Z OSTATNIEJ CHWILI

Co najmniej 15 zabitych i 27 rannych w zamachu bombowym w mieście Ajbak • • • PKN Orlen podpisał umowy z Aramco Overseas Company dot. finalizacji środków zaradczych wynikających z warunkowej decyzji KE ws. przejęcia przez Orlen kontroli nad Lotosem • • •

Ośmiornica

Przyznanie unijnych dotacji pod warunkiem wpłat na fundusz partyjny.

Przyznanie unijnych dotacji pod warunkiem wpłat na fundusz partyjny. Datki od osób, które zajmują opłacane przez państwo stanowiska, i od działaczy – to zaledwie kilka sposobów wykorzystywanych przez Platformę Obywatelską do zasilania partyjnej kasy. Nic więc dziwnego, że PO jako jedyna partia opowiada się za całkowitą likwidacją subwencji z budżetu państwa. Wśród darczyńców PO znajdują się ludzie służb specjalnych PRL oraz osoby z zarzutami w związku z „działalnością” w zorganizowanych grupach przestępczych.

W kilku prokuraturach w kraju toczą się postępowania, w których przewija się sprawa pieniędzy Platformy Obywatelskiej. Oficjalnie śledczy zaprzeczają, że zajmują się partyjnymi finansami, jednak zgromadzone przez Centralne Biuro Antykorupcyjne oraz policyjne wydziały ds. zwalczania korupcji dokumenty nie pozostawiają wątpliwości – część pieniędzy wpłacanych na fundusz partyjny pochodzi z nielegalnych źródeł.

Dotacje za datki

Sprawa wpłat na fundusz Platformy Obywatelskiej pojawia się w olbrzymiej aferze korupcyjnej, którą aktualnie zajmuje się wydział ds. zwalczania przestępczości zorganizowanej białostockiej prokuratury. Sprawa zaczęła się od działań Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

– Po zebraniu materiałów skierowaliśmy do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i na tej podstawie zostało wszczęte śledztwo, w którym wykonujemy czynności pod nadzorem prokuratury – mówi nam Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

– Postępowanie dotyczy powoływania się w 2010 r. przez byłego dyrektora jednego z wydziałów Warmińsko-Mazurskiej Agencji Rozwoju Regionalnego na wpływy w tej instytucji, dysponującej środkami publicznymi, i podjęcia się pośrednictwa na rzecz kilku beneficjentów w uzyskaniu dotacji ze środków publicznych, w tym z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, w zamian za korzyści majątkowe – odpowiedział nam Janusz Kordulski, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku. – Wyżej wymieniona Agencja była Instytucją Pośredniczącą II Stopnia Regionalnego Programu Operacyjnego „Warmia i Mazury 2007–2013” i rozpatrywała wnioski o dofinansowanie projektów oraz ustalała listę projektów rekomendowanych do dofinansowania – stwierdził.

Prokuratura informuje o sprawie niezwykle lakonicznie – nie podaje nawet inicjałów osób, które już usłyszały zarzuty. Wiadomo jedynie, że sformułowano je wobec ośmiu osób i dotyczą one udzielania i przyjmowania korzyści majątkowych oraz czynnej i biernej płatnej protekcji. Rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku powiedział nam, że na obecnym etapie śledztwa przedmiotem postępowania nie jest finansowanie jakiejkolwiek partii politycznej. Tymczasem z naszych ustaleń wynika, że Centralne Biuro Antykorupcyjne posiada materiały świadczące o tym, że w wielu przypadkach warunkiem przyznania dotacji było wpłacenie pieniędzy na fundusz Platformy Obywatelskiej lub finansowanie w ostatniej kampanii wyborczej samorządowej konkretnych kandydatów PO. Zdarzało się również, że wpłat nie dokonywali bezpośrednio beneficjenci dotacji, lecz ich bliscy. Tak właśnie było w przypadku bardzo znanego przedsiębiorcy z Iławy Zygmunta D., którego zatrzymano i przedstawiono zarzuty w białostockim śledztwie. CBA zdobyło dowody, że Teresa D., żona przedsiębiorcy, finansowała kampanię jednego z kandydatów PO. Świadczą o tym m.in. przepływy finansowe z jej konta. W innym przypadku z rozmowy telefonicznej jednego z przedsiębiorców jednoznacznie wynika, że wpłata na fundusz Platformy Obywatelskiej jest zapłatą za przyznaną dotację.

