie były Pani sprawy, które spadły z wokandy? Mocno zaawansowane, czy dopiero na początku?

Niektóre toczą się od 2013 roku, mam też dwie sprawy będące na etapie sądów apelacyjnych. Miały  też być ostatnie rozprawy przed wydaniem wyroku. Wskutek pandemii nie wiem kiedy się one odbędą.

Zwyczaje i zasady panujące na sądowej sali są znane, każdy z uczestników rozprawy ma nawet określone miejsce. Teraz jednak wszystko może się zmienić. Oczywiście, ze względu na środki bezpieczeństwa. Czy do samorządów prawniczych docierają informacje, jak będą wyglądały posiedzenia po „odmrożeniu” sądów?

Trudno jest przewidzieć jak to wszystko będzie wyglądało. Rozprawy, które muszą się odbyć w tradycyjnej formie, będą odbywały się z zachowaniem rygorów sanitarnych, zapewne jej uczestnicy będę używać maseczek, rękawiczek,  przede wszystkim  zachowywać dystans. Niestety, z doświadczenia wiem, że niektóre sale są tak małe, że zachowanie odległości będzie bardzo ciężkie. Tam też może pojawić się konieczność przesłuchiwania biegłych lub świadków za pomocą wideokonferencji, albo w innej sali.

O rozprawach online mówi się sporo i wielu prawników jest zwolennikami takiego rozwiązania. Najwięcej jednak wątpliwości budzi wyposażenie sądów w niezbędny sprzęt. O ile nie powinno być problemu w sądach apelacyjnych lub okręgowych, to inna sytuacja jest na poziomie „rejonu”. Poza tym odpowiednie środki techniczne muszą posiadać również strony postępowania. Czy to realne?

Na razie trudno to sobie jakoś wyobrazić. Mam nadzieję, że  pandemia szybko minie i wrócimy do normalność. W miarę normalności... Do tego momentu trzeba próbować minimalizować skutki. Chociażby część postanowień ma zapadać na posiedzeniach niejawnych, bez udziałów stron. Sędziowie mają wydawać zarządzenia, od których można zgłosić sprzeciw w ciągu 7 dni od zawiadomienia, gdy ktoś chce się  uczestniczyć w takiej sprawie.

W jaki sposób może się zmienić struktura spraw rozstrzyganych w sądach? Eksperci mówią, że przez kryzys gospodarczy znacznie wzrośnie ilość sporów pracowniczych i upadłościowych. W sprawach karnych chyba niewiele się zmieni, choć są spekulacje o narastającej skali przypadków przemocy domowej.

Bez wątpienia będzie więcej upadłości i likwidacji firm, a tym samym więcej takich spraw w sądach. Nie chcę być złym prorokiem, ale może być także więcej spraw w wydziałach rodzinnych, czy rozwodów.

Sądy są „zamrożone” od niemal dwóch miesięcy. I załóżmy, że na tym koniec... Jak Pani, jako praktyk, ocenia: ile czasu potrzeba, aby nadrobić stracone tygodnie?

To jest naprawdę bardzo trudno przewidzieć. Zależało też od sędziów, jak bardzo będą elastyczni, ile będzie rozpoznawanych spraw na posiedzeniu niejawnym, a ile na rozprawie. Nie liczmy jednak na to, że wszystko wróci do normy za pół roku. Bardziej skłaniam się do tezy, że potrzebujemy co najmniej roku.

CAŁOŚĆ WYWIADU DOSTĘPNA NA STRONIE FILARYBIZNESU.PL!

Rozmawiał Grzegorz Broński