Święto demokracji obarczone ryzykiem, lecz kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa

  

Organizować święto demokracji czy nie? – oto jest pytanie. Na stole leżą trzy koncepcje: wybory korespondencyjne w maju, zmiana konstytucji i wydłużenie kadencji prezydenta o dwa lata, a także – wyhamowanie biegu wydarzeń przez przeciąganie stanu klęski żywiołowej.

Każde z tych rozwiązań jest obarczone ryzykiem, a skoro opozycja nie zamierza popierać pomysłu ustrojowego Jarosława Gowina, trudno przypuszczać, że będzie współpracowała z rządem w czasie stanu klęski żywiołowej.

Co mówi prawo

Zgodnie z literą prawa, do której tak często nawiązują obrońcy konstytucji, wybory prezydenckie muszą się odbyć w maju 2020 r.

Sięgnijmy do ustawy zasadniczej, art. 128: „Wybory Prezydenta Rzeczypospolitej zarządza Marszałek Sejmu na dzień przypadający nie wcześniej niż na 100 dni i nie później niż na 75 dni przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej, a w razie opróżnienia urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej – nie później niż w czternastym dniu po opróżnieniu urzędu, wyznaczając datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów”.
Trzymając się zatem sztywno konstytucji, traktowanej przez środowiska opozycyjne niczym Święty Graal, rację ma Prawo i Sprawiedliwość. Koalicja Obywatelska, wiedząc o tym, domaga się wprowadzenia stanu klęski żywiołowej – stan wyjątkowy (drugi ze stanów nadzwyczajnych, oprócz klęski żywiołowej i stanu wojennego) wniesie bo-wiem o wiele dalej posunięte obostrzenia – i możliwość przedłużania go co 30 dni. Zacytujmy 232 Konstytucji RP: „W celu zapobieżenia skutkom katastrof naturalnych lub awarii technicznych noszących znamiona klęski żywiołowej oraz w celu ich usunięcia Rada Ministrów może wprowadzić na czas oznaczony, nie dłuższy niż 30 dni, stan klęski żywiołowej na części albo na całym terytorium państwa. Przedłużenie tego stanu może nastąpić za zgodą Sejmu”.

Stan klęski żywiołowej – wątpliwości

I tu pojawia się zagadka: Jaką gwarancję mają obywatele, że przy założeniu zgody w Sejmie stan klęski żywiołowej nie będzie przedłużany tylko z tego powodu, że politykom będzie to na rękę? Można sobie wyobrazić taki scenariusz, że na skutek krachu gospodarczego notowania PiS i Andrzeja Dudy mocno spadają. Choć brzmi to jak żart, ale załóżmy, że skorzystałaby na tym kandydatka KO Małgorzata Kidawa-Błońska i nagle dogoniła w sondażach prezydenta albo – co bardziej prawdopodobne – swoją pozycję umocniłby pozycja Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL. Czy wówczas opozycja, krzycząc o poczuciu odpowiedzialności i solidarności za państwo, przedłużałaby stan klęski żywiołowej do maja 2021 r.? A gdzieżby! W końcu usłyszelibyśmy zapewne: „prezydent nie posiada żadnej legitymacji do pełnienia urzędu”, „czas odsunąć zarazę od wysokich stanowisk”.

Pomijałaby przy tym oczywisty fakt, na który zwracała uwagę m.in. prawniczka prof. Genowefa Grabowska w rozmowie z „Gazetą Polską”, że gdyby został ogłoszony stan klęski żywiołowej, każdy mógłby się ubiegać o odszkodowania za poniesione straty. Ustawa z 2002 r. o wyrównywaniu strat majątkowych wynikających z ograniczenia w czasie stanu nadzwyczajnego wolności i praw człowieka i obywatela głosi: „Każdemu, kto poniósł stratę majątkową w następstwie ograniczenia wolności i praw człowieka i obywatela w czasie stanu nadzwyczajnego, służy roszczenie o odszkodowanie. Odszkodowanie, o którym mowa w ust. 1, obejmuje wyrównanie straty majątkowej, bez korzyści, które poszkodowany mógłby osiągnąć, gdyby strata nie powstała”. Dlatego rację miał ówczesny wicepremier Gowin, który podczas wideokonferencji z samorządowcami ostrzegał przed ewentualnym bankructwem państwa po kilku miesiącach trwania stanu klęski żywiołowej.

Koalicja Obywatelska nawołuje do ustanowienia klęski żywiołowej, zapominając, że sama wprowadziła w 2008 r. do polskiego prawa pojęcie stanu epidemii. I na podstawie tej właśnie ustawy działa teraz rząd. Prawdą jest, że PiS zmieniło zdanie w sprawie wyborów korespondencyjnych – jeszcze trzy lata temu prominentni działacze tej partii wskazywali na różnorakie niebezpieczeństwa wynikające z głosowania za pomocą kopert. Wtedy za to Platforma optowała za korespondencyjnym charakterem wyborów, funkcjonującym oprócz tradycyjnego, i to bez względu na jakąkolwiek pandemię. W tej sprawie nikt więc nie ma czystego sumienia.

