Przedstawiciel rządzącej partii powtórzył tezę wypowiedzianą przez Jarosława Kaczyńskiego w wywiadzie dla najbliższego numeru Gazety Polskiej. Fragmenty rozmowy publikuje portal niezalezna.pl. Szef Prawa i Sprawiedliwości podkreślił, że to całkowicie normalne, iż w obozie rządzącym są różne tarcia, skoro formacja skupia wiele frakcji.

– Rząd ma stabilną większość. Były pewne różnice co do terminu wyborów, ale udało się wypracować wspólne stanowisko. Rząd ma stabilną większość parlamentarną i wybory odbędą się tak szybko, jak to tylko możliwe. Uważam, że wydarzy się to nie później, niż w pierwszej połowie lipca

– powiedział Czarnecki.

Taki termin także nie odpowiada totalnej opozycji. Borys Budka był przeciwny zmianie konstytucji, która wydłużałaby kadencję Andrzeja Dudy, nie odpowiadał im majowy termin głosowania, i nie pasuje im także kolejna propozycja obozu rządowego.

– Opozycja gra rolę strażaka-podpalacza. Dla nich odpowiedni termin będzie wtedy, gdy szanse na lepszy wynik będzie mieć Małgorzata Kidawa-Błońska. Ale to "daremne żale i próżny trud". Wbrew temu, co mówią przedstawiciele opozycji, to my jesteśmy jedyną siłą polityczną, która przestrzega i broni konstytucji. Nie chcemy pozwolić na chaos i anarchię, bo to do tego by doszło, gdybyśmy przed końcem kadencji Andrzeja Dudy nie przeprowadzili wyborów – podkreślił Czarnecki.

Europoseł Sojuszu Lewicy Demokratycznej Bogusław Liberadzki, który także był gościem Katarzyny Gójskiej stwierdził, że rozwiązaniem byłoby wprowadzenie stanu klęski żywiołowej. – Nie ma merytorycznych i formalnych przesłanek ku temu. Spowodowałoby to ograniczenie wolności obywatelskich, a także mogłoby skutkować roszczeniami korporacji międzynarodowych, które mogłyby się domagać od Polski odszkodowania – odpowiedział Czarnecki.