Z powodu koronawirusa rozgrywki w Hiszpani są zawieszone od 12 marca, ale pojawiły się już plany powrotu do gry. Części piłkarzy taka wizja się jednak nie podoba. Suso wypożyczony z AC Milan do Sevilli mówił niedawno:

Rozgrywanie meczów, gdy ryzyko wynosi nawet jeden procent, to absolutne szaleństwo. Chciałbym wrócić na boisko, jak każdy piłkarz, ale nie za wszelką cenę

Na te obawy odpowiedział prezes La Liga. Jak ostrzegł cytowany w hiszpańskich mediach Tebas, przeciwko klubowi, który nie wyjdzie na boisko, federacja mogłaby wszcząć postępowanie dyscyplinarne i ukarać porażką, zgodnie z przepisami obowiązującymi wcześniej. Tebas wciąż nie zgadza się na anulowanie sezonu z powodu koronawirusa. Już kilkanaście dni temu przyznał, że jego życzeniem jest wznowienie rozgrywek najpóźniej w czerwcu.

Zgodnie z danymi ligi hiszpańskiej łączne straty z powodu niedokończenia sezonu mogą wynieść prawie miliard euro. Natomiast straty w przypadku wznowienia ligi na pustych stadionach wyniosą około 300 milionów, a jeśli z udziałem kibiców - prawie 150 milionów euro.

Związek piłkarski, La Liga oraz Najwyższa Rada Sportu CSD osiągnęły niedawno porozumienie w sprawie powrotu do treningów w zawodowym futbolu. Konkretny termin zależy od dalszej sytuacji zdrowotnej w tym kraju i rządowych decyzji.

Według hiszpańskiej prasy La Liga - organizacja zarządzająca zawodową piłką nożną w Hiszpanii - już przedstawiła plan powrotu do szkolenia, który obejmuje m.in. testy przesiewowe i postępujący trening indywidualny zmierzający w kierunku zajęć grupowych. La Liga i federacja hiszpańska są zgodne co do tego, że chcą zakończyć sezon 2019/20.