- To kolejna skandaliczna prowokacja ze strony rosyjskiej. To Rosjanie mordowali Polaków w Ostaszkowie, w Katyniu i w innych miejscach. Żadne gesty nie wymażą tego z historii. Uważam, że nasza reakcja musi być stanowcza i zdecydowana. Ministerstwo Spraw Zagranicznych powinno natychmiast żądać przywrócenia tej tablicy. Jeśli to nie zostanie wykonane, to ponadto powinniśmy wykonać proporcjonalne kroki po polskiej stronie. Być może trzeba się zastanowić nad obecnością niektórych reliktów sowieckich w polskiej przestrzeni publicznej, której w mojej ocenie powinny zniknąć

- powiedział nam wiceminister cyfryzacji Adam Andruszkiewicz. 

Poseł Platformy Obywatelskiej Tomasz Lenz również uważa to zdarzenie za "czysty akt prowokacyjny", ale - jak dodaje - "trzeba ostrożnie działać". 

- Jeżeli władze rosyjskie dopuszczają się działań, w których nie dość, że likwidują miejsca, które upamiętniają mord na Polakach przez siły NKWD, to jest to czysty akt prowokacyjny wobec Polski. Jako członek Komisji Spraw Zagranicznych uważam, że trzeba ostrożnie działać, jeśli chodzi o relacje polsko-rosyjskie. Nie można prowadzić do działań, które powodują mocne napięcia. Zdejmowanie tablic upamiętniających świadczy o tym, że Rosja zamierza doprowadzić do wymazania pewnych faktów ze świadomości rosyjskiej społeczności.  Powinna nastąpić stanowcza reakcja ze strony MSZ chociażby w postaci wezwania ambasadora Rosji na rozmowę z MSZ.  Cała ta sytuacja jest niedopuszczalna

- podkreślił parlamentarzysta. 

- Jesteśmy niespełna miesiąc po obchodach związanych z rocznicą zbrodni katyńskiej. Widać, że Putin lubi wracać do wszystkiego, co niósł za sobą Związek Sowiecki. To dla nas poważne ostrzeżenie – Rosję nadal trzeba traktować jako nieprzyjaciela Polski pod względem politycznym i militarnym. Rosja to nie jest kraj, w którym przestrzegane są pewne standardy

- stwierdził natomiast były poseł Kukiz'15 Piotr Apel. 

Wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Iwona Michałek podkreśla, że sprawę zdjęcia tablic należy bezwzględnie wyjaśnić. 

- Jest to niedopuszczalny gest, forma prowokacji. To właśnie w tych miejscach zginęli jeńcy polscy. Rosjanie się do tego przyznali i nie rozumiem, czemu mają służyć teraz tak skandaliczne gesty. Musimy zrobić wszystko, aby tę sprawę wyjaśnić i żeby ta tablica wróciła na swoje miejsce

- stwierdziła. 

- Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca, należą się wyjaśnienia na ten temat od strony rosyjskiej. Takie gesty są niepotrzebne, zwłaszcza, że nasze relacje i tak nie są najlepsze. Przypomnę, że relacje polsko-rosyjskiej muszą być budowane na fundamencie prawdy

- powiedział z kolei Ireneusz Raś z Platformy Obywatelskiej.