Rzecznik Ministerstwa Zdrowia podkreślił, że nie są to testy serologiczne, czyli na przeciwciała, sprowadzane z Chin i często krytykowane za małą wiarygodność.

- Jesteśmy jednym z pierwszym krajów, który ściągnął te testy z Korei Południowej. Wcześniej inne państwa korzystały z szybkich testów z Chin

 – zauważył.

Andrusiewicz poinformował, że obecnie testy z Korei Południowej przechodzą proces walidacji.

- Sprawdzamy wartościowość wyników w Państwowym Zakładzie Higieny. W ciągu tygodnia te testy powinny trafić do szpitali na Szpitalne Oddziały Ratunkowe

– powiedział.

Andrusiewicz był też pytany o to, dlaczego Sejm odrzucił poprawkę Senatu do przepisów o tarczy antykryzysowej, zakładającą obowiązkowe cotygodniowe testy na obecność koronawirusa dla pracowników szpitali, mających kontakt z osobami podejrzanymi o zakażenie koronawirusem, i ratowników medycznych. Jak wyjaśnił, w żadnym kraju nie stosuje się testów prewencyjnych.

- To jest mylne wyobrażenie o tym, jaka by była wartościowość tych testów. To, czy lekarz, czy pielęgniarka nazajutrz po wykonaniu testu nie będzie chora, czy ten test jest wykonany w siódmej dobie od zakażenia, tego nie wiemy. Wypuszczamy więc po takim teście prewencyjnym osobę, która ma świadomość, że ma wynik ujemny, jest spokojna, pacjenci są spokojni, tymczasem może zarażać

– zwrócił uwagę.

Zapewnił, że medycy, którzy zetknęli się lub mają podejrzenie zetknięcia z koronawirusem, mają wykonywane testy.

- Teraz, jeżeli zaczniemy wykorzystywać te szybkie testy, antygenowe, to ta szybkość wykonywania testów służbom medycznym jeszcze wzrośnie

– podkreślił.

W Polsce wykonuje się przede wszystkim testy genetyczne (molekularne), wykrywające materiał genetyczny wirusa. Od osób z podejrzeniem zakażenia pobiera się wymaz z nosa lub gardła.

Do tej pory potwierdzono w Polsce 8742 zakażenia SARS-Cov-2, zmarło 347 osób.