Choroby układu sercowo-naczyniowego nadal stanowią najczęstszą przyczynę zgonów na świecie. W Polsce, w przeciwieństwie do wielu innych krajów europejskich, są także wiodącą przyczyną tzw. nadumieralności, czyli zgonów w grupie pacjentów poniżej 65. roku życia. Chociaż śmiertelność z powodu zawałów serca zmniejszyła się w Polsce w ciągu ostatnich 20 lat, nadal jest ona o 50 proc. wyższa niż w krajach Europy Zachodniej.

Do 24 kwietnia obchodzony jest Tydzień dla Serca. Polskie Towarzystwo Kardiologiczne (PTK) zwraca w tym czasie szczególną uwagę na zagrożenia, jakie niosą choroby serca i układu krążenia, a także, jak ważne dla serca są zdrowa dieta i zdrowy styl życia - szczególnie teraz, w czasie epidemii koronawirusa.

Najczęściej występujące w Polsce choroby układu krążenia to: zawał serca, udar mózgu, nadciśnienie tętnicze, przewlekła niewydolność serca oraz zaburzenia rytmu serca. Rocznie dochodzi do blisko 70 tys. zawałów serca zdiagnozowanych koronarograficznie, przy czym niemal 20 proc. pacjentów umiera w ciągu pierwszego roku od zawału.

Do głównych przyczyn chorób serca i układu krążenia należą niewłaściwa dieta, brak aktywności fizycznej, palenie papierosów, ale także uwarunkowania genetyczne i zaburzenia gospodarki lipidowej. Choroby te mogą rozwijać się przez długie lata nie dając żadnych objawów, dlatego tak ważne jest wykonywanie regularnych badań profilaktycznych, do których należą m.in. pomiary ciśnienia tętniczego, EKG, morfologia krwi, lipidogram, badanie poziomu glukozy i ocena funkcji nerek.

Aby zredukować w Polsce śmiertelność z powodu chorób sercowo-naczyniowych niezbędne jest kontynuowanie prac nad Narodowym Programem Zdrowego Serca i Naczyń. Ułatwi to nie tylko koordynację już obowiązujących programów opieki nad pacjentem kardiologicznym, ale także pozwoli rozwijać kolejne.
 – wskazał prof. Adam Witkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, cytowany w komunikacie prasowym. 

Osoby, które już borykają się z chorobami sercowo-naczyniowymi to grupa pacjentów szczególnie narażona na zakażenie koronawirusem. Nie tylko ciężej przechodzą chorobę, ale również częściej umierają z powodu COVID-19.

Na ciężki przebieg COVID-19 składa się wiele czynników - śmiertelność u osób poniżej 50. roku życia z powodu infekcji koronawirusa to ok. 1 proc., a dla osób powyżej 50 lat rośnie do 1,5 proc. U osób powyżej 60. r.ż. wzrasta do 3,6 proc., zaś w przypadku osób powyżej lat 70 - do 8 proc. 

Im wyższy wiek, tym większe ryzyko zgonu. Ponadto sam wirus SARS-Cov-2 może nieodwracalnie uszkadzać serce u wcześniej zdrowych osób, co może w konsekwencji narazić na niebezpieczeństwo pogorszenia istniejących chorób serca u pacjentów już leczonych kardiologicznie, ale również może spowodować ich wystąpienie u osób młodych i zdrowych.
- wyjaśnia prof. Witkowski. 

Dlatego w przypadku pacjentów ze zdiagnozowaną chorobą układu sercowo-naczyniowego zalecane jest zachowanie szczególnych środków ostrożności i ograniczenie wizyt lekarskich do tych realizowanych w formie teleporady.

Niemniej jednak dochodzą do nas sygnały, że w kilku krajach europejskich został zauważony i potwierdzony trend mniejszej zgłaszalności pacjentów na leczenie szpitalne z ostrym zawałem serca. Może to wynikać ze strachu pacjentów przed wezwaniem pogotowia i hospitalizacją, ponieważ sądzą, że zarażą się w szpitalu koronawirusem.
- wyjaśnił prof. Witkowski.

Według wstępnych danych w okresie pandemii liczba procedur takich jak wszczepianie stymulatorów i kardiowerterów-defibrylatorów oraz ablacji była o ok. 50 proc. mniejsza niż w identycznym okresie ubiegłego roku. 

Eksperci PTK zaznaczają, że nieleczony zawał serca jest obarczony 40 proc. śmiertelnością, a leczony przy pomocy zabiegu pierwotnej angioplastyki wieńcowej – 5 proc., czyli aż ośmiokrotnie mniejszą.

Jeżeli ktoś ma silny ból w klatce piersiowej, to powinien kierować się zasadą: „Wezwij pogotowie ratunkowe i pojedź do szpitala”, (...), bo może być to zawał serca, masywna zatorowość płucna lub rozwarstwienie aorty (głównej tętnicy organizmu).
- apeluje prof. Witkowski. 

Należy pamiętać, że pilne interwencje są stale realizowane niezależnie od sytuacji z koronawirusem, a potrzebujący pacjenci są otoczeni niezbędną opieką.