Rozpoczęcie postępowania, jeśli faktycznie do niego dojdzie, będzie oznaczało, że Komisja Europejska uznała, iż nie jest w stanie w nieformalny sposób rozwiązać problemu z polskimi władzami i musi wejść na ścieżkę proceduralną.

Ścieżka ta może za kilka miesięcy doprowadzić do skierowania sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE. Problem dotyczy ustawy, która weszła w życie w lutym i pojawiła się w odpowiedzi na kwestionowanie statusu sędziów, wyłonionych przez nową Krajowa Radę Sądownictwa.

Pierwszym krokiem, który ma zostać podjęty na posiedzeniu kolegium komisarzy, ma być wezwanie do usunięcia uchybienia. Według informatora PAP Polska będzie miała dwa miesiące na odpowiedź na zarzuty Komisji Europejskiej, która już wcześniej krytykowała polskie przepisy.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że wniosek KE nie będzie obejmował kwestii wyboru I Prezes Sądu Najwyższego, co Komisja prezentuje jako gest z jej strony w stronę polskich władz, by nie eskalować sporu. KE da też polskim władzom dwa miesiące na odpowiedź, pomimo, że w podobnych sprawach, gdy argumentem były nieodwracalne skutki prawne, standardowo był to miesiąc

- poinformowało źródło.

Według rozmówcy KE podtrzymuje swoje stanowisko, by nie łączyć sprawy wyborów w Polsce z procedurą art. 7 i kwestiami dotyczącymi praworządności.

O możliwości podjęcia decyzji w sprawie ustawy dyscyplinującej sędziów mówił w minionym tygodniu komisarz ds. sprawiedliwości Didier Reynders. "Nadchodzi czas, aby zapadła decyzja polityczna. Jako komisarz ds. sprawiedliwości nie zawaham się przed poproszeniem kolegium KE o podjęcie odpowiednich środków" - zadeklarował.

Według źródeł PAP na poniedziałkowym posiedzeniu szefów gabinetów komisarzy, którzy przygotowują środowe posiedzenie KE, sprawa ta nie była jednak omawiana. Nie oznacza to, że temat się nie pojawi w tym tygodniu na posiedzeniu KE. Wcześniej też zdarzało się, że tematy, które wymagały dyskrecji ze strony KE, nie były kierowane na spotkania szefów gabinetów, bo wówczas łatwo o przeciek.

Prawdopodobnie będzie decyzja

 - zdradziło źródło. Rozmówca podkreśla, że analizy, które były prowadzone przez służby prawne Komisji Europejskiej wskazują, że są silne podstawy prawne, żeby wszcząć procedurę. Trwające kilka tygodni prace miały za zadanie precyzyjne wskazanie konkretnych paragrafów w polskiej ustawie, które są uznawane za sprzeczne z prawem UE.

Choć do ewentualnego skierowania sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE jeszcze daleka droga, Bruksela chce być gotowa, by przed sędziami w Luksemburgu bronić swoich decyzji. Wariant taki będzie możliwy tylko wtedy, jeśli wcześniej nie dojdzie do porozumienia (wycofania się Warszawy z niektórych zapisów) i faktycznie dojdzie do skierowania skargi przeciwko Polsce.