"Wygląda na to, że największym problemem opozycji nie są ani epidemia, ani kryzys gospodarczy nią wywołany, ani nawet Jarosław Kaczyński. Największym i najgorszym problemem całej opozycji jest istnienie demokracji. W przypadku Konfederacji jej lider zapatrzony w Putina przynajmniej oficjalnie przyznaje, że żadnej demokracji nie chce, plując, gdy musi o niej mówić. Gorzej jest w przypadku PO. Demokrację toby chcieli, ale nie taką, żeby każdy wybierał, co chce i jak chce. To naprawdę nieeuropejskie"

- zauważa Tomasz Sakiewicz.

"Już śp. Bronisław Geremek zauważył po tym, jak Tadeusz Mazowiecki przepadł z kretesem w pierwszych wyborach prezydenckich po 1989 r., że społeczeństwo do demokracji nie dorosło. I tu się nic nie zmieniło" - dodał.

Redaktor naczelny "GP" zaznacza, że "została jeszcze interwencja Komisji Europejskiej".

"Owszem, czasem przy wysiłku komisji wyborczych udaje się nieco poprawić wynik nierozumiejącego pryncypiów narodu, ale i ten wysiłek został w ostatnich latach zmarnowany przez ruchy obywatelskie, które patrzyły komisjom na ręce. Nadzieja, że wybory zostaną poprawione przez sądy też upada. Została jeszcze interwencja Komisji Europejskiej. W końcu demokracja nad Wisłą jest dla niej groźniejsza niż koronawirus. Polacy nie potrafią wybrać tak, żeby Komisja była choć trochę zadowolona"

- kwituje Sakiewicz.