Idąc za trafnymi wskazaniami dociekliwego blogera – „Matki Kurki” - rzeczywiście chyba jest lepiej, gdy premier Tusk i minister finansów Rostowski bawią się, zapałkami niż zajmują się naprawianiem gospodarki i to przy pomocy kalkulatora.

Premier i minister finansów powinni  policzyć i przedstawić Polakom, ile od 5 lat kosztuje nas już gospodarczy eksperyment Tuska i Rostowskiego np. w kwestii nowego zadłużenia kraju to już blisko 400 mld zł., czy np. bezrobocia, choć i tu liczby są ewidentne: w 2007 r. bezrobotnych było ok. 1,7 mln osób, a w 2012 r. mamy już ok. 2,2 mln bezrobotnych i przybędzie jeszcze ok. 300 tys. Tymczasem przedstawiciele rządu zaczęli na gwałt liczyć koszty reform zaproponowanych przez premiera J. Kaczyńskiego. Być może nadmiar liczenia tych kosztów przez ministra finansów spowodował, że Rostowski pomylił się i to bardzo w swych wyliczeniach np. co do dochodów podatkowych w budżecie na 2012 r., jak i co do samego budżetu na 2013 r. Zaledwie w ciągu ostatnich 2 miesięcy, mimo intensywnego liczenia, musiał minister finansów dość znacząco zmienić założenia do budżetu na 2013 r. Już na początku września okazało się, że poprzednie wyliczenia ministra co do przyszłorocznego budżetu są niewarte funta kłaków. Czyżby kolejna pomyłka w liczeniu?

Jeszcze w czerwcu Rostowskiemu wychodziło, że wzrost PKB Polski na 2013 r. będzie wynosił 2,9 proc., dziś to już tylko 2,2 proc., bezrobocie miało wynieść 12,6 proc., dziś już 13 proc., deficyt miał wynieść 32 mld zł, dziś okazuje się, że będzie to 35,6 mld zł, zaniżona ponownie inflacja zaś ma wynieść ponoć tylko 2,7 proc. Oczywiście będzie dużo, dużo gorzej. Możemy w 2013 r. otrzeć się o recesję, bezrobocie - rosnące już dziś i przyspieszające jeszcze jesienią - w tym tempie będzie w 2013 r. gdzieś w okolicach 18 proc., spadną dochody podatkowe, wzrośnie o kolejne 80-100 mld zł zadłużenie. Potrzeby pożyczkowe brutto Skarbu Państwa w 2013 r. wyliczono na razie na 145 mld zł. A już zapewnienia o ponownym umocnieniu się złotego do poziomu 4,05 za euro i 3,20 za dolara przyprawiają o wybuch śmiechu. Właśnie to, co prezentuje minister finansów i rząd w wyliczeniach na przyszły rok, jest abstrakcyjnym myśleniem, nieodnoszącym się do realiów gospodarczych w przededniu potężnego kryzysu. Jeśli ktoś nie umie liczyć, to patrząc po tym, co miało być, a co jest, to niewątpliwie minister Rostowski w obsłudze kalkulatora jest zdecydowanie gorszy od Jarosława Kaczyńskiego.

PO lamentuje, że koszty propozycji programowych PIS to dziesiątki miliardów złotych. Media i rządząca ekipa oskarżają autorów tych propozycji o kreowanie państwa socjalnego – którego notabene właśnie pragną Polacy. Otóż, żeby mieć jakiekolwiek pieniądze na reformy, zamiast podnosić VAT, akcyzę, likwidować ulgi podatkowe, zadłużać państwo o kolejne setki miliardów złotych, najpierw rząd i minister finansów powinni zatkać gigantyczne dziury w dzbanie, z którego rząd chce nalewać. A uciekają tamtędy dziesiątki, a nawet już setki miliardów złotych.  

I to można policzyć:
- blisko 50 mld zł wypływa z kraju corocznie w ramach salda błędów i opuszczeń w bilansie obrotów płatniczych z zagranicą.
- blisko 20-25 mld zł to transfer z banków zagranicznych obecnych w Polsce do swych central zagranicznych.
- blisko 6 mld zł corocznie tracimy z tytułu przemytu paliw, papierosów, i alkoholu.                                                                                                                                     
- blisko 1,5 mld zł. z tytułu oszukańczego importu bez VAT stali zbrojeniowej do Polski.                                                                                                                                         
- blisko 2-3 mld zł strat ponosimy obecnie z tytułu afery informatycznej w instytucjach państwowych.
- dziesiątki miliardów złotych z tytułu ustawionych przetargów na drogi, autostrady, stadiony i remonty kolejowe.
- wiele miliardów złotych (można je szacować skromnie na 5-10 mld zł) z tytułu zobowiązań podatkowych i fiskalnych, jakich skutecznie unikają wielkie sieci handlowe, banki i firmy zagraniczne dzięki kreatywnej księgowości, totalnej bezkarności oraz dzięki licznym przywilejom i ulgom
- blisko 6 mld euro – czyli ok. 25 mld zł, bardziej podarowane niż pożyczone przez NBP, wydaliśmy na ratowanie europejskich bankrutów przez MFW.
-  blisko 20 mld zł nieściągniętych zaległości podatkowych i zobowiązań na rzecz państwa.                                                                                                                                
-  blisko 12 mld euro, czyli 52 mld zł, „wyrzucone” w ub. roku przez Ministerstwo Finansów i NBP na sztuczne ratowanie kursu złotego.
-  blisko 3 mld zł wydatków z tytułu pozwów i odszkodowań za niezapłacone kontrakty drogowe i stadiony.
- blisko 4 mld zł, które trzeba będzie zwrócić UE jako niewykorzystane środki na budowę szerokopasmowego internetu w Polsce.
- kolejne miliardy złotych niewykorzystane na inwestycje polskiej kolei.

Jakby nie liczyć, będzie tej życiodajnej finansowej krwi upuszczonej naszemu państwu, i to rokrocznie, ok. 200 mld zł – zdecydowanie wystarczyłoby na najbardziej nawet ambitne plany nowej władzy, bo stara albo nie chce, albo nie umie liczyć.
                                                                                    


Autor jest głównym ekonomistą SKOK