Zadzwoniliśmy do firmy Zygmunta D., ale usłyszeliśmy tylko: „Prezes jest nieuchwytny i nie wiadomo, kiedy wróci”.

Jedną z głównych podejrzanych w sprawie jest Bożena C., działaczka PO i szefowa Warmińsko-Mazurskiej Agencji Rozwoju Regionalnego oraz asystentka posła PO Janusza Cichonia. Kilka dni temu postawiono jej pięć zarzutów w śledztwie dotyczącym przyjmowania łapówek w zamian za przyznawanie unijnych dotacji. Jak ustaliła „Gazeta Polska”, z materiałów operacyjnych CBA wynika, że przyznanie dotacji było uzależnione od wpłat na fundusz Platformy Obywatelskiej.

Bożena C. to w Olsztynie znana postać. Od 2000 r. jest szefową Warmińsko-Mazurskiej Agencji Rozwoju Regionalnego i liderką olsztyńskiej PO. Obecnie jest również radną Platformy i figuruje na liście osób finansujących PO.

– Nie będę się do niczego ustosunkowywać. Proszę rozmawiać z prokuraturą – powiedziała nam Bożena C., pytana, dlaczego przyznawanie unijnych dotacji przez agencję, której szefuje, było uzależnione od wpłat na fundusz PO.

Sprawy nie chciał także komentować olsztyński poseł Janusz Cichoń (jego asystentką jest Bożena C.), kandydat na wiceministra finansów.

– System finansowania regulowany jest przepisami polskiego prawa. Mamy dotacje dla partii politycznych, część z tych dotacji jest przekazywana do okręgów regionalnych. Poza tym są składki uiszczane w trakcie kampanii wyborczych oraz wsparcie osób, które utożsamiają się z programem – stwierdził poseł Cichoń, zapewniając, że Bożenę C. zna od wielu lat i „zarzuty pod jej adresem wydają się absurdalne”.

Praca za wpłaty

Wiceszefowa klubu parlamentarnego PO Małgorzata Kidawa-Błońska wielokrotnie podkreślała, że finanse Platformy są bardzo przejrzyste. – Są sprawdzane kilka razy do roku, nie ma takiej drugiej partii – stwierdziła.

Jednak z ustaleń „Gazety Polskiej” wyłania się zupełnie inny obraz niż ten przedstawiany przez czołowych polityków PO. Działacze Platformy, którzy się do nas zgłosili, mówią o mechanizmie, który chociaż od dawna funkcjonuje w PO, jest starannie ukrywany.

– Wystarczy sprawdzić oficjalne rejestry wpłat na Platformę Obywatelską, by się przekonać, że niemal wszyscy radni i działacze PO, którzy zajmują państwowe posady, wpłacają pieniądze na partię. Klasyką jest matecznik premiera, czyli gdańska PO – mówią nasi rozmówcy z lokalnych struktur Platformy.

Niewiele czasu zajęło nam, by się przekonać, że mają rację. Z uzyskanej z Państwowej Komisji Wyborczej listy wpłat na PO wynika, że wśród darczyńców znajduje się m. in Aleksandra Dulkiewicz, radna PO zatrudniona w Europejskim Centrum Solidarności. Usiłowaliśmy się z nią skontaktować i zapytać o motywy finansowania PO, ale za każdym razem słyszeliśmy „abonent jest czasowo niedostępny, proszę zadzwonić później”.

