Sprawą podstawową jest to, skąd wzięły się środki finansowe, którymi dysponował Marcin P. Jest już wiadome, że fundusze, którymi operował szef Amber Gold, znacząco przekraczały wartość posiadanych przez tę spółkę depozytów w złocie - z Piotrem Naimskim rozmawia Dawid Wildstein.

Czy afera Amber Gold ujawnia patologie całego systemu stworzonego przez lata rządów Platformy?
Systemowe zaniedbania w sprawie Amber Gold są wręcz wstrząsające. Przykładowo – dlaczego dopiero w czerwcu 2010 r. wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak wykreślił spółkę Amber Gold z rejestru domów składowych, czyli po prawie pół roku od momentu jej zarejestrowania? Już wcześniej pojawiały ostrzeżenia przed tą firmą, m.in. ze strony Komisji Nadzoru Finansowego. Przypomnę, że przez ten cały czas spółka Amber Gold była pod nadzorem wicepremiera Waldemara Pawlaka, który miał obowiązek kontrolowania spółki budzącej podejrzenia. Co gorsza, w kontekście sprawy Amber Gold doszło do manipulacji prawem, która miała ułatwić działalność Marcina P. Chodzi o to, co się stało z w drugiej połowie roku 2010 z ustawą o domach składowych. Wniosek o uchylenie tej ustawy został sformułowany w Ministerstwie Gospodarki, a odpowiednia poprawka została wprowadzona do opracowywanego w tym czasie przez rząd projektu ustawy o ograniczeniu barier administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorstw. Już w listopadzie 2010 r. projekt rządowy po wszystkich uzgodnieniach trafił do Sejmu wraz z art. 104, który ustawę o domach składowych uchylał. Po jego uchwaleniu przez parlament firma Amber Gold mogła nadal wydawać certyfikaty depozytowe, co wcześniej zgodnie z prawem, po wykreśleniu jej z rejestru domów składowych, było nielegalne. Marcin P. przestał łamać ustawę, bo ustawa przestała istnieć.

Afera Amber Gold wskazuje, że mafia przenika do struktur państwa – mówi Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. Jak Pan to skomentuje?
Odpowiem pytaniem oczywistym dla każdego rozsądnego człowieka, który przygląda się tej aferze: Co mamy sądzić o tym, że młody człowiek z wyrokami sądowymi, bez pieniędzy nagle zaczyna obracać milionami i zakłada m.in. firmę lotniczą, mającą docelowo konkurować z LOT-em? Zastanawiamy się, skąd ten młodzieniec miał na to pieniądze. Już wiadomo, że fundusze, którymi operował szef Amber Gold, znacząco przekraczały wartość posiadanych przez tę spółkę depozytów w złocie. Kiedy dowiemy się, skąd wzięły się dodatkowe „źródła dochodu", to przypuszczam, że nasze podejrzenia znajdą potwierdzenie. Jedno jest pewne – afera Amber Gold odsłoni przed Polakami wiele patologii w działaniu państwa pod rządami Donalda Tuska.

Pojawiają się w prasie analogie między aferą Amber Gold i aferą Rywina, m.in. sugestie, że w obu wypadkach przedostanie się do opinii publicznej informacji o tych aferach było efektem walki w obozie rządzącym…
Media w tej sprawie zachowują się inaczej niż przy poprzednich aferach związanych z Platformą Obywatelską – jak choćby w wypadku afery hazardowej czy informatycznej. Widzimy, że nie kryją one już w takim stopniu obozu rządowego jak wcześniej. Zaskakuje to, że w ogóle w głównych mediach dyskutuje się o aferze Amber Gold. Oczywiście można mieć wiele wątpliwości co do sposobu jej przedstawiania, ale sam fakt, że zaistniała w mediach na tak długo, jest niezwykły. Może to być symptom jakiegoś typu walki na górze. Wracając do analogii z aferą Rywina, można ją dostrzec z jednego powodu. Afera Rywina, skądinąd ważna sprawa korupcyjna, ale w skali kraju niefundamentalna (w sensie np. wymiaru finansowego), pozwoliła odkryć mechanizmy działania obozu władzy. Te informacje okazały się dla tego środowiska na tyle kompromitujące, że w konsekwencji zostało ono pozbawione władzy przy następnych wyborach. Wszystko wskazuje na to, że Amber Gold spełni analogiczną funkcję.

