Goście Michała Rachonia byli pytani dziś o najnowszy wywiad z prezesem Prawa i Sprawiedliwości. Jarosław Kaczyński w rozmowie z „Gazetą Polską” ocenia obecną postawę opozycji parlamentarnej i jej działania w związku z wyborami prezydenckimi.

 - Dla większości opozycji demokracja oznacza ich rządy. A jak decyzją wyborców tracą władzę, to nie ma demokracji. Wybory prezydenckie są bowiem dla tej ekipy ostatnią szansą na odzyskanie choćby części wpływów - mówi prezes PiS w rozmowie z Katarzyną Gójską i Tomaszem Sakiewiczem.

Michał Rachoń prosił o skomentowanie słów J. Kaczyńskiego.

To widać w tej desperacji dotyczącej chęci przeniesienia terminu wyborów. Pamiętajmy od czego to wszystko się zaczęło. Jeszcze kilka tygodni temu poszczególne samorządy terytorialne związane z Platformą Obywatelską odmówiły [wykonania] obowiązującego prawa w zakresie tworzenia Obwodowych Komisji Wyborczych w ramach przygotowywania procesu wyborczego. Pomimo tego, że nie wiedzieli, jaka będzie sytuacja w maju, ad hoc zdecydowali o tym, by nie podejmować takich działań. Później, gdy zaproponowaliśmy powszechnie uznawaną na świecie bezpieczną formułę wyborów - wybory korespondencyjne, 30 dni w Senacie-zamrażarce użyto takiego fortelu, aby przetrzymać tę ustawę. A teraz Platforma Obywatelska twierdzi, że to wina Prawa i Sprawiedliwości

– powiedział Piotr Müller.

Dodał, że wcześniej marszałek Senatu Tomasz Grodzki zapowiadał, że będą zgłoszone poprawki. „Na koniec odrzucają ustawę, a można byłoby to zrobić w pierwszym tygodniu i byłaby zupełnie inna sytuacja” - powiedział rzecznik rządu.

Lewica chciała przesunięcia wyborów, chciała tego też Platforma Obywatelska, Rzecznik Praw Obywatelskich pisał o tym do Państwowej Komisji Wyborczej. Jednak do momentu uchwalenia decyzji, którą zawetował Senat, nie było żadnych przepisów, które pozwalałyby na przesuwanie raz ogłoszonego terminu wyborów.

Takich przepisów nie było, dlatego zależało nam, aby to w sposób jednoznaczny uregulować w Kodeksie wyborczym. Bierzmy pod uwagę, że działanie Senatu spowodowało, że zostaliśmy w takiej próżni prawnej

– powiedział Müller.

Zaznaczył, że to konstytucja wyznacza ramy i terminy dotyczące przeprowadzenia wyborów.

„Władze państwowe są zobowiązane do tego, by podjąć możliwe działania, aby te terminy zrealizować. Dlatego taką formułą możliwą do zrealizowania i bezpieczną były wybory korespondencyjne, które odbywały się i w Niemczech, i których domaga się Partia Demokratyczna w USA i wielu innych państwach. To była odpowiedź na to, by z jednej strony zrealizować wymagania konstytucyjne realizacji wyborów w konkretnym terminie, a z drugiej strony - wymagania bezpieczeństwa” – podał.