Shady Habash urodził się w 1995 lub 96 roku. Według informacji na jego oficjalnej stronie zaczął zarabiać jako fotograf już w 2006 roku, po czym rozszerzył swoją działalność na inne dziedziny jak  np. reżyseria. Liczył na zrobienie kariery międzynarodowej, a drogą do tego miała być współpraca z undergroundowymi muzykami. 

Jednym z takich muzyków był Ramy Essam, jeden z niewielu pochodzących z bliskiego wschodu rockmenów. Essam zdobył ogromną popularność podczas tzw. Egipskiej Rewolucji – serii protestów przeciwko rządowi prezydenta Hosniego Mubaraka, które wybuchły w styczniu 2011 roku. Ramy występował w ich trakcie przed milionami osób na kairskim skwerze Tahrir a jego piosenka Irhal (arab. odejdź), której tekst opowiadał o frustracjach uczestników protestów i nawoływał prezydenta do złożenia dymisji, stała się nieoficjalnym hymnem tej rewolucji.

Po rezygnacji Mubaraka władzę nad Egiptem, po krótkim okresie wojskowej junty, przejęło Bractwo Islamskie. Jego przedstawiciel, islamista Mohamed Morsi, został prezydentem w 2012 roku. Wkrótce potem wydał rozkaz który stawiał jego polecenia nad konstytucją. Wywołało to kolejne protesty, a on sam został obalony w 2013 roku w zamachu stanu przez generała Abdela Fattaha El-Sisiego, który rok później został prezydentem. 

Sisiemu najwyraźniej nie spodobała się muzyka Ramiego bowiem jego piosenki dostały zakaz publikacji. Obawiając się o swoje bezpieczeństwo i dalszą karierę muzyk wyemigrował więc do Finlandii a potem do Szwecji. Już w Skandynawii napisał poświęconą Sisiemu piosenkę pod tytułem Balaha – w egipskim slangu określenie to oznacza kłamcę, powszechnie używają go przeciwnicy prezydenta. Teledysk do niej wyreżyserował właśnie Habash. 

Piosenka bardzo nie spodobała się prezydentowi Sisiemu. Wkrótce po premierze egipskie służby aresztowały kilka osób, które były w jakiś sposób zaangażowane w jej powstanie. Wśród nich znalazł się Habash. Postawiono im bardzo poważne zarzuty – od bycia członkami nielegalnej organizacji, przez rozsiewanie fake newsów po obrazę Islamu. Habash został zamknięty bez jakiegokolwiek procesu w więzieniu Tora w Kairze. Nie wypuszczono go nawet po upływie dwóch lat, chociaż w świetle prawa to maksymalny czas trzymania podejrzanego w areszcie tymczasowym. Kilka dni temu pojawiła się informacja, że nie żyje. 

Władze Egiptu potwierdziły te doniesienia. Według złożonego we wtorek przez prokuratora oświadczenia Habal miał powiedzieć szpitalnemu lekarzowi, że przez pomyłkę wypił butelkę opartego na alkoholu środka do dezynfekcji rąk, który trafił do egipskich więzień w związku z pandemią COVID-19. Miał powiedzieć o tym szpitalnemu lekarzowi twierdząc, że myślał że to butelka wody. Medyk podał mu leki i kazał położyć go w celi i dopiero wtedy, kiedy jego stan się pogorszył, nakazał przewiezienie go do szpitala. 

Obrońcy praw człowieka i egipscy opozycjoniści wątpią jednak, że jego śmierć tak wyglądała. Uważają, że bardziej prawdopodobne jest to, że młody reżyser, nie wiedząc kiedy wyjdzie na wolność, popełnił samobójstwo. Nie wykluczają również, że został zamordowany – rząd Sisiego nie słynie z tolerancji dla swoich krytyków. Zwracają również uwagę, że nawet jeśliby uwierzyć w tę wersję, to świadczy ona o tym w jak złych warunkach są przetrzymywani więźniowie. 

- Jest wiele dziur w tej historii i w rzekomych świadectwach świadków które cytuje oświadczenie

 - skomentował na Twitterze mieszkający w Waszyngtonie egipski prawnik Mai El-Sadany.