Niezalezna.pl: Nie będzie chyba zbytnią przesadą, że w ciągu ostatnich lat szeroko pojęta branża fitness cieszyła się wśród Polaków ogromną popularnością. Jak wyglądała codzienność na siłowniach i w klubach fitness przed wybuchem pandemii koronawirusa i ogłoszeniem stanu epidemii?

Damian Jankowski: Branża rozwijała się z roku na rok coraz bardziej, świadomość Polaków wciąż rośnie, już od najmłodszych lat wiemy, że sport to zdrowie, a kto nie chce być sprawny, silny, zadbany i zdrowy? Dodatkowo internet, a co za tym idzie moda na bycie fit sprawiła, że faktycznie wzrosło zainteresowanie siłowniami w ostatnich latach. 

Nagle cała Wasza dotychczasowa rutyna została mówiąc kolokwialnie „wywrócona do góry nogami”. Nawet najwięksi siłacze, wyciskający co dzień rekordowe ciężary nie mieli szans w starciu z wirusem. Jak wygląda rzeczywistość w branży fitness w czasie pandemii? Proszę o tym krótko opowiedzieć.

Dla całego sportu ta sytuacja jest bardzo trudna - przerwane przygotowania do zawodów, odwołane imprezy sportowe - to są ogromne koszty finansowe, poniesione nie tylko przez kluby, ale i zawodników. To, co się dzieje teraz można nazwać walką o przetrwanie, z najmniejszymi możliwymi spadkami formy. W sporcie każdy dzień jest na wagę złota, każdy z nas po cichu liczy na to, że to wszystko zaraz się skończy.

Czy są jakieś pozytywy? W mediach pojawia się sporo informacji na temat różnego rodzaju zdalnych form treningu. Jak to wygląda w przypadku na przykład korzystania z usług trenera personalnego. Czy faktycznie w czasach pandemii ruch z siłowni i klubów fitness przeniósł się do internetu?

Tak, widać próby nawiązania więzi z klientem poprzez internet, o ile kluby fitness i zajęcia grupowe można przerzucić do domu, to z siłowniami jest już trudniej, i pozostaje pytanie na ile wystarczy ćwiczącym motywacji do ćwiczeń w takim właśnie systemie. Nie oszukujmy się, kluby fitness są sposobem na życie, na oderwanie się od rzeczywistości, czy ktoś z Czytelników, kto był na siłowni widział tam niezadowolonych ludzi? Szczerze wątpię. Często klienci przychodzą i mówią, że to jest „godzina dla nich” – godzina, która pozwala im przezwyciężać problemy dnia codziennego. Oni za drzwiami siłowni zostawiają pracę, dom, kredyty, a po wszystkim wychodzą silniejsi. Trening siłowy pozwala na rozładowanie stresu, poprawia kondycję fizyczną i psychiczną, dzięki temu klienci czują się lepiej, są sprawniejsi i czują się mocniejsi. 

Wiemy, że 1 maja przedstawiciele branży fitness, m.in. właściciele siłowni rozpoczęli szerokie konsultacje, żeby wspólnie spróbować jakieś rozwiązanie obecnej sytuacji. Mówi się, że cała branża ma gigantyczne problemy finansowe, a los ok 100 tys. pracowników nadal jest niepewny. Jakie rozwiązania macie Państwo zamiar zaproponować?

Przede wszystkim pragniemy rozmawiać, rozwiązać problem wspólnie poprzez konsultacje z urzędnikami, chcemy przedstawić im swój plan działania, swoją wizję, ale przede wszystkim wytłumaczyć realne korzyści z powrotu do normalności, większość klubów jest gotowa dostosować się do nowych warunków - takich jak chociażby dezynfekcja rąk, sprzętu, lokalu, przerwy techniczne, czy ograniczenie liczby ćwiczących w stosunku do powierzchni lokali – dokładnie tak, jak zrobiono to z innymi punktami usługowymi. Z tego co mi wiadomo, większość klubów spełnia wymagania sanepidowskie i nigdy z nami nie było problemów. My naprawdę znamy się na zdrowiu i zależy nam na jego poprawie wśród klubowiczów. Naturalnie, jeśli ktoś ma gorączkę czy źle się czuje, to nie idzie na trening, ponieważ jest świadomy tego, że taki trening nie będzie efektywny. Zapewniam, że nikt z gorączką 38 stopni nie przychodzi do klubu na trening, ale co ważniejsze proszę sprawdzić, jaki jest odsetek ludzi chorych wśród trenujących! Czy ktoś zbadał liczbę osób chorych na koronawirusa które uczęszczały regularnie do klubów fitness? 
 