Nie ulega też wątpliwości, że gdyby to Małgorzata Kidawa-Błońska miała w sondażach zamiast 4 proc. poparcia ponad 50 proc., to decydenci w KO mówiliby coś zupełnie innego: wybory należy przeprowadzić jak najszybciej i odsunąć PiS od władzy. Pewną wykładnię przedstawił mecenas Platformy – Roman Giertych, który jasno dał do zrozumienia, że jeśli wybory wygra Duda, to trzeba będzie zwrócić się do „ulicy i zagranicy”, by przerwać bieg wydarzeń. Ale gdy zwycięzcą okaże się polityk opozycji, wtedy rzekomo śmiertelnie ryzykowne wybory należałoby uznać. Jasne?

Kampania wyborcza konieczna?

Państwową Komisję Wyborczą w pewnym sensie zastąpił wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin, a Poczta Polska ma odgrywać rolę usługową wobec komisarzy.

I tu znów wpadliśmy w klincz – jeśli wybory zaplanowano na 10 lub 17 maja, a Senat do 7 maja zamierza trzymać specustawę o wyborach w zamrażarce, to po prostu nie wystarczy czasu na zorganizowanie w pełni bezpiecznego głosowania.

Poczta Polska działa na polecenie premiera Mateusza Morawieckiego, który nakazał przedsięwzięcie wszelkich kroków do przygotowania pakietów wyborczych. Część prawników podnosi jednak argument, że ustawa o wyborach korespondencyjnych nie została jeszcze uchwalona, zatem spółka działa bezprawnie. Opierając się na tej opinii, większość samorządowców nie zamierza udostępniać Poczcie rejestru wyborców. Prawny klincz zakończył się przekazaniem danych PESEL przez Ministerstwo Cyfryzacji na podstawie art. 99 ustawy z dnia 16 kwietnia 2020 r. o środkach wspierających przeciwdziałania pandemii koronawirusa. Najpierw jednak wystąpiło zamieszanie, bo ktoś w imieniu spółki wysłał mejle z prośbą o udostępnienie danych wyborców bez użycia podpisu kwalifikowanego i powołania się na wicepremiera Sasina. O czym to świadczy? O braku czasu. Presji, która ciąży na rządzących. Jarosław Kaczyński, Mateusz Morawiecki i Andrzej Duda nie mają zamiaru przeciągać kampanii wyborczej w nieskończoność. Czas pandemii i walki z koronawirusem to najgorszy okres na widoczne polityczne rozłamy w obozie Zjednoczonej Prawicy, ale i wydłużanie gorączkowych sporów politycznych, typowych w kampaniach prezydenckich.

Kij w szprychy strategii majowych wyborów wsadziła dodatkowo obecna PKW, która ostrzegła, że wyborów nie uda się przeprowadzić w pełnym zakresie. Opozycja z kolei narzeka, że nie było normalnej kampanii ze względu na izolację. To prawda, ale wszyscy kandydaci: Małgorzata Kidawa-Błońska, Władysław Kosiniak-Kamysz, Szymon Hołownia, Krzysztof Bosak, nie tylko Andrzej Duda – wykorzystywali czas na konferencje prasowe i aktywność w mediach społecznościowych, występowali też w tych tradycyjnych. Prawo nie narzuca konieczności prowadzenia kampanii wyborczej, rozumianej jako spotkania z wyborcami i organizacja konwencji partyjnych.

Grono prawników i przeciwników PiS podkreśla też, że Andrzej Duda jako prezydent wybrany w wyborach „kopertowych” straci legitymację do sprawowania urzędu i każdy na świecie się na niego obrazi. Otóż bez względu na to, w jakim stylu wygrałby faworyt, jego mandat i działania będą przez opozycję podważane. Działo się to po 2015 r., więc ten argument jest kompletnie nietrafiony.

Wątpliwości będą zawsze

Czy to oznacza, że nie podzielam obaw o to, że procedura z pakietami wyborczymi nie w pełni wypali? Niestety, w czasach pandemii nie jesteśmy niczego pewni – ani pracy, ani zdrowia, ani prawidłowego przebiegu wyborów. Nikt nie da też gwarancji, że za rok głosowanie będzie bezpieczniejsze. Powagi Borysowi Budce nie dodaje propozycja wyborów internetowych, do których Polska po prostu nie jest przygotowana. Najbezpieczniejszym rozwiązaniem byłaby powszechna zgoda w parlamencie na nowelizację konstytucji i przyjęcie koncepcji Jarosława Gowina. Tyle że ona też jest w jakimś sensie niesprawiedliwa, bo niby dlaczego prezydent – z wydłużoną kadencją na niespokojny czas – nie mógłby stanąć do walki o reelekcję? A przede wszystkim – mimo że koncepcja lidera Porozumienia ma sens, nie można jej zrealizować ze względu na brak zdecydowanej większości 2/3 w Sejmie, która by ją poparła.


Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts