Koniec tanich połączeń krajowych to cios dla pasażerów i portów lotniczych, które liczyły, że zarobią na wzmożonym ruchu powietrznym. Należące do Amber Gold linie OLT Express w szczytowym okresie wykonywały ponad 1000 lotów miesięcznie. Teraz zaczynają się kontrole, które sprawdzą, czy całe przedsięwzięcie nie odbyło się z naruszeniem prawa.

W tym roku przez krajowy rynek przewozów lotniczych przeszedł cyklon. Dzięki pojawieniu się OLT Express w czasie Euro 2012 liczba krajowych lotów – jak wynika z danych agencji Eurocontrol – wzrosła o połowę w stosunku do stanu sprzed roku. Jeśli chodzi o tanie linie, wzrost ten przekroczył 50-krotnie stan sprzed roku. Niedługo potem okazało się jednak, że OLT Express upadł, gdy Amber Gold odciął mu finansowanie. Liczba lotów krajowych w sierpniu wróciła do stanu sprzed roku, a jeśli chodzi o tanie latanie to spadła nawet o 72 proc. w stosunku do ub.r.

Krach OLT Express zdewastował rynek. Po upadku linii zostało co najmniej 150 tys. klientów z wykupionymi biletami na loty, które odwołano. Linie nie zapłaciły wielu partnerom biznesowym i dostawcom, dla których te straty mogą być ciężkim ciosem. Wśród nich są porty lotnicze, dla których równie bolesną szkodą jest utrata nadziei na szybki wzrost ruchu i dochodów. Największym przegranym jest Port Lotniczy im. Lecha Wałęsy w Gdańsku, który miał być głównym centrum operacji OLT Express. Jak wynika z danych Eurocontrol, liczba wylotów z Gdańska w czerwcu br. wzrosła o ponad 66 proc. w stosunku do stanu sprzed roku. Dzięki temu port ten awansował na drugą pozycję po warszawskim Okęciu. Już w sierpniu nastąpiło załamanie i liczba wylotów spadła do poziomu sprzed roku. Upadek OLT Express zostawił porty z długami i z niewykorzystanym potencjałem, z którym nie wiadomo, co teraz zrobić.

Podobnie jak w wypadku fatalnej strategii państwa przy budowie autostrad, także gwałtowne tworzenie linii lotniczej przed Euro 2012 będzie miało dalekosiężne skutki. Co gorsza, wiele wskazuje na to, że projekt ten był realizowany z pogwałceniem prawa i przy użyciu pieniędzy pochodzących z przestępstwa.

Prezes Najwyższej Izby Kontroli Jacek Jezierski zapowiedział już, że NIK zbada, czy Urząd Lotnictwa Cywilnego (ULC) postępował rzetelnie i legalnie, przyznając koncesję na przewóz lotniczy dla OLT Express. Kontrolerzy sprawdzą m.in., czy linie Marcina P. złożyły wszystkie wymagane prawem dokumenty i czy spełniały warunki określone w przepisach.

Według naszych informacji linie OLT Express ani nie przedstawiły wszystkich wymaganych dokumentów, ani nie miały koncesji na przewozy lotnicze. Posługiwały się bowiem koncesjami dwóch kupionych przez Amber Gold małych firm. Prawo lotnicze nie traktuje jednak koncesji jako papieru na okaziciela. W wypadku zmian ULC musi zbadać reputację nowego dysponenta koncesji i jego finansowe plany.

Ponieważ od 6 grudnia 2011 r. szefem zarządu OLT Jetair Poland (bo tak nazywał się na przełomie roku późniejszy OLT Express) był wbrew prawu wielokrotnie skazany oszust, więc jego linie nie miały prawa rozpocząć działalności. Tym bardziej że szefem ULC w tym okresie był doświadczony i ceniony fachowiec Grzegorz Kruszyński, którego 17 lutego br. premier Donald Tusk, na wniosek ministra transportu Sławomira Nowaka, odwołał bez podania powodów i do dziś nie powołał jego następcy.