Przez blisko trzy lata Witold Pilecki kierował w Auschwitz założonym przez siebie Związkiem Organizacji Wojskowej, opartym na pięcioosobowych grupach zbierających informacje i wspierających przetrwanie więźniów w rozpaczliwych warunkach obozowych. Za pośrednictwem osób wypuszczanych na wolność i uciekających z obozu wysyłał informacje dowództwu.

„Dalsze siedzenie tutaj nie ma sensu i dlatego wychodzę

Wiosną 1943 roku sytuacja w Auschwitz zmieniła się. Niemcy rozpoczęli wywożenie Polaków do innych obozów. Znaleźli się pośród nich współpracownicy Pileckiego.

Siedzę tu dwa lata i siedem miesięcy. Prowadziłem tu robotę. Ostatnio nie dostawałem żadnych dyspozycji. Ostatnio Niemcy wywieźli naszych najlepszych ludzi z którymi pracowałem. Trzeba by było zaczynać od początku. Uważam, że moje dalsze siedzenie tutaj nie ma sensu i dlatego wychodzę.

– napisał w swoim raporcie Witold Pilecki.

Pilecki przekazał swoim podwładnym zalecenia co do dalszej pracy w momencie, kiedy był już bliski terminu ucieczki. Wówczas, do kolegów z konspiracji obozowej, miał powiedzieć: Może uda się z zewnątrz prędzej przyjść z pomocą kolegom w lagrze.

– opowiada prof. Stankowski. 

Rotmistrz dowiedział się, że niektórzy więźniowie pracują w piekarni w Oświęcimiu na Niwie, oddalonej 2 km od obozu. 

Powstał plan, żeby uciekać przez tę piekarnię. W nocy z 26 na 27 kwietnia Pilecki, Redzej i Ciesielski przystąpili do jego realizacji. Aby dostać się do pracy przy chlebie, trzeba było mieć odpowiednie zezwolenie, przydział. Pomocna była w tym organizacja, którą założył w obozie. Pilecki, Redzej i Ciesielski dostali odpowiednie dokumenty, przepustki. 26 kwietnia, w wielkanocny poniedziałek, więźniowie wyruszyli do pracy w piekarni. Sytuacja była cały czas napięta, nie mogli wyłącznie czekać na podjęcie ucieczki, bo przecież musieli ciężko pracować, zapalić piece, wypiekać chleb, ale doczekali momentu, kiedy w nocy udało się wyważyć drzwi z tyłu piekarni i uciec w ciemność kwietniowej nocy.

– dodaje prof. Stankowski.

Raport Pileckiego

Pilecki, Redzej i Ciesielski uciekając z piekarni obozowej położonej niedaleko KL Auschwitz pokonali granicę pomiędzy ziemiami wcielonymi do III Rzeszy, a Generalnym Gubernatorstwem. – Musieli przepłynąć Sołę i Wisłę. Uciekali w kierunku Krakowa, na Alwernię, dalej w kierunku na Bochnię, przez Puszczę Niepołomicką. Udało im się dotrzeć, pokonując kilkadziesiąt kilometrów, do Nowego Wiśnicza, gdzie w dworku w Koryznówce, u rodziny Serafińskich, rotmistrz Witold Pilecki zatrzymał się na dłużej – przypomina prof. Stankowski.  Pilecki, zanim  w sierpniu 1943 roku znalazł się ponownie w Warszawie, w dworku napisał szczegółowy raport dotyczący swoich doświadczeń obozie koncentracyjnym Auschwitz. - Powstał raport o piekle Auschwitz. Pierwszy raport – mówi prof. Stankowski. Jednocześnie Witold Pilecki przygotowywał również plan oswobodzenia obozu KL Auschwitz wraz z pomocą miejscowej konspiracji placówek Armii Krajowej, jednakże Komenda Główna AK nie wyraziła zgody. Powstały raport i wcześniejsze meldunki, przesyłane dzięki założonej przez Pileckiego organizacji ZOW, były dowodem zbrodni popełnianych przez Niemców w obozie KL Auschwitz-Birkenau.