Jak pokazują różnego rodzaju sondaże i badania opinii, Polacy z każdym rokiem zdają się przywiązywać coraz większą wagę do zdrowego stylu życia. Polubili też ćwiczenie. Jak Pan uważa, czy istnieje realne ryzyko, że statystyki, którymi mogły pochwalić się siłownie i kluby fitness przed wybuchem pandemii, nawet po jej zakończeniu mocno stopnieją? Chodzi o to, że ludzie, którzy przez kilka miesięcy nie mieli możliwości ćwiczenia na przykład siłowni, mogli „na własną rękę” zorganizować sobie jakiś zestaw ćwiczeniowy – zainwestować w hantle, maty, itp. Co taka sytuacja będzie oznaczać dla branży fitness?

Jestem zupełnie innego zdania, znam tę branżę doskonale i wiem, że to nie wypali... Człowiek potrzebuje kontaktu z drugą osobą. Po prostu nie ma też możliwości osiągnięcia formy sportowej w domu na takim poziomie, jak w klubie. Czy w domu uda się skompletować „na własną rękę” zestaw obciążeń w zakresie od 5 do 40 kg? Wątpię. Takie domowe treningi to dobre rozwiązanie na przetrwanie. Kolejnym problemem jest motywacja. Nie raz spotkałem się już z teorią „a kupię bieżnię i będę biegał w domu”. Kończy się to w 90 % przypadków tym, że ta bieżnia służy jedynie jako mebel lub… wieszak na ubrania. No i chyba najważniejsze to zdrowie, prawidłowy dobór treningu, obciążeń i ćwiczeń przez trenera - to klucz do sukcesu i zachowania zdrowia bez urazów i kontuzji. Gdyby trener nie był do tego potrzebny, taki zawód po prostu by nie istniał 
 
Znane są już przypadki krajów, w których nawet po złagodzeniu restrykcji i ponownym otwarciu siłowni – odnotowano drastyczne spadki zainteresowania tego typu obiektami i formami treningu. Czy w Polsce grozi nam podobny scenariusz?

Nie. Myślę, że nam nie grozi, gdybyśmy nie mieli sygnałów od swoich klientów, że brakuje im treningów, to teraz byśmy ze sobą nie rozmawiali na ten temat i nie rozpatrywali tej sprawy w ten sposób. Poza tym wszyscy wiemy, że my Polacy jesteśmy inni niż inne kraje prawda? 
 
Spytam trochę przewrotnie… A może jest to szansa na całej branży? Moment na wprowadzenie kluczowych zmian, przeorganizowania formy treningu, wyjście do potencjalnego klienta właśnie w formach online? 

Wszystko wygląda dobrze na papierze, ale proszę sobie wyobrazić profesjonalny trening wszystkich grup mięśniowych w mieszkaniu o powierzchni ok. 40 m2 lub kawalerce, bo tak mieszka większość młodych osób uprawiających sport i trenujących na siłowni. A jeśli nawet te tysiące działalności przeniosą się do domu i przestaną wynajmować ogromne powierzchnie, to nie spowoduje to kryzysu ekonomicznego, kolejnych problemów na rynku pracy czy nieruchomości? Dla osoby trenującej na co dzień w siłowni, trening w domu - to jak dla pływaków… leżenie w wannie. 

Wiemy, że Polska Federacja Fitness oraz Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorstw postulowali, aby siłownie i kluby fitness mogły wznowić działalność już 4 maja. Z przedstawionego przez premiera Mateusza Morawieckiego planie „odmrażania sportu” po pandemii koronowirusa ta branża znalazła się jednak w czwartym etapie. Mówi się, że branża najwięcej zarabia w okresie grudzień-maj. Na razie nie został podany konkretny termin, kiedy może nastąpić otwarcie. Jak zamierzacie sobie Państwo radzić, jeśli zamknięcie siłowni i klubów fitness będzie się przedłużać?

Obawiam się, że sobie nie poradzimy w żaden sposób. Utrzymanie nawet małego klubu fitness czy siłowni to koszt od 5 do 10 tyś. zł miesięcznie w zależności od lokalizacji. Właściciele siłowni, którym nie udało się wynegocjować zawieszenia czynszu czy jego zmniejszenia, już teraz są zmuszeni do likwidacji obiektów, co można zauważyć na portalach aukcyjnych. Już teraz pojawia się tam spora ilość ogłoszeń z używanym sprzętem. W przypadku naszej branży czynsz to główny problem, szczególnie dla klubów o powierzchni powyżej 200 m2 z lokalizacją w dużych miastach.
Zajmuję się sportem od 7 lat, sam późno się przekonałem do zmiany nawyków żywieniowych. Po kilku latach treningów nikt nie namówi mnie do życia bez aktywności fizycznej, bez siłowni. To inny świat, pełen wspaniałych ludzi, to wyjątkowa społeczność, to ludzie z sercem do walki, optymistycznie nastawieni do życia.