Darczyńcą PO jest także radna Platformy Małgorzata Chmiel, która zasłynęła jazdą samochodem pod wpływem alkoholu (sąd warunkowo umorzył postępowanie w tej sprawie). Gdańska pracownia architektoniczna „Teatr”, w której pracuje, opracowała koncepcję rozbudowy Teatru Muzycznego w Gdyni (jego właścicielem jest samorząd). Jak czytamy w oficjalnym komunikacie Polskiej Agencji Prasowej, „koszt realizacji przedsięwzięcia wynosi  71 mln zł, z czego 41 mln zł pochodzi z Unii Europejskiej, resztę pokrywa Miasto Gdynia oraz Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego”.

Na długiej liście darczyńców, którzy są jednocześnie działaczami PO oraz pracownikami państwowych przedsiębiorstw, znajduje się Piotr Skiba, dyrektor biura zarządu regionu pomorskiego PO, członek rady programowej Radia Gdańsk oraz członek rady nadzorczej Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Słupsku.

– To zaledwie kilka przykładów, które pokazują skalę finansowania PO przez ludzi, którzy swoją pozycję zawdzięczają Platformie. Wystarczy sprawdzić oficjalne oświadczenia majątkowe radnych, by się przekonać, że ci, którzy dzięki rządzącej partii zarabiają miesięcznie kilkanaście tysięcy złotych, są jednocześnie darczyńcami PO – podkreślają nasi rozmówcy.

Stare metody w nowym opakowaniu

Sposób finansowania Platformy Obywatelskiej przez działaczy zajmujących państwowe stanowiska nie jest niczym nowym.

W 2007 r. „Rzeczpospolita” ujawniła, że „od wiceprezydenta Warszawy do zastępcy wójta małej gminy – wszyscy mają płacić 5 proc. pensji na partyjne konto Platformy Obywatelskiej. Nawet jeśli do partii nie należą”. Platforma Obywatelska w specjalnej uchwale zarządziła, żeby urzędnicy z jej mianowania płacili na partię. Uchwała regionu mazowieckiego Platformy mówi wprost o „obowiązkowej darowiźnie” od osób, które sprawują funkcje publiczne z rekomendacji PO. Jednym z pomysłodawców kontrowersyjnej uchwały był Mirosław Drzewiecki, ówczesny skarbnik Platformy Obywatelskiej.

Po tej publikacji rozpętała się burza. Opozycja zarzuciła PO, że jest de facto finansowana z publicznych pieniędzy, ponieważ obowiązek wpłat przez osoby, które z rekomendacji Platformy zajmują państwowe stanowiska, oznacza, że osoby te dokonują wpłat ze swoich pensji, które otrzymują z budżetu państwa.

Przedstawiciele PO zapewnili, że uchwała zostanie wycofana. Minęło trochę czasu, ale sytuacja się nie zmieniła. Na stronie internetowej jednej z lokalnych struktur Platformy Obywatelskiej w Instrukcji Finansowej z 2009 r., podpisanej przez Mirosława Drzewieckiego, czytamy:

„Członkowie PO sprawujący funkcje publiczne pochodzące z wyboru, z rekomendacji PO, zobowiązani są do wpłat darowizn na rzecz partii w regionie, na terenie którego członek PO sprawuje funkcję publiczną. Zarząd Regionu podejmuje uchwałę o wysokości darowizn w danym regionie. Wpłaty darowizn członków PO, sprawujących funkcje publiczne z ramienia PO w Radach Dzielnic Miasta Stołecznego Warszawy, traktowane są jako darowizny na rzecz macierzystego koła w Warszawie. Uchwałę o wysokości tych wpłat podejmuje Zarząd Powiatu Miasta Stołecznego Warszawy”.

Sytuacja niewiele się zmieniła od tego czasu, poza tym, że na stanowisku pełnomocnika finansowego PO Mirosława Drzewickiego zastąpił Andrzej Wyrobiec.

