Onet.pl  podobno rozważa moją dymisję. W redakcji już głosowali i zdecydowali. Inne redakcje podchodzą do tego z pełną powagą. Klamka zapadła

- napisał prezydent na Twitterze, odnosząc się do sytuacji.

Tę dziwną grę niektórych mediów komentują specjalnie dla Niezalezna.pl politolodzy:

Dr Bartosz Rydliński, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie: 

Prezydent nie może złożyć dymisji, może złożyć urząd. Nie ma komu złożyć dymisji, ponieważ jest pierwszym obywatelem Rzeczypospolitej. Publikacja tego artykułu jedynie naraziła na śmieszność nie tylko dziennikarzy, ale także wydawców i cały portal. W jakimś sensie żadne z mediów w historii III RP nie pozbawiało urzędu prezydenta, ale widzimy, że Onet wyznacza zupełnie nowe standardy. Dziennikarze oczywiście mogą powołać się na swoje anonimowe źródła, ale często jest tak, że one w ogóle nie występują. Przypuszczam, że dzisiaj nikt z obozu Zjednoczonej Prawicy nie chciałby dolewać oliwy do ognia, starając się pozbawić urzędu prezydenta Andrzej Dudę, który nie tylko prowadzi w sondażach, ale jest ponadto ciągle urzędującą głową państwa.

Prof. Kazimierz Kik, Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach: 

To była plotka, która została przez kogoś wymyślona. Myślę, że to taki prowokacyjny fake news, bo w Onecie czytamy, że mógłby być taki manewr na połączenie wyborów jednych i drugich. Myślę, że wszystko jest w tej chwili w grze. W czwartek dowiemy się, jaki będzie dalszy ciąg zdarzeń. Jeżeli PiS nie wygra tego głosowania, to możliwy jest każdy scenariusz, ponieważ Prawo i Sprawiedliwość będzie grało z determinacją i nie odpuści żadnej możliwości. Taka zagrywka jest dopuszczalna przez konstytucję.

Prof. Rafał Chwedoruk, Uniwersytet Warszawski: 

Nie sądzę, żeby dziennikarze wymyślali sobie temat zupełnie od zera, więc widziałbym w tym możliwość zasygnalizowania opinii publicznej, że taka perspektywa w najbliższych godzinach nie byłaby zupełnie wykluczona. Skądinąd, gdyby do czegoś takiego doszło, to istotna część problemów dotycząca wyborów prezydenckich zostałaby rozwiązana, a rządzący uchroniliby się przed skutkami ewentualnej utraty większości w Sejmie. Moja pierwsza intuicja w tym była taka, że jest to sygnał ze strony obozu rządzącego. Gdyby wybory prezydenckie odbywały się w relatywnie krótkim terminie, a taki manewr takim by go uczynił, bo to oznaczałoby 60 dni, to wówczas nie ulega wątpliwości, że zwycięstwo prezydenta Dudy byłoby niezagrożone w nie większym stopniu niż w sierpniu, czy we wrześniu. To także mógłby być sygnał, że kolejnymi krokami mogłoby być na przykład dążenie do skrócenia kadencji parlamentu, co nie jest takie proste w polskim prawie, ale jest możliwe. To dla Jarosława Gowina oraz posłów niektórych ugrupowań opozycyjnych mogłoby oznaczać perspektywę utraty mandatu.