Jak przyjął pan nominację do reprezentacji Europy na internetowy turniej o Puchar Narodów?

Jan-Krzysztof Duda: Czuję się bardzo zaszczycony. W Europie jest przecież wielu silnych zawodników, a impreza jest bardzo prestiżowa.

Męską część drużyny tworzą także Francuz Maxime Vachier-Lagrave i Holender Anish Giri, dwaj uczestnicy turnieju kandydatów oraz trzeci gracz z czołowej dziesiątki światowego rankingu - Lewon Aronian z Armenii.

J.-K.D.: Towarzystwo wyborowe. Tym bardziej, że kapitanem naszej ekipy jest sam Garri Kasparow, legenda szachów. Tylko się cieszyć.

Kilka dni temu w finale internetowego turnieju Pepe and Divis Invitational przegrał pan 4,5:6,5 z innym czołowym zawodnikiem Europy, ośmiokrotnym mistrzem Rosji Peterem Swidlerem. Porażka była do uniknięcia?

J.-K.D: Trochę mnie „poniosło” w przygotowaniach. To znaczy cały dzień, od rana do wieczora przygotowywałem się, by nie być zaskoczonym przez rywala, co jest szczególnie nieprzyjemne przy szybkim tempie gry w internecie. Chyba przesadziłem, za długo siedziałem przy komputerze. W czasie gry nie byłem w optymalnej formie, brakowało mi świeżości.

Komentatorzy zwracali uwagę, że długo pan myślał, wbrew swojemu stylowi. Dłużej niż zwykle.

J.-K.D: Tak, długo myślałem. Nie dostrzegałem w swoim zwyczajowym tempie różnych motywów taktycznych. Potrzebowałem więcej czasu, aby upewnić się, czy to co gram na pewno jest dobre.

Walczył pan jednak do końca. Przy prowadzeniu rywala 5,5:2,5 wygrał dwie kolejne partie i zmniejszył różnicę do jednego punktu.

J.-K.D: Tak, przy wyniku 4,5:5,5 pojawiła się iskierka nadziei. W partii, która mogła dać mi wyrównanie też miałem wygraną, ale się pospieszyłem, zepsułem pozycję i przegrałem. Była spora szansa na doprowadzenie do remisu i gry niejako od początku.

Epidemia koronawirusa pokrzyżowała panu plany startów na najbliższe miesiące…

J.-K.D: Na przełomie kwietnia i maja miałem wystąpić w turnieju w Azerbejdżanie. Został on przełożony na okres, kiedy sytuacja się ustabilizuje. Mówi się, że może się odbyć w październiku bądź listopadzie. Tak jak w innych sportach praktycznie każdy szachowa impreza w klasycznej formule jest przekładana, jak choćby zatrzymany w połowie turniej kandydatów czy olimpiada szachowa, która została przełożona z sierpnia na 2021 rok.

Mówi się, że olimpiada może zostać przeprowadzona online.

J.-K.D: Nie. To byłaby już inna formuła. Olimpiada to są szachy klasyczne, a ten rodzaj rywalizacji w internecie ciężko sobie wyobrazić. Oczywiście w zawodach online zawodnicy musieliby być cały czas widoczni na obrazie z kamerki. Wszystko, żeby uniknąć oszukiwania, korzystania z dodatkowych źródeł. Trudno sobie wtedy wyobrazić sytuację, gdy ktoś musi iść do toalety. Nie da się przecież tego zabronić. Dlatego klasyczna rywalizacja jest w internecie nieosiągalna. Królują szachy błyskawiczne, ewentualnie szybkie.

Turniej o Puchar Narodów będzie rozgrywany właśnie w szachach szybkich. Z wszystkimi wymogami rywalizacji internetowej.

J.-K.D.: Nawet więcej. Dla mnie będzie to pierwszy turniej, w którym będzie obowiązywał strój wizytowy - marynarka. Nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło grać online przy takich wymogach.

W przeszłości podczas internetowego meczu z Hikaru Nakamurą, rywalowi szwankował sprzęt. Zgodził się pan, by Amerykanin kontynuował grę przy wyłączonej kamerce…

J.-K.D.: Mój przeciwnik miał problem z łączem internetowym, co niestety zdarza się. To jest bardzo frustrujące. Przeciwnik przegrał wtedy jedną partię na czas w wygranej dla siebie sytuacji, bo wbrew swojej woli się rozłączył. Rzeczywiście, zgodziłem się wówczas, żeby nie używał kamerki, bo to poprawiło jakość łącza. W trakcie gry ja nie widzę ani siebie, ani jego, więc ta zmiana dotyczy bardziej kibiców. Zresztą w tym samym turnieju Speed Chess, tylko rok wcześniej, ja miałem podobną sytuację w pojedynku z innym Amerykaninem Wesleyem So. Przegrałem wygraną partię, bo padł mi internet.

Jak wygląda pana dzień w czasach obostrzeń związanych z epidemią koronawirusa?

J.-K.D.: Przyznam, że szachistów pandemia aż tak bardzo nie dotknęła. Turnieje są oczywiście odwołane, ale dużo imprez przenosi się do internetu i pojawiają się w nim nowe imprezy. Jest więc możliwość grania. Można się też umawiać na sparingi z wybranymi arcymistrzami. Gram tak m.in. z kilkoma ze światowej dwudziestki. Z drugiej strony jednak - wiadomo, że ciężko wysiedzieć w domu przez tak długi czas. To spore ograniczenia psychiczne, gdy nie można wyjść, chociażby zjeść posiłek na mieście.

Jak wygląda sam trening najlepszego polskiego szachisty?

J.-K.D.: De facto tak bardzo nie ucierpiał. Na krakowskiej AWF, gdzie studiuję, mam teraz mniej zajęć. Oczywiście zdaję online egzaminy, zaliczam zaległości, odbywają się zajęcia w internecie, ale jest ich mniej niż byłoby bez pandemii. Mam więc czas na szachy i naukę, na rozwijanie się. Można powiedzieć, że w związku z pandemią szachy przechodzą w pewnym sensie renesans. Zawody we wszystkich innych sportach, z piłką nożną na czele, nie są rozgrywane. Natomiast szachy dzięki internetowi zyskują olbrzymią popularność.