Darczyńcy ze służb PRL i gangów

Wśród darczyńców Platformy Obywatelskiej można znaleźć ludzi, którzy w czasach PRL byli funkcjonariuszami służb specjalnych i którzy dzięki PO mają stanowiska opłacane z budżetu państwa. Do takich osób należy prof. Stanisław Hoc, który do 1990 r. był funkcjonariuszem Departamentu II MSW. Jest także absolwentem czteroletnich studiów habilitacyjnych w ZSRS. Obecnie zajmuje on stanowisko doradcy sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych – został zgłoszony przez polityków Platformy Obywatelskiej.

Ze zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej akt osobowych funkcjonariuszy służb specjalnych PRL wynika, że Stanisław Hoc zaczął karierę w Komendzie Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Opolu w październiku 1969 r. Przez kolejne lata zdobywał szczeble esbeckiej kariery – w 1983 r. trafił do Departamentu II MSW, gdzie zajmował się m.in. analizą informacji na temat działalności wywiadów zachodnich. Na ich podstawie były opracowywane informacje wykorzystywane do dezinformacji i w tzw. grach operacyjnych. Wydziały, w których pracował ppłk Hoc, zajmowały się również prowadzeniem kartotek osób związanych z zagranicznymi ośrodkami wywiadowczymi, kartotek uciekinierów i kartotek możliwości agentury kontrwywiadowczej w kraju. Większość tych dokumentów w końcu lat 80. została zniszczona – dotyczyło do głównie sieci agenturalnej kontrwywiadu.

Stanisław Hoc w styczniu 1977 r. został skierowany na szkolenie w Związku Sowieckim. W tym czasie był już wykładowcą Wyższej Szkoły Oficerskiej im. Feliksa Dzierżyńskiego w Legionowie, która kształciła kadry służb specjalnych PRL i Milicji Obywatelskiej. Po zlikwidowaniu SB, w 1990 r. Stanisław Hoc został wiceszefem kontrwywiadu Urzędu Ochrony Państwa. W czasie pracy w UOP przełożonym Hoca był Konstanty Miodowicz, obecny poseł Platformy Obywatelskiej.

Aktualnie prof. Hoc jest kierownikiem Samodzielnej Katedry Prawa Karnego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu w Opolu. Wykłada również na Uczelni Łazarskiego w Warszawie.

Próbowaliśmy się skontaktować z prof. Hocem, ale nie odbierał telefonu. Bezpośredniego kontaktu z nim odmówiono nam w sekretariacie sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, ponieważ „nie jest to osoba publiczna” i ma pełne prawo do prywatności.

Hojnym darczyńcą PO jest także Hanna Gęściak-Wojciechowska, szefowa Rady Dzielnicy Ochota, a także pracownik Ośrodku Kultury Ochota (OKO). Według znajdujących się w Instytucie Pamięci Narodowej dokumentów złożyła ona niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne. Napisała w nim, że nie była tajnym i świadomym współpracownikiem służb specjalnych PRL, podczas gdy dokumenty mówią inaczej. Według nich Hanna Gęściak została zarejestrowana jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa. W związku z tym IPN skierował do sądu wniosek w sprawie Hanny Gęściak – sprawa jeszcze się nie zakończyła.

Wśród darczyńców Platformy Obywatelskiej można znaleźć osoby, którym postawiono zarzuty w związku z działalnością zorganizowanych grup przestępczych. Jest to o tyle istotne, że przedstawiciele PO mówią o transparentności ich funduszy partyjnych i osób, które wpłacają na partię. Wystarczy przypomnieć liczne wypowiedzi polityków Platformy na ten temat, po ujawnieniu przez Mariusza Kamińskiego, pomysłodawcę CBA i jej pierwszego szefa, informacji o związkach polityków PO z gangsterami.

Mariusz Kamiński przytoczył relację świadka koronnego Piotra K., pseudonim Broda. Według niego Mirosław Drzewiecki utrzymywał przestępcze kontakty z gangsterami z grupy pruszkowskiej, miał też się angażować w legalizowanie pieniędzy mafii. Część środków miała być przeznaczona na sprzeczne z prawem finansowanie Platformy Obywatelskiej.

