W czwartek i w piątek w amerykańskich mediach niechętnych Donaldowi Trumpowi zaroiło się od doniesień jakoby ten miał sugerować, że z koronawirusem można walczyć zastrzykami z wybielacza albo światłem słonecznym. „Trump spytał, czy można wstrzykiwać środki dezynfekujące aby zabić koronawirusa wewnątrz ciała. Lekarze odpowiedzieli: Ludzie będą umierać” - głosił tytuł artykułu opublikowanego przez Washington Post, a inne mainstreamowe media nadały swoim artykułom tytuły w tej samej poetyce. 

Afera, która błyskawicznie przeszła do mediów społecznościowych, była tak duża, że odniósł się do niej nawet Reckitt Benckiser, firma produkująca popularny środek bakteriobójczy Lizol. W oświadczeniu na swojej stronie napisali, że ich produkty pod żadnym pozorem nie powinny być przyjmowane wewnętrznie, czy to przez zastrzyk czy przez połknięcie, a jedynie zgodnie z instrukcją na etykiecie. W oświadczeniu nie wspomnieli o Trumpie, a jedynie o „ostatniej aktywności w mediach społecznościowych”, ale kontekst jego wydania był dla wszystkich oczywisty i media po raz kolejny wykorzystały pretekst aby go zaatakować. 

Problem w tym, że Donald Trump nigdy nie zasugerował, że Amerykanie powinni robić sobie zastrzyki ze środków dezynfekujących. On jedynie – w swoim charakterystycznym, mocno chaotycznym stylu – zasugerował, że może to być ciekawy kierunek badań. 

Codziennie w Białym Domu organizowane są briefingi prasowe dotyczące pandemii chińskiego koronawirusa które prowadzi specjalna grupa zadaniowa pod przewodnictwem wiceprezydenta Mike'a Pence'a. Czasami zapraszani są na nie inni eksperci jeśli mają coś ważnego czy ciekawego do przekazania. W czwartek takim ekspertem był Bill Bryan, szef działu nauki i techniki Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego. W trakcie swojego wystąpienia przedstawił wyniki federalnych badań nad wpływem temperatury, światła słonecznego i wilgoci na chińskiego koronawirusa. Stwierdził, że wyniki tego badania sugerują, że ekspozycja na światło słoneczne i wysoka temperatura zdają się mieć destabilizujący wpływ na wirusa. Ujawnił również, że prowadzone są badania mające pokazać jego reakcję na środki dezynfekujące. „Mogę wam powiedzieć, że wybielacz zabije wirusa w pięć minut; alkohol izopropylowy zabije wirusa w 30 sekund, i to bez żadnej manipulacji, bez wcierania – wystarczy go spryskać i zostawić” - powiedział. 

Trump postanowił skomentować jego wystąpienie. Jego słowa, jak zwykle gdy mówi na żywo, były nieco chaotyczne, ale naprawdę trudno dostrzec w nich zachętę do wstrzykiwania sobie wybielacza, o co oskarżyły go lewicujące media.

„Widzę środek dezynfekujący gdzie niszczy go w minutę. Jedną minutę. Jeżeli byłoby możliwe zrobienie czegoś podobnego zastrzykiem wewnątrz albo niemal oczyszczeniem... Bo widzicie, dostaje się do płuc i robi płucom paskudny numer. Więc byłoby interesujące gdyby to sprawdzić. Więc będziecie musieli użyć lekarzy. Ale brzmi interesująco, brzmi interesująco jak dla mnie. Więc zobaczymy”

- powiedział.

W odpowiedzi na ataki mediów sekretarz prasowa Białego Domu Kayleigh McEnany wydała wyjątkowo ostro brzmiące oświadczenie. „Prezydent Trump wielokrotnie powtarzał, że Amerykanie powinni konsultować się z lekarzami w temacie leczenia koronawirusa, co po raz kolejny podkreślił podczas wczorajszego briefingu prasowego. Zostawcie to mediom aby nieodpowiedzialnie wyrwały jego słowa z kontekstu i poleciały z negatywnymi nagłówkami” - powiedziała.