Minister odniósł się w PR1 do pytania o prace prowadzone w MF nad kolejnymi rozwiązaniami dotyczącymi walki ze skutkami pandemii.

"Na pewno będzie dla nas ważne - i do tego też musimy się przygotować - na koniec tego kryzysu, żeby uruchomić jak najwięcej inwestycji publicznych, żebyśmy mogli gospodarkę ruszyć. Pracujemy nad tym"

- zapewnił. Podkreślił, że aby możliwe było odpowiednie finansowanie rozwoju gospodarki, trzeba przygotować nowelizację budżetu.

Minister pytany był, kiedy można spodziewać się nowelizacji budżetu i jak głęboka będzie to zmiana. Zwrócił uwagę, że na razie budżet na ten rok jest zrównoważony, a specustawa z marca br. pozwala premierowi na przesuwanie wydatków w ramach budżetu na finansowanie różnych działań antykryzysowych. Dodał, że rząd ma także duży margines, aby zwiększać zadłużenie.

"Mamy dość czasu, nim będzie potrzebna nowelizacja. Dziś nie wiadomo jeszcze, gdzie my jesteśmy w tym kryzysie, czy to jest początek końca, czy koniec początku, więc musimy być przygotowani na wszystkie ewentualności"

- tłumaczył zaznaczając, że nie można wykorzystać wszystkich zasobów od razu na jedno rozwiązanie.

"Czekamy jak najdłużej z tą nowelizacją, żeby pracować na jakiś sensownych parametrach. Umówmy się, na dzień dzisiejszy to astrologia jest pewnie bardziej wiarygodna, niż przepowiadanie, jakie będzie PKB w tym roku, czy w przyszłym roku"

- mówił. "Później będziemy podejmować decyzje. Im lepsze będą te parametry, tym lepszy będzie ten budżet" - podkreślił.

Szef MF przyznał, że nie ma szans, aby tegoroczny budżet został bez deficytu, ale nie wiadomo, jak duży deficyt będzie potrzebny.

"Czy to będzie deficyt potrzebny, żeby dalej ratować polskie firmy, polskie miejsca pracy, czy będzie potrzebny, żeby rozkręcać inwestycje, co będzie bardzo potrzebne, jak już będziemy wychodzić z kryzysu" - dodał.