Rewolucjoniści skażeni kapitalizmem

Do zabawnej w sumie historii doszło podczas zamieszek w tzw. wrażliwych dzielnicach miast regionu paryskiego. 26-letni kurier z podparyskiego Gennevilliers postanowił trochę zarobić na miejskiej guerilli. Wystawił ofertę i sprzedawał zadymiarzom zestawy koktajli Mołotowa domowej roboty. Oferta była jak najbardziej komercyjna i widać, że „kapitalistyczne” otoczenie wywiera wpływ na tubylczych „rewolucjonistów”.

Za trzy butelki zapalające trzeba było zapłacić 5 euro, przy zakupie zestawu 10 sztuk okazyjna cena wynosiła 10 euro. Koszty produkcji były niewielkie, bo paliwo do koktajli ściągał ze służbowego auta dostawczego firmy, w której pracował. Przedsiębiorczy kierowca wpadł, bo policja namierzyła go i zidentyfikowała dzięki miejskiemu monitoringowi. Był już znany wymiarowi sprawiedliwości za drobne przestępstwa. Przedstawiciela tego nowego biznesu zatrzymano w dzielnicy Village. W tym wydarzeniu widać pewien promyk nadziei. W zrewoltowanych francuskich „strefach bezprawia” tubylcy są jednak zaszczepieni zmysłem biznesu prowadzonego według zasad czystego kapitalizmu… Marks się w grobie przewraca.

 

 

 


Źródło:

#Gazeta Polska Codziennie

Bogdan Dobosz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo