Dlaczego popiera Pan rozwiązanie, jakim jest głosowanie korespondencyjne w wyborach prezydenckich?
To zgodne z linią Porozumienia. Byliśmy za wprowadzeniem regulacji, która umożliwiała głosowanie korespondencyjne dla seniorów, a teraz – w związku z tym, że epidemia wydłuża się – chcielibyśmy rozszerzyć tę możliwość na wszystkich obywateli, żeby czuli się bezpiecznie, korzystając ze swojego konstytucyjnego prawa do oddania głosu w wyborach.
 
Powiedział Pan, że „to zgodne z linią Porozumienia”, ale zdaje się, że w Porozumieniu w tej sprawie jest rozdźwięk i to poważny.
Jest, ale jesteśmy partią republikańską, a to oznacza, że obowiązują nas dobre zasady demokracji, w których jeżeli jest różnica zdań, to rozstrzygamy ją w oparciu o rekomendacje większości członków, więc jestem przekonany, że ci posłowie, którzy mają wątpliwości będą w stanie przyjąć racje większości i Porozumienie zagłosuje jednomyślnie za przyjęciem, bądź za odrzuceniem tej ustawy. Dzisiaj nie jestem w stanie przesądzić, kto kogo przekona, ale zakładam, że wyjdziemy z tej sytuacji zjednoczeni.

Zakładając czarny scenariusz, czyli taki, że większość posłów Porozumienia zagłosuje przeciwko wyborom korespondencyjnym, czy w takiej sytuacji Zjednoczonej Prawicy grozi rozpad?
Do małżeństwa trzeba dwojga i jeżeli PiS będzie traktował zachowanie posłów Porozumienia w kategoriach zdrady, wtedy należy się spodziewać pozwu rozwodowego i będzie to koniec obozu Zjednoczonej Prawicy w tym kształcie, bo będzie ona bez Porozumienia. Ja nie zakładam takiego scenariusza. Przez 5 lat braliśmy odpowiedzialność za Polskę, dwukrotnie deklarowaliśmy wyborcom, że chcemy realizować program obozu Zjednoczonej Prawicy i pół roku po wyborach, nie znajduję okoliczności, które wskazywałyby na konieczność zmiany zdania. W obliczu największego kryzysu gospodarczego, przed jakim stoi świat, żeby – kiedy wchodzimy na wzburzone morze wyzwań społecznych i gospodarczych – rozstać się z naszymi partnerami z obozu Zjednoczonej Prawicy. Jesteśmy na dobre, ale i na złe. Jeśli teraz przychodzą trudne czasy, to nie znajduję żadnego wytłumaczenia, żeby naszych kolegów zostawić i powiedzieć: „teraz radźcie sobie sami, jak wyjdziecie z kryzysu, wtedy my do was chętnie przyjdziemy, ale my lubimy rządzić tylko w dobie przewidywalnych sukcesów i rozwoju gospodarczego, a nie kiedy nadchodzi kryzys gospodarczy”. Tak się nie zachowuje odpowiedzialna władza, a my jesteśmy rozsądnym partnerem i jestem przekonany, że Porozumienie będzie mówiło jednym głosem. W przeciwnym razie oznaczałoby to koniec Zjednoczonej Prawicy. Jeśli partia, która opiera się na porozumieniu, nie jest w stanie znaleźć go we własnym gronie, to później trudno być poważnie traktowanym. Czeka nas debata na temat przyszłości Porozumienia, przyszłości Zjednoczonej Prawicy i przyszłości Polski.