Do jakiego stopnia uwikłany w tę aferę jest premier?
W debacie sejmowej premier złożył, delikatnie rzecz ujmując, niespójne zeznania. Ostatnie wydarzenia pokazują Donalda Tuska jako człowieka skrajnie niewiarygodnego. Jeśli premier w tak poważnej sprawie mija się z prawdą – jak w kwestii notatki z 24 maja br. wysłanej przez ABW, informującej go o de facto przestępczej działalności Amber Gold – to można to interpretować na kilka sposobów. Albo premier jest nieudolny i nie jest w stanie przeczytać notatki, którą wysyłają mu podległe służby, albo w ogóle nie raczy czytać tego typu informacji. Jest jeszcze trzecia możliwość: premier tę wiadomość przeczytał, zrozumiał, a następnie na mównicy sejmowej przed opozycją i społeczeństwem skłamał, stwierdzając, że nie miał wystarczających informacji na temat Amber Gold. W każdym z tych trzech wypadków konkluzja musi być ta sama – to skrajna kompromitacja Donalda Tuska. Taka osoba nie nadaje się na swoje stanowisko. Zresztą potwierdzeniem tego są tzw. środki zaradcze, jakie usiłuje podjąć ten rząd. Doraźne działania PO mają jeden cel: wmówić opinii publicznej, że rząd funkcjonuje. Gdyby państwo, czyli prokuratura, sądy, minister gospodarki i wreszcie sam premier, reagowali tak jak należy, to całej afery Amber Gold ani naszej dzisiejszej dyskusji by nie było. Państwo nie działało, dlatego doszło do tej afery. I żadne populistyczne działania ad hoc nie zastąpią potrzeby koniecznej głębokiej sanacji polskiego państwa.

Często usiłuje się usprawiedliwiać premiera, stwierdzając, że w ramach swoich kompetencji i obowiązków w żaden sposób nie mógł on zareagować.
Takie tłumaczenie jest absurdalne. Oczywiście premier nie ma obowiązku powiadamiać opinii publicznej o zawartości notatek ABW. Jeśli jednak informacje tam zawarte są istotne dla życia gospodarczego bądź publicznego, winny być przekazane natychmiast przez premiera wraz z dyrektywami odpowiednim agendom państwowym. Rolą premiera jest rządzenie za pomocą ustawowo dostępnych struktur państwa. Premier, który tego nie robi, świadomie lub nie, niszczy polskie państwo. W świetle dostępnej nam wiedzy Donald Tusk czekał zamiast działać. To kolejna z wielu okoliczności, które obciążają obecnego premiera.

Widać już różne sposoby neutralizacji tej afery w prorządowych mediach – przykładowo syn Tuska w najbardziej związanych z PO środkach przekazu okazuje się nagle ofiarą. Myśli Pan, że tego typu strategie mają szanse na powodzenie?
Afera Amber Gold nie zostanie zamieciona pod dywan, tak jak udało się to zrobić z innymi aferami związanymi z obecnym rządem. To nie jest już ta sytuacja, w której wystarczy gra aktorska plus kilka łez posłanki Sawickiej, a werdykt sądu odwleczony o kilka lat nie będzie miał politycznego znaczenia. Tej sprawie nie da się już ukręcić łba. Jedno jest pewne – Donald Tusk i Platforma Obywatelska będą musieli wytłumaczyć się z tej afery do końca i sądzę, że będzie to dla nich bardzo bolesne.