Trump podtrzymuje: "koronawirus pochodzi z laboratorium w Wuhan". Dowody? "Widziałem je"

Donald Trump podtrzymuje swoje stanowisko, że - jego zdaniem - koronawirus pochodzi z laboratorium wirusologicznego w Wuhan. Zapytany o dowody na podparcie swojej tezy, przyznał, że widział je, a "nie wolno mówić mu o szczegółach".

Donald Trump
By The White House from Washington, DC - President Trump Plants a Tree on the South Lawn in Honor of Earth Day and Arbor Day, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=89388649

Prezydent USA Donald Trump oświadczył na konferencji prasowej, że jest przekonany, iż koronawirus może pochodzić z laboratorium Instytutu Wirusologii w chińskm Wuhan. 

Odpowiadając na pytanie czy widział dowody, które skłoniły go do – jak się wyraził - "wysokiego stopnia przekonania", iż wirus pochodzi z Instytutu Wirusologii w Wuhan, prezydent odparł: "Tak, tak widziałem".

Odmówił jednak podania bliższych szczegółów.

- Nie mogę wam tego powiedzieć, nie wolno mi wam tego powiedzieć

 - powiedział.

Instytut w Wuhan stanowczo odrzuca te oskarżenia, a specjaliści amerykańscy oceniają je za mało prawdopodobne. Większość ekspertów uważa, że wirus pochodzi od dzikich zwierząt, którymi handlowano na jednym z targów w Wuhan.

Trump oświadczył też, że może zastosować wobec Chin, które oskarża o zbyt późne powiadomienie świata o epidemii i ukrywanie jej prawdziwych rozmiarów, "karne cła", podobnie jak podczas niedawnej "wojny handlowej" z Pekinem. Oba kraje nakładały wówczas dodatkowe opłaty celne za towary drugiej strony.

Prezydent przyznał, że w ostatnim okresie Chiny "przynajmniej, jak się wydaje, próbują być bardziej transparentne".

- To straszne co się stało, czy to był błąd, po którym popełniono następny, czy ktoś zrobił to celowo. Ale my wszystko ustalimy. Dowiecie się o tym w niezbyt dalekiej przyszłości

 – powiedział.

Podkreśla się, że republikański prezydent wielokrotnie w ostatnich tygodniach dawał wyraz swojej frustracji w związku z pandemią w kontekście stosunków z Chinami. Pandemia spowodowała już w USA - według oficjalnych danych - ponad 62 tys. ofiar śmiertelnych i poważnie osłabiła gospodarkę amerykańską, co może wpłynąć w sposób istotny na szanse reelekcji Trumpa w listopadowych wyborach.

Prezydent w przeszłości wielokrotnie oskarżał Pekin o podawanie nieprawdziwych danych o liczbie ofiar śmiertelnych i zakażeń koronawirusem w Chinach i wspominał o możliwości domagania się od Chin wielomiliardowych odszkodowań. Pogłębiło to i tak już głębokie rozbieżności między obu państwami.

Mówiąc o sprawach niezwiązanych z koronawirusem, Trump nie wykluczył ponownego włączenie w skład swojej administracji byłego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Michaela Flynna, którego zwolnił w związku ze śledztwem w sprawie afery "Russiagate", czyli domniemanych prób Moskwy wpłynięcia na amerykańskie wybory w 2016 r.

Zdaniem prezydenta Flynn padł ofiarą "brudnych gliniarzy" i określił go jako "równego gościa". Nie ujawnił jednak jakie stanowisko mógłby jemu powierzyć. 

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

#Donald Trump #koronawirus #USA

redakcja
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo