Amber Gold od początku działała w kolizji z prawem. Z powodu tej jednej firmy zniesiono ustawę o domach składowych. Potem Marcin P. rozszerzył swoją działalność, uruchamiając wbrew prawu polskiemu i unijnemu linie lotnicze. Wszystko to działo się pod okiem władz, urzędów i służb, które nie tylko nie przerwały interesów oszusta, ale zabiegały u niego o pieniądze na szczytne cele.

Chociaż Amber Gold przyjmował lokaty od klientów, udzielał pożyczek i obracał złotem, ani Komisja Nadzoru Finansowego, ani Narodowy Bank Polski go nie kontrolowały. Amber Gold nigdy nie starał się o licencję bankową ani o wpis do rejestru działalności kantorowej. Według wiceprezesa NBP Witolda Kozińskiego należy uznać Amber Gold za przedsiębiorstwo składowe.

Amber Gold rzeczywiście chwaliła się, że jako pierwsza firma w Polsce w styczniu 2010 r. została wpisana do rejestru prowadzonego przez Ministerstwo Gospodarki i stała się domem składowym przyjmującym złoto, srebro i platynę. Ten status spółka wykorzystywała, by zachęcić do lokowania w niej pieniędzy, informując przy tym, że jej działalność jest zgodna z ustawą o domach składowych i kontrolowana jest przez Ministerstwo Gospodarki. Podkreślała również, że wystawiane klientom certyfikaty są „papierem wartościowym”, na który „klienci mogą wziąć kredyt np. w banku, w którym Dowód Składu będzie zabezpieczeniem takiego kredytu”.

Dzięki statutowi domu składowego firma rozwijała się w piorunującym tempie. W marcu 2010 r. na swojej stronie internetowej chwaliła się, że od początku roku jej sieć sprzedaży powiększyła się o ponad 100 nowych podmiotów i produkty oferowane przez Amber Gold można uzyskać u ponad 300 współpracujących z nią firm.

Nieoczekiwanie 21 czerwca 2010 r. minister gospodarki wydał decyzję, w której zakazał Amber Gold prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie przedsiębiorstwa składowego i wykreślił spółkę z rejestru. Powodem były dokumenty, które wpłynęły do ministerstwa, dotyczące prawomocnych wyroków skazujących Marcina P. oraz złożone przez niego fałszywe oświadczenie przy rejestracji.

Właściciel i szef Amber Gold w ogóle nie przejął się zakazem. Przeciwnie, intensywnie rozwijał działalność. Spółka rozszerzyła ofertę lokat w złoto, srebro i platynę. Rozbudowywała sieć przedstawicielstw, a równolegle rozpoczęła budowę sieci własnych placówek. W sierpniu otworzyła pierwszą – w Gdańsku. Potem placówki Amber Gold zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu. Spółka podkreślała, że cieszy się takim zaufaniem wśród klientów, że w pierwszej połowie 2010 r. jej przychody wyniosły ponad 44 mln zł netto.

W następnych miesiącach za sprawą Marcina P. intensywnie pracował też rząd i Sejm. Z powodu Amber Gold z inicjatywy Ministerstwa Gospodarki zmieniono prawo. 25 marca 2011 r. przyjęto ustawę o ograniczaniu barier administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorstw. Art. 104 brzmiał: „Traci moc ustawa z 16 listopada 2000 roku o domach składowych”. Wicepremier minister gospodarki Waldemar Pawlak wyjaśnił zmianę tym, że przez 10 lat funkcjonowania ustawy skorzystał z niej tylko jeden oszust, dlatego została zniesiona. Ale skorzystał na tym najbardziej zainteresowany ustawą Marcin P., bo mógł bez liczenia się z prawem nadal rozwijać swój złoty „paraskład”. – Tego typu działanie łamie standardy demokratycznego państwa prawa. Zmiana prawa na potrzeby jednej firmy to jedna z największych patologii państwa – stwierdził poseł Krzysztof Szczerski z PiS-u.