Utrzymywanie kontaktów z przestępczym podziemiem przez polityków PO nie jest niczym nadzwyczajnym. Niedawno „Gazeta Polska Codziennie” ujawniła, że zeznania jednego ze skruszonych gangsterów, Marcina D., pogrążają Stefana Niesiołowskiego, jednego z liderów Platformy Obywatelskiej oraz hojnego darczyńcę PO.

Z zeznań złożonych przez Marcina D. w łódzkim śledztwie wynika, że poseł Niesiołowski miał pomagać łódzkiemu biznesmenowi w przekształceniu działki pod apartamentowiec. Pozycja Niesiołowskiego w partii od wielu lat jest bardzo silna, głównie ze względu na umocowanie w łódzkich strukturach Platformy i dobre kontakty z takimi politykami jak m.in. Mirosław Drzewiecki, który w poprzedniej kadencji był ministrem sportu. Nazwiska Niesiołowskiego i Drzewieckiego przewijają się w protokołach przesłuchań podejrzanych i świadków zeznających w sprawach dotyczących przestępczości zorganizowanej.

16 czerwca 2009 r. Marcin D. obciążył w swoich zeznaniach kilku lokalnych biznesmenów oraz Stefana Niesiołowskiego. Osobą, która według zeznań Marcina D. miała robić lewe interesy z politykiem, jest Dariusz D., biznesmen z Łodzi. Obaj panowie poznali się w 2002 r. w Areszcie Śledczym przy ul. Smutnej, gdzie przez kilka miesięcy siedzieli w jednej celi. Marcin D. za udział w grupie przestępczej zajmującej się przerzutem marihuany z Holandii do Polski, natomiast Dariusz D. za przemyt spirytusu. Po wyjściu na wolność nawiązali kontakt.

„D. jest osobą majętną, ma liczne znajomości, także w polityce i z ludźmi z pierwszych stron gazet. Byłem przy rozmowie, gdy jeden z polityków miał mu pomóc w przekształceniu jego działki w Łagiewnikach z działki pod stację benzynową na działkę pod apartamentowiec. Tym politykiem był Niesiołowski. Znam go z telewizji” – wynika z zeznań, które Marcin D. złożył w łódzkiej prokuraturze.

Według relacji świadka, w sprawie działki doszło do dwóch spotkań w karczmie niedaleko centrum handlowego Ptak. „D. zabrał mnie ze sobą, bo nikomu więcej nie ufał. (…) Osobiście nie widziałem Niesiołowskiego w knajpie, ale widziałem samochód, którym przyjeżdżał – BMW X3 lub X5 w kolorze czarnym. Mówiono, że przyjeżdża z kierowcą”.

Sprawa miała być załatwiona w prosty sposób. Ponieważ spodziewano się, że ówczesny prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki nie będzie chciał podpisać dokumentu przekształceniowego, ktoś inny z jego otoczenia miał mu podstępem podsunąć papiery do podpisu. Zapłatą za pomoc miał być nowy samochód marki BMW X5.

„O tej pomocy wiem od D. Wiem, że D. dysponował wizytówką posła i przy mnie do niego dzwonił. Jestem pewny, że chodziło o posła Niesiołowskiego, bo w tamtym czasie, gdy oglądaliśmy telewizję i występował poseł Niesiołowski, D. mówił, że on jest jego dobrym znajomym” – zeznał Marcin D.

Akcja z przekształceniem się nie powiodła, gdyż przed jej sfinalizowaniem doszło do ponownego zatrzymania D. przez policję w związku z inną sprawą.

Sprawa, w której pojawia się nazwisko Stefana Niesiołowskiego, łączy się ze śledztwem w sprawie handlu narkotykami, w którym jeden z gangsterów obciążył Mirosława Drzewieckiego. Postępowanie umorzono ze względu na przedawnienie.  


 

 



Źródło:

Dorota Kania
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo