Rezolucję poparło 395 europosłów, 171 było przeciw. 128 wstrzymało się od głosu. Największą grupą polityków, która zagłosowała przeciw, była frakcja Tożsamość i Demokracja, w której zasiadają eurosceptyczni eurodeputowani m.in. z Austriackiej Partii Wolności (FPOe), francuskiego Zjednoczenia Narodowego, Alternatywy dla Niemiec (AfD) oraz włoskiej Ligi.

Poza nimi bardzo duża część Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR), w tym wszyscy eurodeputowani PiS, była przeciw, podobnie jak mniejsze grupy posłów skrajnie lewicowej frakcji GUE oraz część Zielonych i niezrzeszonych, a także dwóch liberałów.

Żaden z europosłów Europejskiej Partii Ludowej, nawet należący do tej grupy Węgrzy z Fideszu Viktora Orbana, nie zagłosował przeciw. Kilku europosłów EKR się wstrzymało, zrobiła tak też część deputowanych EPL, w tym przedstawiciele Fideszu oraz Jarosław Kalinowski i Krzysztof Hetman z PSL.

Z kolei za rezolucją zagłosowała zdecydowana większość głównych frakcji, w tym wszyscy polscy europosłowie PO zasiadający w EPL oraz eurodeputowani SLD i Wiosny będący we frakcji Socjalistów i Demokratów. Również trójka europosłów EKR ze Słowacji, Litwy i Łotwy była za rezolucją.

Niewiążący prawnie tekst dotyczy w dużej mierze społeczno-gospodarczych kwestii związanych z przeciwdziałaniem skutkom pandemii. Europosłowie wzywają m.in. do szerokiego pakietu wspierającego europejską gospodarkę po kryzysie związanym z Covid-19.

Fragment rezolucji dotyczy jednak Polski. Europosłowie "ubolewają nad krokami podjętymi przez polski rząd, a mianowicie zmianą kodeksu wyborczego wbrew wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego i innym przepisom prawa, w celu przeprowadzenia wyborów prezydenckich w środku pandemii, co może zagrozić życiu obywateli polskich i podważyć koncepcję wolnych, równych, bezpośrednich i tajnych wyborów przewidzianą w polskiej konstytucji".

Posłowie do PE wyrazili w rezolucji także "poważne obawy" dotyczące kroków podjętych przez rząd Węgier "w celu przedłużenia stanu wyjątkowego w kraju na czas nieokreślony, wprowadzenia dekretem bezterminowego zawieszenia i osłabienia parlamentarnego nadzoru nad sytuacją kryzysową".

Eurodeputowani PiS ocenili, że umieszczenie zagadnienia wyborów korespondencyjnych w rezolucji PE dotyczącej walki z pandemią jest kolejnym przejawem stygmatyzacji Polski ze strony UE. Nazwali ten fakt "skandalicznym". "Z przykrością stwierdzamy, że nie jest to rezolucja tylko o walce z pandemią i jej skutkami, ale dokument, który wyraża stałe obsesje Parlamentu Europejskiego i większości, która rządzi Unią Europejską" - zaznaczyli w komunikacie.

Europosłowie delegacji PO-PSL stwierdzili z kolei, że "nie było i nie ma zgody na łamanie prawa i wykorzystania pandemii do budowania rządów autorytarnych". "Nie chcemy też, żeby za błędy obecnego rządu płacili Polacy i tak już ciężko dotknięci przez kryzys. To, że po raz kolejny Europa z niepokojem upomina się o prawa i godność Polaków, jest wynikiem łamania prawa w Polsce przez Jarosława Kaczyńskiego i jego podopiecznych” - napisali w komunikacie.