Do tej pory koziołki mieszkały w użyczonym gospodarstwie, ale po wypowiedzeniu umowy los zwierząt stał się niepewny. Nowy dom musiały mieć od wtorku.

"Jeżeli nie znaleźlibyśmy im domu, to musiałyby wrócić do właściciela, czego nie chcieliśmy, ponieważ nadal toczy się postępowanie karne przeciwko właścicielowi"

– powiedział prezes Animal Rescue Dawid Fabijański.

Dodał, że w celu znalezienia nowego locum stowarzyszenie przeszukało tysiące gospodarstw, przeprowadzono rozmowy z setkami sołtysów, ale zwierząt nikt nie chciał.

Na apel zareagowało dopiero stowarzyszenie Free Animals Kalisz. Jego prezes Marta Raszkowska powiedziała, że zwierzęta zawieziono w bezpieczne miejsce za Ostrów Wlkp. i rozpoczęto akcję adopcji. "Już mamy dużo zgłoszeń" – poinformowała.

Koziołki pochodzą ze stada liczącego 60 kóz, które były wynajęte przez warszawski ratusz od hodowcy z Dagestanu.

Zwierzęta żyły na wyspie na wysokości dzielnicy Praga-Północ i miały wyjadać rosnącą na niej trawę, by ułatwić gniazdowanie nadwiślańskim ptakom. Według informacji z Biuletynu Informacji Publicznej, hodowca Rustam K. dostał za "usuwanie roślinności na terenie wyspy przy Moście gdańskim poprzez wypas zwierząt" w okresie od 1 maja do 30 października 2019 aż 96 tysięcy złotych.

Problem ujrzał światło dzienne, kiedy stowarzyszenie Animal Rescue Polska zostało zawiadomione, że wiele spośród kóz padło, a ich ciała leżą na wyspie.

"Opiekował się nimi bezdomny na zlecenie ich właściciela. Obcokrajowiec przyjeżdżał raz w miesiącu i dawał mu 50 złotych oraz jakieś parówki"

- przypomniał Dawid Fabijański z Animal Rescue Polska.

Właściciel martwe kozy kazał zakopywać lub wrzucać do Wisły. Natomiast na wyspie nigdy nie zjawił się żaden pracownik ratusza, by sprawdzić, czy opieka nad mieszkającymi tam zwierzętami przebiega zgodnie z umową.

Właścicielowi kóz przedstawiono zarzuty znęcania się nad zwierzętami. Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanego czynu i odmówił składania wyjaśnień. Grozi mu do 3 lat więzienia.