Politycy opozycji mówią niemal jednym głosem, że do wyborów prezydenckich nie powinno dojść 10 maja 2020 r. 

- Strategia zakazu wyborów, który chciałaby wprowadzić PO jest realizowana tymi samymi metodami, co wszystkie poprzednie strategie tego ugrupowania od roku 2015. Na pierwszy ogień idą zagraniczne media. (...) Strategia, którą wybrał Borys Budka, przez kilka tygodni, zamiast przekonywać wyborców, włączyć się w pomoc dla obywateli w trakcie rozwijającej się epidemii, skoncentrowała się na ogłaszaniu bojkotu wyborów

- mówił w programie #Jedziemy Michał Rachoń.

Dziennikarz przypomniał niedawną rezolucję europarlamentu, w której kwestionowano zgodność planowanym na 10 maja 2020 r. wyborów korespondencyjnych z kryteriami wynikającymi z konstytucji.

- Wybory prezydenckie muszą być równe, powszechne, bezpośrednie i tajne. Zdaniem Budki, nie są. Co ciekawe, ten sam argument podnoszą celebryci i część mediów - zaznaczył Rachoń.

- Zapowiedź aktywnych działań, których celem jest uniemożliwienie przeprowadzenia wyborów jest pierwszym otwartym buntem części klasy politycznej przeciwko podstawowemu prawu każdego z nas. Przeciwko wolnym wyborom. Trudno nie skojarzyć tej taktyki z aktualnymi wynikami sondażowymi. Na dwa tygodnie przed wyborami wspólne wyniki wszystkich pretendentów w Polsce są niższe niż wynik ubiegającego się o reelekcję prezydenta i to jest główny powód, dla którego totalna opozycja chce odebrać wyborcom prawo do głosowania. Tak długo, jak społeczeństwo będzie wybierać innych ludzi niż chciałby pan Budka czy jego szefowie, tak długo totalna opozycja będzie mówić Polakom "nie macie prawa do głosowania", "nie możecie sami podjąć decyzji, czy chcecie, czy nie chcecie iść do wyborów". Totalna opozycja mówi polskim obywatelom: "Nie macie prawa wybierać prezydenta, a my zrobimy wszystko, aby dokonanie tego wyboru wam uniemożliwić"

- powiedział